The Breadwinner – animacja, którą musisz obejrzeć!

Kiedy pojawiają się nominowane do Oscara animacje, choćbym nie wiem jak kibicowała innej, niż ta, która została wyprodukowana przez Disney / Pixar, mogę sobie od razu powiedzieć: That’s not gonna happen. Swoisty „monopol na wygrywanie” kategorii jaką jest najlepsza animacja, od lat marka ta dzierży w swoich szponach i nic nie wskazuje na to, aby trend ten miał ulec zmianie. A szkoda, bo chociażby Kubo i dwie struny, moim zdaniem było dużo lepszą animacją od nominowanego w tym czasie Zwierzogrodu. W tym roku, chcąc nie chcąc, kibicowałam mimo wszystko Coco (do spółki z Twoim Vincentem), bo – co by nie mówić – to świetne animacje, tak po prostu. Przyznaję, że nie widziałam wówczas The Breadwinner i kajam się bardzo, bo w obliczu tej animacji, Coco może się schować.

Cartoon Saloon, bo to studio odpowiada za The Breadwinner, mogą a nawet powinni wam się kojarzyć z takimi animacjami jak Secret of Kells czy Song of the Sea. Irlandzkie studio po raz kolejny udowadnia, że dobra historia, wcale nie musi być osadzona w kulturze europejskiej, czy amerykańskiej. Song of the Sea jak również Secret of Kells skupiają się na wierzeniach i kulturze Celtów. Z kolei The Breadwinner idzie o krok dalej, bo akcja tej animacji dzieje się w Kabulu, na kilka dni przed wybuchem trwającej tam po dziś dzień wojny. Przyznacie, że to dość odważny temat, jak na animację, prawda?

Główną bohaterką jest dziewczynka o imieniu Parvana. Pochodzi ona z inteligenckiej rodziny – jej ojciec jest pisarzem, zaś mama – była nauczycielką. W związku z tym, zalicza się ona do nielicznego grona mieszkańców Kabulu, którzy potrafią czytać i pisać. W ten sposób, dziewczynka wraz z ojcem zarabiają na życie – oferują czytanie i pisanie. Rodzina Parvany składa się jeszcze z jej starszej siostry, Sorayi oraz małego brata – Zakiego. Żyją oni w malutkim domu, składającym się właściwie z jednej czy dwóch izb. Zarówno mama Parvany, jak i starsza siostra, nie mogą wychodzić z domu – chyba, że są w towarzystwie dorosłego mężczyzny. Dlatego też tylko Parvana, jako, że jest jeszcze „niedorosłą kobietą” jest w stanie pomagać ojcu w zarabianiu na utrzymanie domu. Pewnego dnia, ojciec Parvany, na skutek pewnych wydarzeń, zostaje aresztowany. Dziewczynka postanawia za wszelką cenę uwolnić ojca, co jak się pewnie domyślacie, wcale nie jest takie łatwe. Pojawia się też problem – w domu Parvany nie ma już ani jednego dorosłego mężczyzny. W związku z tym, Parvana ścina włosy i przebiera się za chłopca, aby móc zarabiać pieniądze potrzebne nie tylko na utrzymanie rodziny, ale i na uwolnienie ojca z więzienia.

Ciekawym zabiegiem narracyjnym, jest wplecenie w główną oś fabularną historii, którą Parvana opowiada bratu w tak zwanym międzyczasie. W efekcie mamy tak jakby dwie historie w jednym filmie i – co bardzo ważne – w żaden sposób zabieg ten nie działa na szkodę produkcji.

Samo osadzenie akcji The Breadwinner w Kabulu, na kilka dni przed wybuchem wojny robi wrażenie. Tło społeczne jak i historyczne, choć nie odgrywa aż tak istotnej roli, zarysowane jest bardzo dobrze. Widz doskonale wie, z jakimi realiami ma do czynienia, a dodatkowo – lepiej też rozumie motywację poszczególnych bohaterów. Gdyby nie to, być może dla wielu z nas niejasne byłoby chociażby to, dlaczego Parvana tak bardzo chce wyciągnąć ojca z więzienia, czy też to, dlaczego rodziny mieszkające w Kabulu robią wszystko, aby tylko stamtąd uciec.

Niekwestionowaną zaletą The Breadwinner jest też to, że tam nie ma jednoznacznie złych czy dobrych postaci. Są one pokazane w taki sposób, aby nie tyle wzbudzać w widzu konkretne uczucia względem nich, co aby dać pełen obraz sytuacji. Twórcy bardziej skupili się na przedstawieniu nam pewnych grup społecznych, niż jednostek zamieszkujących Kabul.

To, za co cenię Cartoon Saloon to ich unikalny styl graficzny. Nie ma możliwości pomylenia ich animacji z jakimikolwiek innymi. Nie inaczej jest też w przypadku The Breadwinner. Co ciekawe, w filmie mamy jakby dwa style graficzne, które ładnie się ze sobą przeplatają. Pierwszy – to zobrazowanie głównej fabuły, czyli zmagań Parvany mających na celu uwolnienie ojca. Drugi – to jej historia, którą co wieczór opowiada młodszemu bratu. Zarówno styl animacji głównej linii fabularnej, jak i ten, towarzyszący opowieściom Parvany, są wizualnie bardzo ładne. To swego rodzaju uczta dla oka.

