Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi – Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Nie za bardzo miałam pomysł na to, jak zacząć swoją recenzję filmu Trzy billboardy za Ebbing, Missouri. Pomyślałam jednak, że nie ma chyba lepszego cytatu, który stałby się punktem wyjścia do tego filmu, niż ten z Terencjusza: Jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce. Jeśli bowiem miałabym w jakikolwiek sposób nadać tej produkcji motto, czy też w jakikolwiek sposób krótko i zwięźle odpowiedzieć na pytanie, czego ten film dotyczy, to słowa Terencjusza są tutaj jak najbardziej na miejscu. Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri są bowiem filmem, który w sposób dobitny obnaża ludzką naturę.

Głównym wątkiem fabularnym, jeśli chodzi Trzy Billboardy za Ebbing Missouri, jest to, że główna bohaterka, Mildred Hayes, nie może pogodzić się z tym, że lokalna policja nie zrobiła niczego (albo zrobiła za mało), aby znaleźć sprawcę zabójstwa i gwałtu jej córki. Akcja rozpoczyna się w niecały rok po tym, jak Mildred straciła córkę. Jeśli chodzi o główny wątek fabularny, to na tym można by było poprzestać. Sęk w tym, że wątek ten jest zaledwie wierzchołkiem góry lodowej, jeśli chodzi o kwestie, które Trzy billborady poruszają (czy też obnażają).

Akcja filmu rozgrywa się w małym miasteczku, gdzie „każdy każdego zna i wszystko o nim wie”. A nawet, jeśli nie wie wszystkiego, to wie dużo. To dobre tło, szczególnie, jeśli chcemy pokazać naturę ludzką w tej niekoniecznie wygodnej formie. Sama postać Mildred Hayes jest tutaj najbardziej wyrazista, ale też jest to w pełni poparte tym, co bohaterka chce osiągnąć. To ona  jest katalizatorem pewnych wydarzeń czy sytuacji, które mają miejsce w miasteczku. Nie jest to jednak jedyna postać, która zasługuje na uwagę. Zarówno Woody Harrelson, wcielający się w postać szeryfa Billa Willoughby’ego, jak również Sam Rockwell w roli oficera Dixona, są niemniej istotni w odbiorze całości historii. Relacje w Trzech billboardach, kręcą się bowiem w dużej mierze wokół tej trójki bohaterów. Co jest też znamienne, każdy z nich jest zupełnie inny. Nie tylko, jeśli chodzi o charakter postaci, ale też jeśli chodzi o motywacje, które popychają bohaterów do takich czy innych działań.

To, co moim zdaniem stanowi jeden z najmocniejszych elementów filmu, to przede wszystkim dynamika bohaterów. Trzy billborady są filmem, w którym nic nie jest albo czarne albo białe – nie chodzi tylko o sytuacje, w których znajdują się nasi bohaterowie, ale też o ich działania. Każdy z nich przechodzi swego rodzaju przemianę. Stopniowo odkrywamy, że nie zawsze wszystko jest takie, jak wydaje nam się na samym początku. Dotyczy to tak samo postaci Mildred Hayes, jak i szeryfa czy oficera Dixona. Nie mam tutaj też na myśli tego, że zmieniają się oni z dnia na dzień. Fascynujące jest to, że ta przemiana jest bardzo dobrze umotywowana, dobrze jest pokazane to, jak bohaterowie dochodzą do takich czy innych wniosków. Czasem potrzeba do tego bardzo skrajnej sytuacji, a czasem po prostu zaczynają oni patrzeć na sprawy nieco inaczej.

Nie mogę też nie poruszyć przy omawianiu produkcji jaką są Trzy billboardy za Ebbing, Missouri tego, jak budowane jest tutaj napięcie. Tu nie ma przysłowiowych fajerwerków. To nie jest efekciarski film, gdzie żeby napięcie sięgnęło zenitu musi się wydarzyć nie wiadomo co. W scenie, kiedy Dixon odkrywa napisy na billboradach jest tyle emocji, tak bardzo chcemy wiedzieć co jest dalej, że nie jedna produkcja z gatunku dreszczowca czy kryminału może się schować. Efekt taki udało się osiągnąć za pomocą bardzo prostych środków wyrazu. To są dialogi, reakcje aktorów – swoją drogą niesamowicie prawdziwe – jak również sposób prowadzenia kamery.

