TO bardzo dobry horror jest

Boję się horrorów. Nie lubię filmów grozy. Książki – okej. Widocznie moja podświadomość skutecznie chroni mnie przed tym, czego boję się najbardziej i nawet jak czytam horror, to nie jest on dla mnie tak straszny, jak mógłby być film czy serial. Zasadniczo jednak stronię od horrorów. Na TO jednak postanowiłam się wybrać, mając wsparcie w postaci Mikołaja z Trudnego bloga. W kupie siła jak to mówią i w myśl tej zasady poszliśmy. I absolutnie nie żałuję.

Zacznijmy jednak od tego, że TO nie jest sensu stricto horrorem. Reżyser stworzył dość eklektyczny obraz, w którym przeplatają się ze sobą elementy kina grozy, humorystyczne akcenty jak i te elementy, które spokojnie możemy przypisać filmom określanym mianem kina nowej przygody. W dużej mierze właśnie ten zabieg – swoistego połączenia ze sobą tak różnej stylistyki – sprawił, że produkcja wyszła tak dobrze. Ogólne wrażenie jest bowiem takie, że zamiast wychodzić z kina przerażonym, zestresowanym, czy tak po prostu, po ludzku – zmęczonym, wychodzimy zadowoleni. Te wszystkie elementy składowe są bowiem rozplanowane w taki sposób, że widz ma szansę złapać oddech pomiędzy konkretnymi scenami. Nie jest to jednak jedyna przyczyna dla której TO ogląda się tak dobrze.

O czym opowiada fabuła TO? Przyznam szczerze, że nie czytałam książki, więc nie odniosę się bezpośrednio do tego, jak przedkłada się ona na fabułę filmu. Film, skupia się w dużej mierze na grupie dzieciaków, którzy sami siebie określają czymś w rodzaju klubu frajerów. Generalnie są to dzieciaki, które z jakiegoś powodu są w szkole gnębione – czy to z powodu wyglądu, wady wymowy czy koloru skóry. Nasi bohaterowie starają się rozwikłać zagadkę zniknięć dzieci w swojej miejscowości. I na tym właściwie można byłoby poprzestać, jeśli chodzi o główną oś fabularną. W jej kontekście dodawane są kolejne elementy składowe fabuły, m.in. postać Pennywise. To on jest oczywiście głównym sprawcą zniknięć, co nie jest żadnym spoilerem. Nasi bohaterowie, w finale muszą się z nim zmierzyć i w dużej mierze do tego sprowadza się cały film.

Przy Pennywise, chciałabym się na moment zatrzymać. W popkulturze dość mocno zakorzeniła się kreacja Pennywise w którego rolę wcielił się w latach 90-tych Tim Curry. Okej to było bardzo straszne przedstawienie postaci, Pennywise Tima Curry’ego przerażał ale nie na tyle, ile przerażająca jest kreacja Billa Skarsgårda. Wydaje mi się, że w dużej mierze jest to kwestia wyglądu aktora. Ma on bowiem bardzo charakterystyczne rysy twarzy a także dość specyficzne spojrzenie. Do tego stopnia jest to widoczne, że kiedy w jednej ze scen widzimy Pennywise’a, który próbuje zwabić do siebie dziecko, mamy wrażenie, że ma on lekkiego zeza. W połączeniu z przerażającym uśmiechem, mocno wystającymi przednimi zębami i nienaturalnie dużą czaszką, otrzymujemy kreację na wskroś przerażającą ale jednocześnie spójną z tą, którą swego czasu wykreował Tim Curry. Właśnie o to chyba chodzi – aby trzymać się jakiegoś wzoru, ale stopniowo go ulepszać. Kreacja Skarsgarda tylko potwierdza tę tezę.

Nie byłaby to też jednak w żadnym stopniu dobra historia, gdyby twórcy nie zdecydowali się na wprowadzenie do niej bohatera zbiorowego. W TO nie mamy sytuacji, gdzie którykolwiek z dzieci jest z jakiegoś powodu bardziej istotne. Każde z siódemki, ma bardzo konkretną rolę i ta rola nie jest w żaden sposób bagatelizowana. Dodatkowo, w trakcie całego filmu, mamy okazję bardzo dobrze poznać naszych bohaterów. Wydawać by się mogło, że przy aż siódemce dzieci, może być to trudne, albo też – w bardzo prosty sposób może zostać źle poprowadzona narracja i widz, w którymś momencie się pogubi. Tutaj nie ma takiej sytuacji. Dzieje się tak dlatego, że o naszych bohaterach dowiadujemy się dużo, ale jest nam ta wiedza w umiejętny sposób dawkowana. Widz jest niejako karmiony informacjami i ma też czas na przetrawienie ich. W efekcie, nasi bohaterowie nie są nam obojętni i z całego serca im kibicujemy. Rozumiemy bardzo dobrze ich zachowanie, wiemy, dlaczego reagują na pewne sytuacje w taki a nie inny sposób. To też w znaczącym stopniu ułatwia nam odbiór filmu i tego o co właściwie w nim chodzi.

