Top 10 filmów spoza Polski

Zrobienie zestawienia 10 najlepszych naszym zdaniem (bo tak, ten wpis powstał przy współpracy z Moim Mężczyzną) filmów spoza Polski ( te będą osobno), to nie było zadanie ani łatwe, ani szybkie. Było za to bardzo przyjemne, bo naprawdę dawno się aż tyle nie śmiałam. Po 5 godzinach kłótni, wymiany zdań, obrażania się i tupania nóżkami. Po 5 godzinach dyskusji o filmach z minionego roku. Po rozpaczy, że Paterson nie wszedł do zestawienia, bo zabrakło mu dwóch dni. Po tym wszystkim mamy to: najlepsze 10 filmów spoza Polski według Piekielnej i Jej Mężczyzny.

10. TO (IT), reż. Andres Muschietti

Miejsce numer dziesięć udało nam się „obsadzić” od razu, a co więcej, to chyba jedyny film, co do którego byliśmy w pełni zgodni. Znalazł się w zestawieniu w dużej mierze ze względu na postaci dziecięce i to, jak zostały one zagrane. Niemały wpływ miała też sama „ważność” filmu, a także sposób interpretacji kultowej powieści Kinga. Stąd też, zgodnie stwierdziliśmy, że miejsce 10 w zestawieniu top 10 to bardzo dobre miejsce, aby umieścić na nim „To”.

9. Logan, reż. James Mangold

Logan to jeden z najlepszych filmów zeszłego roku, który zdecydowanie zasługuje na obecność w znacznie wyższych partiach tej listy. Niestety, tworzenie takich zestawień to trudna sztuka kompromisów i czasami trzeba umieć wybierać walki, które chce się prowadzić. Ostatni występ Hugh Jackmana w roli Wolverina, stanowi doskonały filmu nawiązującego w swojej strukturze do westernów i kina noir. Poza zwięźle napisanym scenariuszem, czy też innymi aspektami technicznymi, ma on w sobie niespotykaną wręcz duszę. Widać, że James Mangold kocha tę postać i to uniwersum, a historia którą nakreślił jest napisana z największą starannością i dbałością o szczegóły.

8 .Dunkierka, reż.Christopher Nolan

Z tym filmem, mieliśmy spory problem. Głównie z tym, na którym miejscu go uplasować. Bo z jednej strony – no to jest majstersztyk, jeśli chodzi o narrację i emocje. Po drugie, jest płaczący Sir Ken, więc no sami rozumiecie. A po trzecie, ten film ma tak ogromny ładunek emocjonalny, że naprawdę nie byłam pewna, czy nie umieścić go wyżej. Mój Mężczyzna był tutaj jednak głosem rozsądku. Prawdą jest, że Dunkierka sprawiła, iż tak jak nie lubię filmów wojennych, tak obejrzałam ją z naprawdę dużą przyjemnością.

7. Baby Driver, reż Edgar Wright

Ten film, w naszym zestawieniu, był już na 5 miejscu. Na 4. Nawet na 8. Wiedzieliśmy jedno: musi się w tym zestawieniu znaleźć, żeby nie wiem co.
W końcu wpisałam go na 7 miejsce, radośnie oznajmiając:
Widziałam go siedem razy. Siódme miejsce, będzie w związku z tym idealne.
I rzeczywiście chyba jest.

6. The Florida Project, reż. Sean Baker

Ten film, dość mocno zburzył początkowe zestawienie, które skrupulatnie sobie układałam. Między innymi dlatego musiał z niego wypaść Lego Batman. Nieumieszczenie The Floria Project w zestawieniu najlepszych filmów zagranicznych, byłoby zbrodnią. Co jest zabawne, mnie się ta produkcja niesamowicie podobała. Mój Mężczyzna z kolei nie ujmuje jakości filmu, ale do dziś jest na mnie zły, że niemalże pod groźbą śmierci kazałam mu ten film obejrzeć.

5. Zwyczajna dziewczyna, reż. Lone Scherfig

Prawie zapomnieliśmy o tym filmie i to nie dlatego, że był zły, ale był…No taki spokojny. Niewielki. Ale jakże ważny! Niesamowicie ciepła, porządnie napisana historia, dobrze zagrana. Humor na poziomie, żarty bardzo w punkt. Błyskotliwe dialogi. No w „Zwyczajnej dziewczynie” jest wszystko, czego należy oczekiwać od porządnego filmu obyczajowego. Historia jest w gruncie rzeczy bardzo prosta: opowiada o dziewczynie, która chce pisać scenariusze. Ale z racji tego, w jakich czasach film jest osadzony, nie jest to proste zadanie. Film ze wszech miar optymistyczny, pokazujący, że kobiety mogą i powinny pracować na stanowiskach kreatywnych. Produkcja, która w sposób oczywisty rozprawia się ze stereotypem kobiety w kulturze w ogóle. Pokazuje siłę marzeń, a jednocześnie pozbawiona jest patosu, czy wielkich słów. Film lekki, prosty i przyjemny, a jednocześnie – co już podkreślałam – bardzo ważny.