Trzy billboardy nie są jednak filmem, który mogłabym określić jako „ciężki” czy „przygnębiający”. Sytuacja, która jest tutaj punktem wyjścia, owszem, nie należy do najlżejszych, z jakimi przyszło nam się zetknąć. Ba! To jest prawdziwy dramat. Jednakże dzięki wprowadzeniu do dialogów błyskotliwego humoru, udało się to napięcie nieco rozładować. Co jest jednak bardzo ważne, nie jest to humor nachalny, czy też nieprzystający do sytuacji. Znowu wracamy tutaj do tego, jak konstruowani są nasi bohaterowie. Ich największą potęgą jest to, że my, jako widzowie, tak bardzo w nich wierzymy, ich reakcje czy dialogi które prowadzą są tak prawdziwe, że momentami jesteśmy w stanie zupełnie zapomnieć o tym, że mamy do czynienia z fikcją.

Trzy billboardy za Ebbing Missouri to nie tylko film doskonały pod względem konstrukcji fabularnej, czy tego, jak napisane są postaci. To nie tylko kapitalna praca, jaką wykonali aktorzy pierwszo- i drugoplanowi. Dalszy plan także wypada tutaj rewelacyjnie. Świetną kreację – choć postać może zupełnie nie wzbudzić naszej sympatii – wykreowała Samara Weaving, która wcieliła się w nową partnerkę byłego męża Mildred. No i oczywiście mamy tutaj rewelacyjnego Petera Dinklage (tak, to jest Tyrion z GoT). Postać przez niego grana, na pewnym etapie fabuły ma niezwykle ciekawą relację z naszą główną bohaterką. Ciekawą, ale też  ważną w kontekście całości historii.

Trzy billboardy to film, który jest w mojej ocenie kompletny. Tam nie ma niczego, do czego jestem w stanie się przysłowiowo przyczepić. Ja lubię takie kino – z jednej strony opowiadające dość mocną historię, ale też taką, która posiada drugie dno. Trzy billboardy doskonale pokazują to, jak często te najbardziej pierwotne emocje takie jak złość, nienawiść, czy chęć zemsty nami targają i do czego są w stanie nas doprowadzić. Film też jednak zwraca naszą uwagę na jeszcze jedną rzecz. Nie możemy oceniać kogoś tylko przez pryzmat tego, jak się zachowuje, nie znając jego motywacji czy powodów dla których podejmuje takie czy inne działania. Teoretycznie – banał. W kontekście historii Mildred – już niekoniecznie. Gdybyśmy nie wiedzieli co dokładnie przeżyła, jak została potraktowana, gdybyśmy nie poznali jej stosunku do szeryfa – jej zachowanie mogłoby budzić naszą niechęć. Prawda jest jednak taka, że przez cały film, jesteśmy całym sercem z Mildred. Absolutnie kibicujemy tej bohaterce, a kiedy mamy przez dosłownie jeden moment nadzieję na to, że być może uda się rozwiązać sprawę sprzed ponad roku, akcja filmu znowu obiera niespodziewany dla widza kierunek. Zwrotów akcji nie ma jednak wcale tak dużo w Trzech billboardach, ale jak już są, to takie, że dosłownie wbijają nas w fotel.

 

Na sam koniec, jeszcze kilka słów odnośnie nominacji Oscarowych. Trzy billboardy nominowane są w aż siedmiu kategoriach. I o ile nie wydaje mi się, aby miały szansę jeśli chodzi o wygraną w kategorii „Najlepszy montaż” o tyle już w walce o statuetkę za scenariusz, najlepszy film, czy aktorkę pierwszoplanową jak i aktora drugoplanowego, mogą być poważnym kandydatem. Osobiście bardzo się obrażę, będę płakać i tupać nogami, jeśli Trzy billboardy za Ebbing, Missouri, nie otrzymają nagrody za najlepszy film. I jasne, nie widziałam jeszcze m.in. Lady Bird, czy Kształtu wody natomiast nawet pomimo tego śmiem przypuszczać, że ta nagroda należy się Trzem billboardom.

Koniecznie wybierzcie się do kina, to nie podlega żadnej dyskusji. Nawet, jeśli niekoniecznie jest to wasz ulubiony rodzaj filmu, nawet jeśli nieco przeraża was temat. Nie sądzę, aby w jakimkolwiek innym, współczesnym filmie mielibyśmy tak mocną, żeńską kreację aktorską. To po pierwsze. Po drugie nie wydaje mi się też, żeby współcześnie powstał tak dobrze nakręcony i wyreżyserowany film o nienawiści i gniewie ale też o potrzebie bycia zrozumianym. Nie będzie też  zbyt wielką przesadą stwierdzenie, że Trzy billboardy przejdą do historii i staną się filmem kultowym i rozpoznawalnym niemalże tak samo, jak przytoczona na samym początku sentencja Terencjusza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!