Zostanę jednak jeszcze na chwilę przy bohaterach. Pomijając już fakt tego, że są oni genialnie dopasowani, że casting wyszedł naprawdę dobrze, nie mogę przejść obojętnie wobec postaci Beverly. Grana przez zaledwie piętnastoletnią aktorkę Sophie Lillis, Beverly, jest tutaj zdecydowanie najlepsza. Nie chodzi o to, że jest dziewczyną i to dlatego. Po pierwsze, jej historia jest chyba jedną z najmocniejszych i najbardziej dramatycznych ze wszystkich, które są przedstawione w filmie. Po drugie to, ile ta piętnastolatka była w stanie wykrzesać z siebie emocji i jak różne były to emocje, jest nie do opisania. Patrzyło się na nią z niekłamaną przyjemnością. Jeśli dodamy do tego wszystkiego fakt, że nasza bohaterka musi się mierzyć z naprawdę ciężką i trudną (nie tylko dla nastolatki) sytuacją w domu to otrzymujemy naprawdę ciekawą i poruszającą postać. W moim odczuciu, najlepszą z całej ekipy dzieciaków, choć z całą pewnością – nie najważniejszą.

Nie bez przyczyny mówię o bohaterach i ich motywacjach, bo są one w pełni spójne z głównym założeniem filmu. W miejscowości, regularnie, co 27 lat giną dzieci. Słowo „dzieci” jest tu kluczowe. Sposób, w jaki pokonany zostaje Pennywise w książce jest totalnie odmienny od tego, jak zostało to rozwiązane w filmie. Film bowiem skupia się nie na samym w sobie problemie jakim są zaginięcia a tym, co je powoduje. A powoduje je… Strach. Każdy z naszych bohaterów ma inne lęki i to właśnie one powodują, że boją się TEGO. TO jest w przypadku filmu indywidualnym lękiem bohatera, oczywiście pokazanym pod postacią klauna. Co jest o tyle ciekawe, że film nie ma na celu przestraszenia widza ( choć z całą pewnością jest to efekt uboczny). To moim zdaniem bardzo dobry kierunek i myślę, że właśnie dzięki niemu, produkcja zwyczajnie się udała.

Rzeczą, której obawiałam się najbardziej i która też jest elementem składowym filmów grozy, to jump scary. Ostatnimi czasy, spotykamy horrory, w których aż roi się od jump scarów (widać to chociażby w tym, jak bardzo jest nimi naszpikowany trailer Annabelle) i nie zawsze jest to dobre rozwiązanie dla danej produkcji. Widz owszem, ma się bać, ale nie za wszelką cenę. Wciskanie do horroru jump scarów na siłę, nie będzie nas przerażać, a stanie się w pewnym momencie irytujące. W przypadku TO, nie mamy takiego wrażenia. Tutaj, każdy tego typu zabieg, jest konsekwencją scen, które go poprzedzają. Narracja jest prowadzona w taki sposób, aby jednocześnie budować napięcie, dać w odpowiednim momencie jump scary i potem dać widzowi odetchnąć. To trochę taki rollercoaster, ale w gruncie rzeczy bardzo przyjemny a nie męczący.

Nie sądziłam nigdy, że kiedykolwiek powiem, że podobał mi się, czy też – że dobrze bawiłam się na horrorze. Idąc na TO, byłam pełna obaw. Z jednej strony – musiałam poniekąd zmierzyć się ze swoim lękiem bo, podobnie jak jeden z bohaterów, niesamowicie boję się klaunów. Z drugiej strony, targała mną ogromna ciekawość, jak poprowadzono całą narrację i czy rzeczywiście jest aż tak strasznie, jak mogłoby się wydawać. TO jest przez wielu uznawane za jedną z najstraszniejszych książek Kinga, a więc ciekawość była tu jak najbardziej uzasadniona. Wiedziałam jednak, że absolutnie nie ma opcji, abym poszła do kina sama. Już nawet nie chodzi o to, że strach podczas seansu, ale o ileż przyjemniej jest wyjść z kina w towarzystwie osoby, którą się zna i wiedzieć, że za rogiem jednak nie wyskoczy na ciebie żaden klaun. Myślę, że dla fanów gatunku, jest to absolutnie obowiązkowa pozycja. Nie tylko ze względu na to, w oparciu o jaką książkę powstała, ale też przede wszystkim, ze względu na jakość tej produkcji. To kawał porządnego kina i mimo że wpisany gatunek na niemalże każdym serwisie filmowym, mówi, że TO jest horrorem, to jednak nie do końca jest to prawda. Tym bardziej warto się na TO wybrać do kina – w zasadzie każdy ( o ile rzeczywiście nie przeszkadzają mu elementy grozy) znajdzie w nim coś dla siebie. A po seansie, wszyscy będziemy się unosić – i to bynajmniej nie dlatego, że wpadniemy w sidła klauna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!