Wonder czyli cudowny chłopiec i jego rówieśnicy

Nie czekałam na Wonder, przyznam szczerze. Bałam się, że będzie to kolejny film familijny, który zostanie zepsuty. Oczekiwałam co najwyżej ckliwego dramatu z happy endem. Na samym początku też podkreślę, że nie znam materiału źródłowego. Tym samym, recenzja dotyczy li i jedynie filmu. A ten okazał się dla mnie sporym zaskoczeniem.

Lubię szeroko rozumiane kino familijne, aczkolwiek zdaję sobie sprawę z tego, że zwykle są to proste historie z bardzo oczywistym morałem. W tym przypadku było podobnie, aczkolwiek prostota czasem okazuje się dużo lepsza, niż najbardziej skomplikowana i głęboka historia. Wystarczy jedynie dobrze ją pokazać i opowiedzieć. Narracja Wonder podzielona jest na kilka, nazwijmy to, rozdziałów. Dzięki temu, poznajemy historię Auggiego – głównego bohatera – z różnych perspektyw. Chociaż nie, przepraszam: Auggie tylko pozornie jest tutaj głównym bohaterem. Tak naprawdę film przedstawia wydarzenia, które nie tylko bezpośrednio dotyczą jego osoby, ale też otoczenia w którym chłopiec przebywa. Tym samym wiemy, jak Auggiego postrzega jego siostra Via, dowiadujemy się jak relacja z chłopcem wpływa na jego przyjaciół. Wszystkie te elementy są jak kawałki układanki, które dopiero razem, po odpowiednim połączeniu, dają nam pełny obraz.

Akcja Wonder dzieje się na przestrzeni roku. Jej początek ma miejsce, kiedy Auggie po raz pierwszy idzie do szkoły – do gimnazjum. Do tej pory uczył się bowiem w domu, ale w związku z tym, że Auggie jest piekielnie inteligentnym i mądrym dzieckiem, matka, która do tej pory sprawowała pieczę nad jego edukacją, nie jest już w stanie robić tego wystarczająco dobrze. Decyzja o tym, że chłopiec pójdzie do szkoły, rewolucjonizuje życie rodziny – zarówno całościowo jak i poszczególnych jej członków.

To, co zostało pokazane w filmie najlepiej, to relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami. Tworzą one swego rodzaju sieć połączeń. Bardzo wyraźnie widać, że decyzja jednego bohatera w taki czy inny sposób wpływa na drugiego. Taka kompozycja, tylko wzmaga wrażenie układanki, do której na samym początku porównałam Wonder.

Nie samym scenariuszem jednak Wonder stoi. Gra aktorska także zasługuje tutaj na niemałe uznanie. Przede wszystkim bardzo się cieszę, że Julia Roberts w końcu, po wielu latach, dostała rolę wprost idealną dla niej. Nie próbuje za wszelką cenę być słodka, czy urocza. Nie próbuje też swoją postacią „ciągnąć” całej produkcji. Doskonale wie, jaką rolę ma do zagrania. To też zasługa tego, jak sama postać została napisana. Ale naprawdę patrzy się na postać graną przez Roberts przyjemnie. Isabell Pullman, czyli mama Auggiego, jest bardzo prawdziwa. Wierzymy w jej zachowanie, w jej motywacje. Rozumiemy jej wybory czy zachowanie i chociaż nie zawsze jesteśmy w stanie się z nimi zgodzić, to jednak próbując „wejść w jej buty” możemy śmiało stwierdzić, że jej zachowanie jest absolutnie zrozumiałe. Isabell ponad wszystko kocha nie tylko Auggiego, ale też Vię oraz swojego męża – Nate’a i to bardzo dobrze widać w filmie.

Skoro już o postaci Nate’a mowa… Ja zawsze kojarzyłam Owena Willsona, który wcielił się w tę postać, jako komika. Aktora, który nie pasuje mi do ról dramatycznych. Po obejrzeniu Wonder, zmieniam swoje zdanie. Nate jest cudownym ojcem, a scena, w której wraz z Auggiem i jego przyjacielem grają na konsoli, to jest kwintesencja tej postaci. Nie jest on na siłę wyluzowanym tatą. Jest kochający, mądry i przede wszystkim rozumiejący, albo przynajmniej starający się zrozumieć zarówno syna, jak i córkę. W scenie podarowania prezentu Isabell, która nawiasem mówiąc jest jedną z najlepszych w całym filmie, wyraźnie widać, że nie tylko kocha on swoje dzieci, ale też żonę.

