ShareWeek 2016

W końcu wróciłam. W korytarzu między łazienką a sypialnią nie jest już przeraźliwie zimno a łóżko jest najwygodniejsze na świecie. Co prawda zmienione powietrze poczułam praktycznie zaraz po wyjściu z pociągu, ale to nadal jest to powietrze, do którego jestem w gruncie rzeczy przyzwyczajona. Nawet pies je chrupki bez marudzenia. Innymi słowy, wszystko wróciło na właściwe tory. A propos torów…Próbowałam pisać ten wpis w pociągu relacji Rzeszów – Toruń, ale serio, nie dało się. Raz że siedzieliśmy ściśnięci jak przysłowiowe sardynki, a dwa, że dosłownie się nie dało. Chciałam nawet jakoś minimalnie się rozpychać i zabrać trochę przywłaszczonej przez gburowatego pana mojej przestrzeni osobistej, ale w obliczu jego gabarytów – byłam bezradna. Na szczęście mogłam myśleć. Tym samym, poukładałam sobie ten oto wpis dość skrupulatnie, by jak tylko zakopię się pod kołderką, móc go przelać na wirtualny papier.

Share Week 2016 to bardzo fajna akcja, zainicjowana przez Andrzeja Tucholskiego, którego osobiście czytam, a ostatnio nawet i oglądam. W dużej mierze dzięki jego prostym radom moje poranki nie są aż tak tragiczne i coraz rzadziej zdarza mi się zaspać do pracy. No dobrze, ale trochę zaczynam się rozwlekać. To, ze ja coś czytam i stosuję w swoim życiu, nie znaczy, że ktoś inny nie może, prawda? I w zasadzie do tego można byłoby sprowadzić samą w sobie idee akcji Share Week. Chodzi o to, aby treści publikowane w Sieci, które nie są jeszcze popularne, ale są bardzo ciekawe, zostały pokazane szerszemu gronu odbiorców. To trochę taka poczta pantoflowa, tyle że w Sieci. Prawdopodobieństwo, że ktoś z naszych czytelników zainteresuje się tym, co polecamy, jest znacznie większe niż to, ze trafi on na te treści samemu. Zatem czas na moje share weekowe polecajki.

Catus Geekus – Miłościwa Megu, która nie bywa miłościwa, kiedy coś, w jej odczuciu na miłosierdzie nie zasługuje. To, za co cenię bloga Catus Geekus, to przede wszystkim celne spostrzeżenia a także cięty język. Autorka się nie patyczkuje, mówi jak jest i nie owija w bawełnę, za co jestem jej ogromnie wdzięczna. To, co publikuje na swoim blogu, to kawałek porządnych recenzji, relacji i czego jeszcze tylko popkulturalna dusza może zapragnąć. Mogłabym tak piąć peany na cześć Megu, ale i tak wszyscy wiemy, że za blogiem Catus Geekus, stoi nie kto inny, tylko jej kot, Tyrion.

Przemyślenia maniaka – z tym blogiem mam pewien problem, bo Maniak pisze mądrze, ale przeczytanie jednej jego notki to tak minimum 30 min. Dlatego opracowałam sobie pewną metodę – czytam wszystko hurtem, jak mam czas, czyli najczęściej w weekend. Jednakże jestem w stanie Was zapewnić, że treści na tym właśnie blogu warte są każdej minuty na nim spędzonej. Maniak do każdego wpisu podchodzi skrupulatnie i bardzo dokładnie. U niego wszystko ma swój cel, także nawet jeśli wpis ma circa 10 stron A4, to jest to 10 stron ciekawych przemyśleń, popartych szeroko rozumianą merytoryką. Poza tym, bardzo dobrze się to wszystko czyta, do sobotniej kawy i ciacha, wpisy są idealne. Jedyny warunek, jaki musimy spełniać przystępując do lektury tego właśnie bloga, to czas w ilości dużo.

Wełniaste Podejście do Literatury – przyznaję, że to taki mój As w rękawie, jeśli chodzi o inspiracje książkowe. No, dobra, jeden z dwóch asów. Ale Justyna z bloga Wełniaste Podejście Do Litertury, ujęła mnie jeszcze jedną rzeczą, nad która inne blogi literackie nie mają szans jej przebić. Chodzi bowiem o podejście do literatury. Tutaj nie znajdziemy sztampowych pozycji. Znajdziemy tutaj to, co Justyna uzna za stosowne i co w jej odczuciu godne jest uwagi. To, w moim odczuciu, genialne podejście, ponieważ na blogu Wełniastego, możemy się trochę poczuć jak w saloniku literackim, albo – w bibliotece. Jest przytulnie, sympatycznie i zawsze można odkryć książki, o których istnieniu nie mieliśmy zielonego (czy też wełniastego) pojęcia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!