4. Moonlight, reż. Barry Jenkins

Walczyłam o ten film bardzo, bo to kolejna produkcja, którą nie za bardzo wiedzieliśmy, gdzie ulokować. Emocjonalnie to jest sztos. Jesli chodzi o zdjęcia także. Poza tym, sama historia broni się bez żadnej dyskusji. Problemem było tutaj przede wszystkim zdanie: I teraz zastanówmy się, czy Moonlight jest lepszy niż… bo to bardzo trudno ocenić. Ostatecznie uznaliśmy, że ze względu na aspekty techniczne, emocjonalne, jak i samą historię, to jest miejsce 4. Osobiście jednak, wrzuciłabym ten film wyżej, ale no sami rozumiecie – kompromisy. Niemniej jednak nie uważam, żeby 4 miejsce było w jakiś konkretny sposób krzywdzące dla Moonlight.

3. Wojna o planetę Małp, reż. Matt Reeves

Wojna o Planetę Małp początkowo znajdowała się na miejscu drugim. Ponownie jednak nie mogliśmy się zdecydować, czy jest lepsza niż….Zważywszy jednak na to, jak ewoluowała postać Cesara, jak silny jest tutaj ładunek emocjonalny oraz jak przepięknie, pod względem wizualnym ten film się przedstawia, ostatecznie stanęło na miejscu 3. Efekty specjalne, głębia koloru, kadry, muzyka czy wreszcie – sama historia – to wszystko nas urzekło niemalże w takim samym stopniu. Długo za mną ten film „chodził”. Nie powiem, że bawiłam się na nim dobrze, bo to bardzo nieadekwatne stwierdzenie, natomiast artystycznie – to jest jeden z najlepszych filmów minionego roku.

2.Blade Runner 2049, reż. Dennis Villeneuve

Ocenianie nowego Blade Runnera to niemały problem. Z jednej strony to film z naprawdę kosmicznym budżetem, w którego włożono masę pracy. Z drugiej strony to produkcja stojąca zdecydowanie bliżej filmów „artystyczych”. Jest powolna, kontemplacyjna i skupiona na postaciach, o których opowiada. To też film o wiele lepszy i bardziej kompletny od swojego, legendarnego wręcz, poprzednika. Kino dawno nie dostało tak pięknych ujęć jak te wysmażone przez Dennisa Villeneuve i jego ekipę, dawno też nie pozwoliło swojej widowni zastanowić się nad tym co oglądają i samodzielnie dojść do najrozmaitszych wniosków. Blade Runner 2049 to film, który mógł trafić do nas z jakiejś alternatywnej rzeczywistości, w której nie ma powodu by tyle narzekać na stan kinematografii.

1. La la land, reż. Damien Chazelle

O to miejsce pierwsze, to ja się niemalże biłam. La la land jest dla mnie filmem niezwykle uniwersalnym. Forma, emocje, czy wreszcie polemika z gatunkiem, jakim jest musical – to wszystko wyszło w nim doskonale. Świetne piosenki, świetne role. Gosling może ma trochę za bardzo spojrzenie małego szczeniaczka, ale z drugiej strony no nie można mu odmówić tego, że mimo wszystko dobrze w tym filmie wypadł. Co więcej, po czasie dochodzę do wniosku, że La la land nie jest w żadnym wypadku przesłodzony, zbyt piękny. Jest o nas – o pokoleniu egoistów, którzy ponad wszystko stawiają na piedestale swoje marzenia. Czasem musimy dokonywać takich czy innych wyborów, nie zawsze też liczymy się ze zdaniem innych. Do dziś nie wiem, czy postąpiłabym tak, jak Mia, czy jak Sebastian. Prawdą jest jednak to, że niemalże jak Syzyf pchałam kamień z tym filmem na podium i udało się. Mój Mężczyzna nadal nie uważa tego filmu za najlepszy jeśli chodzi o skalę międzynarodową. Niemniej jednak, w jednym jesteśmy zgodni: uniwersalny przekaz, polemika z gatunkiem czy wreszcie odczarowanie tej cukierkowości występującej niemalże we wszystkich filmach o miłości, zadecydowało, że jednak jest to miejsce pierwsze.

To w sumie tyle, jeśli chodzi o top 10 filmów spoza Polski. Wybór był trudny, bo to w ogóle był dobry rok dla kultury. Nie tylko pod względem filmów, ale też książek, seriali czy gier. Do zestawienia nie weszły m.in. Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi, Lego Batman, Split czy Coco. Niech to samo będzie wyznacznikiem tego, jak ciężko było zrobić to zestawienie.

Koniecznie napiszcie co myślicie i czy Wasz top 10 wygląda tak samo, albo podobnie. A może jest zupełnie inny?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!