This is us czyli lekarstwo na strapioną duszę

Dawno nie pisałam o serialach, bo i nie miałam zbytnio czasu na ich oglądanie. Tegoroczna jesień obfituje jednak w wiele dość ciekawych pozycji, które dobrze jest mimo wszystko obejrzeć. Jednym z takich seriali jest z całą pewnością This is us. Tytuł, który w szczególności te osoby, które szukają w serialu odpoczynku i relaksu, ale nie chcą zostać ogłupione, koniecznie powinny poznać. Na This is us trafiłam zupełnie przypadkiem, ale muszę przyznać, że totalnie w niego wsiąkłam. To serial, który po pierwsze jest obyczajowy a po drugie – jest niesamowicie dobry! Przyznam szczerze, że bardzo rzadko zdarza mi się, żeby serial i to w dodatku obyczajowy, był tak dobrze pomyślany. Zacznijmy jednak od początku.

This is us, opowiada historię rodziny. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że historia ta opowiadana jest niejako na dwóch osiach czasowych. Z jednej strony, mamy dzieciństwo trojga rodzeństwa i ich rodziców. Z drugiej – możemy przyjrzeć się ich „współczesnemu” życiu. Te dwie perspektywy sprawiają, że widz nie tylko wciąga się w tę historię, ale też ma szansę obserwacji życia rodzinnego w latach siedemdziesiątych, czy nawet i wcześniej – jeśli brać tu za przykład scenę z dzieciństwa matki rodzeństwa.

Historia zaczyna się w momencie, kiedy nasi bohaterowie kończą 36 lat i każdy z nich boryka się z jakimś problemem. Co ciekawe, nie są to wcale wydumane problemy, a takie, z którymi z pewnością nie raz i nie dwa przyszło nam się zmierzyć. Nadwaga, niemożność poradzenia sobie ze stresem, czy praca, której nienawidzimy z całego serca. To bardzo ludzkie problemy. Tym samym, serial, choć obyczajowy, nie sprawia wrażenia bajki czy utopii, a jest bardzo współczesny i do bólu prawdziwy.

Potęgą This is Us jest nie tylko sama w sobie historia, która opowiadana jest z różnych perspektyw, ale też sam fakt tego, w jaki sposób nasi bohaterowie sobie z tymi problemami radzą. Nie brak tu mocnych i często przyprawiających o „wilgotne oczy” dialogów, scen, które przecież każdy z nas na swój sposób zna. Nie brak też humoru. Całość zaś, podana jest widzowi w taki sposób, że mimo tematyki serialu, jesteśmy w stanie spokojnie się odprężyć i zrelaksować. Osobiście nazwałam ten serial „lekarstwem na strapioną duszę”. Nie, nie dlatego, że przecież „inni mają gorzej”. Dlatego, że po prostu w tym wszystkim jest on niesamowicie sympatyczny, ciepły i rodzinny. Ukazuje on bowiem, jak wielką potęgą i przede wszystkim – jak olbrzymim wsparciem dla nas, może być właśnie nasza rodzina. Prawda dość oczywista, aczkolwiek nie raz i nie dwa zdarzało nam się o tym zapominać.

Przyjrzyjmy się jeszcze dokładniej naszym bohaterom. Kate i Kevin to bliźnięta. Randall – trzeci z trojga rodzeństwa, został przygarnięty przez rodziców bliźniąt, tuż po tym, gdy ich matka przy porodzie straciła dziecko. Nie chcę wprowadzać tu zbyt wielu spoilerów, ale sama historia Randalla, jest tak poruszająca i jednocześnie tak zwyczajna…Przyznam, że finał pierwszego odcinka, kiedy to mamy styczność właśnie z tą opowieścią, przyprawił mnie o przysłowiowe „ciary” i śmiem przypuszczać, że był to jeden z lepszych finałów serialu obyczajowego i w ogóle serialu, jaki widziałam. Nasi bohaterowie wiodą bardzo różne życie – Kevin jest aktorem w sitcomie, Kate jest jego asystentką, zaś Randall prowadzi bardzo dobrze prosperująca firmę. Mimo wszystko jednak łączy ich niesamowita więź. Pokazywana jest ona w takich bardzo prostych rzeczach, jak chociażby telefonowaniu do siebie kiedy rzeczywiście któryś z bohaterów nie jest w stanie sobie poradzić z przytłaczającą go rzeczywistością, czy też – w przypadku dzielenia się małymi sukcesami. Choć są oni bardzo różni, razem tworzą bardzo ładną całość. Co więcej, aż chce się powiedzieć, że to takie puzzle, które po prostu idealnie do siebie pasują.

Serial ma też jeszcze jedną znakomitą cechę, która sprawia, że zwyczajnie nie jesteśmy w stanie przestać go oglądać. Poruszanie problemów, które tak naprawdę dotyczą każdego z nas, jest niczym w porównaniu z tym, w jaki sposób są one rozwiązywane. Tu nie zawsze jest happy end. Nie zawsze akcja toczy się tak, jakby widz sobie tego życzył. Czasem jest gorzko, czasem smutno a czasem – zupełnie nieoczekiwanie dla widza – pojawia się pozytywne zakończenie. Aż chce się powiedzieć – zupełnie jak w życiu.

Twórcy świetnie też konstruują fabułę. Nie wszystko mamy od razu podane na tacy, nie wszystko z miejsca jest oczywiste. Nawet dla wprawnego widza pewne rzeczy mogą okazać się zupełnie nieprzewidywalne. Czasem zupełnie znikąd otrzymujemy katharsis. Miałam tak po 5 odcinku. Kiedy się skończył, siedziałam jeszcze chwilę i patrzyłam na monitor komputera. Uśmiechałam się, ale miałam też poczucie tego, że właśnie obejrzałam coś, co być może jest w stanie wpłynąć na moje życie. Okej, może przesadzam. Ale przeżyłam ten rodzaj wzruszenia, który poruszył te struny mojej świadomości, moich uczuć, o których istnieniu sobie ostatnio chyba zapomniałam.

Trudno jest mi ocenić, czy This is us będzie produkcją rewelacyjną – jesteśmy dopiero w połowie sezonu, wszystko może się wydarzyć. Patrząc jednak na serial z perspektywy pięciu odcinków, śmiem przypuszczać, że będzie to produkcja, o której długo nie dane nam będzie zapomnieć. This is us to serial, który koniecznie powinniśmy obejrzeć. Niezależnie od tego, czy lubimy seriale obyczajowe, czy też niekoniecznie. Jeśli nie lubimy, to This is us, może sprawić, ze w jakiś sposób się do nich przekonamy. Jeśli zaś lubimy, to zapewniam Was – This is us jest prawdziwą perełką. Perełką, która w bardzo dobitny, mocny i co najlepsze – prawdziwy sposób pokazuje, jacy jesteśmy. Tak, oglądając This is Us, możemy śmiało powiedzieć: To właśnie my.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!