Kiedy mówię o tym, jak wizualnie wygląda The Breadwinner, nie mogę przejść obojętnie wobec kilku ważnych faktów. Przede wszystkim, nad produkcją pracowało zaledwie 23 animatorów (licząc z asystentami). To naprawdę bardzo, bardzo mało ludzi, jeśli porównamy tę liczbę np. ze studiem Disney/Pixar, gdzie napisy końcowe to praktycznie SAMI ANIMATORZY. Po drugie, The Breadwiner jest bardzo niskobudżetową animacją, bo całkowity jej budżet wynosił zaledwie 10 milionów dolarów. Dla porównania: Budżet Secret of Kells to 8 mln USD, zaś Song of the Sea – 7,5 mln USD. I teraz uwaga: box office The Breadwinner wynosi tylko 418 054 USD. Dla porównania: Zwierzogród, którego box office wyniósł ponad miliard dolarów, zaś budżet – 150 mln dolarów . The Breadwinner jest animacją ze zdecydowanie najniższym box office, jeśli chodzi o Cartoon Saloon. Z drugiej strony – nie ma w tym nic dziwnego. Temat animacji wcale nie jest taki prosty w odbiorze, a co więcej – nie jest to produkcja skierowana do najmłodszych widzów – jak miało to miejsce w przypadku Song of the Sea. Warto jest jednak mieć na uwadze to, że tak jak i poprzednie animacje Cartoon Saloon, tak i The Breadwinner, zachowują pewną stylistykę, opierającą się na połączeniu ze sobą baśni oraz kultury.

Nie jest to jednak w żadnym wypadku film dla małych dzieci. Obrazy wojny, traktowania kobiet, czy wreszcie opowiadana historia, są po pierwsze – za trudne dla najmłodszych widzów, zaś po drugie – mogą wywoływać strach. To też był taki mój dysonans poznawczy. Nie czytałam w zasadzie nic o The Breadwinner, poza tym, że jest to animacja Cartoon Saloon, która była nominowana do Oscara i opiera się na powieści autorstwa Deborah Ellis o tym samym tytule. Tyle wiedziałam. Dlatego jak tylko The Breadwinner pojawił się na Netflixie, postanowiłam go obejrzeć. Nastawienie miałam „o, fajny film na wieczór”. Zderzenie ze ścianą było bardzo, bardzo bolesne, aczkolwiek nie żałuję niczego.

Teoretycznie, nie miałabym się do czego przyczepić, jeśli chodzi o The Breadwinner, gdyby nie jedna kwestia. Mam problem z tym, do kogo faktycznie skierowana jest animacja. Bo z jednej strony mamy narrację prowadzoną z perspektywy Parvany, która jest 11-letnią dziewczynką Z drugiej zaś – poruszane kwestie są z całą pewnością za trudne dla 10-cio czy 11-latka. Więc to takie trochę przeczenie sobie samemu – opowiadamy historię z perspektywy dziecka, ale nie kierujemy jej do małych dzieci. Jednak, jeśli spojrzeć na to, o czym opowiada The Breadwinner, to jest to temat który warto poruszyć z dzieckiem. Forma, w jakiej przedstawiona jest historia jest o tyle prosta do zrozumienia, że jeśli tylko odpowiednio przygotujemy dziecko do seansu, może nie być on dla niego aż tak trudny i ciężki.

Sam wydźwięk animacji też skupia się na dzieciństwie jako takim. Pokazuje, że bez względu na wszystko, powinniśmy żyć i cieszyć się tym, ze dane nam jest to życie. Dzieci, mimo bardzo trudnych warunków, nadal powinny pozostać dziećmi. Zabawa czy płatanie figli nie są niczym złym. The Breadwinner bardzo jasno mówi, ze sytuacja w jakiej się znajdujemy, nie powinna definiować tego, że mamy z czegoś rezygnować – szczególnie jeśli mowa o naszym życiu. Wojna nie jest w stanie sprawić, że jeśli jesteśmy dziećmi, to nagle dorośniemy. Mimo dość trudnego tematu, The Breadwinner zachowuje pozytywny wydźwięk i daje nadzieję na lepsze jutro. Jednocześnie, pokazuje widzowi zupełnie inną kulturę, niż ta, z którą mamy do czynienia na co dzień.

Cartoon Saloon po raz kolejny udowadniają, że dobra animacja, wcale nie musi wymagać ogromnego budżetu. Co więcej – nie musi nad nią pracować cały zastęp animatorów. Osobiście żałuję, że animacje studia nie trafiają do szerokiej dystrybucji (wyjątkiem jest tutaj Song of the Sea). Na szczęście, The Breadwinner – po ponad roku od premiery – w końcu znalazł się na Netflixie. I bardzo dobrze, bo gdyby nie to, nie mam pojęcia, czy w ogóle miałabym możliwość obejrzenia tej animacji. Platformy streamingowe to zdecydowanie jedno z najlepszych rozwiązań, jeśli chodzi o oglądanie filmów, które nie trafiają do szerokiej dystrybucji. Mam nadzieję, że kolejne animacje od studia Cartoon Saloon (i nie tylko) będą się pojawiać czy to na Netflixie, czy jakiejkolwiek innej platformie streamingowej. Zatem – kto Netflixa ma, niech ogląda, bo naprawdę warto!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!