Może to wyglądać dziwnie, ale nie bez przyczyny omawiam niejako całą rodzinę Pullmanów. Chciałam bowiem jeszcze zwrócić waszą uwagę na postać siostry Auggiego Vii. Via jest cicha, spokojna i absolutnie wyrozumiała wobec swojego młodszego brata. Do tego stopnia, że stawia jego dobro, ponad swoje. Co oczywiście w którymś momencie ma swoje konsekwencje. Via, będąca w okresie dojrzewania, kiedy rodzice są najbardziej potrzebni, w pewien sposób zostaje zostawiona sama sobie. Radzi sobie rewelacyjnie, ale nie możemy oprzeć się wrażeniu, że postać ta jest niesamowicie samotna. Ta jej samotność oraz swego rodzaju poczucie wyobcowania, potęgują jeszcze bardziej jej siłę. Uwierzcie mi, trzeba naprawdę dużo samozaparcia i siły, żeby nawet kiedy w relacji z najlepszą przyjaciółką dzieje się bardzo źle, kiedy wszystko idzie nie tak, jak powinno, mieć jeszcze w sobie chęć pomocy innym. I co najważniejsze – nie zamykać się na nowe rzeczy. Via taka właśnie jest i w moim odczuciu jest to niekwestionowana „fighterka” Wonder. Wszystkim i każdemu z osobna życzę takiej siostry. A jeśli nie siostry, to przynajmniej takiej samej siły, jaką ta kilkunastoletnia dziewczyna w sobie ma.

Sam Auggie nie jest w całej produkcji najważniejszy. Jasne, to wokół niego dzieją się wydarzenia. Myślę jednak, że nie będzie błędnym stwierdzenie, że funkcja, jaką ma pełnić postać Auggiego to katalizator wydarzeń. To on sprawia, że dzieci w szkole zaczynają inaczej się zachowywać. To on uczy je tolerancji wobec inności. Wreszcie, to w pewien sposób dzięki niemu każdy z bohaterów wynosi z przedstawionej w filmie historii jakąś lekcję. Sam Jacob Trembley, którego mieliśmy okazję już oglądać w kapitalnym Pokoju, po raz kolejny udowodnił, że choć jest jeszcze bardzo młody, jest świetnym aktorem. I w tej kwestii nie ma co dyskutować.

Jedyną rzeczą, do której mogłabym się przysłowiowo przyczepić, jest zakończenie Wonder. Z drugiej jednak strony, jest dokładnie takie, jakie w tego rodzaju produkcji być powinno. Niesie ze sobą morał, jest bardzo czytelne i oczywiste, ale też pasujące do klimatu produkcji. I chociaż osobiście nie przepadam za zakończeniami, które są bardzo dosłowne i nie dają żadnego innego pola do interpretacji, niż to które wymyślili twórcy, to jednak w przypadku Wonder, jestem w stanie przymknąć na to oko.

Do kina wybrać się nie tyle można, co trzeba. Szczególnie chciałabym tutaj zwrócić uwagę na to, że film dostępny jest w dwóch wariantach: z napisami i dubbingiem. Ja widziałam wersję z napisami, ale zabranie kilkuletniego dziecka na Wonder jest wskazane i w tym przypadku, wersja z dubbingiem jest jak znalazł. Myślę sobie, że Wonder nie tylko jest niesamowicie ciepłą i przyjemną historią, ale też ma w sobie bardzo dużo walorów edukacyjnych. W prosty sposób uczy tolerancji wobec inności. Pokazuje problemy z jakimi dzieci w szkole mogą się zetknąć, ale też daje rozwiązanie tychże. Nie sposób też nie zwrócić uwagi na fakt, że po obejrzeniu Wonder, z pewnością poruszona zostanie nasza wrażliwość. W czasach, kiedy coraz częściej odwracamy wzrok od tego co nieprzyjemne lub też niewygodne, jest to bardzo ważne. Zatem powtarzam: Do kina marsz, bo Wonder, to nie tylko cudowny chłopak. To cudowna, piękna i mądra historia dla każdego – zarówno dorosłego jak i dziecka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!