Skaza w Chełmży czyli o nowym kryminale Roberta Małeckiego

Dziś jest waży dzień, a mianowicie premiera czwartej już książki toruńskiego pisarza Roberta Małeckiego pt. Skaza. Przyznaję, że dość mocno czekałam na tę powieść. Po pierwsze dlatego, że bardzo skrupulatnie śledziłam rozwój warsztatu pisarskiego Autora, zaś po drugie – co nikogo nie powinno dziwić – uwielbiam kryminały. Dlatego też, kiedy kilka dni temu książka trafiła w moje łapki, rzuciłam wszystko, żeby tylko już móc zacząć ją czytać. To było trochę lekkomyślne, bo nie powinno się brać do ręki kryminałów – zwłaszcza tych naprawdę niezłych – kiedy ma się mnóstwo zawodowej roboty…Cóż, nie pierwszy i z pewnością nie ostatni raz, popełniłam taki błąd.

O czym opowiada Skaza? W sumie – bardzo trudno powiedzieć, co jest główną osią fabuły książki. Mamy bowiem wydarzenia, które dzieją się współcześnie – w 2018 roku, jak również i te, które miały miejsce 10 lat temu. Nie jest też żadną nowością to, że jedne i drugie, w znaczący sposób się ze sobą łączą. Główny bohater Skazy, Bernard Gross, całkiem przypadkiem znajduje dwa ciała na jeziorze chełmżyńskim. Powieść zaczyna się zatem z przysłowiowym przytupem, bo na „dzień dobry” mamy dwa trupy. Sęk w tym, że komisarz w żaden sposób nie jest w stanie dojść do tego, kto zabił te dwie osoby. Początkowo wydaje mu się, że jest to czysty przypadek iż w jednym czasie, na tym samym jeziorze, zostają znalezione dwa ciała. Z czasem jednak, przestaje on być tak pewny swojej pierwotnej teorii. Co więcej – komisarz nabiera coraz większych podejrzeń co do tego, że śmierć dwojga ludzi, może mieć związek ze sprawą sprzed 10 lat. Nie mam zamiaru zdradzać wam ani zdania więcej, jeśli chodzi o fabułę, bo zepsułabym całą zabawę.

To, co zdecydowanie podobało mi się w trakcie lektury powieści, to język. W kontekście poprzednich książek autora, jestem w stanie zauważyć naprawdę niemały postęp, jeśli chodzi o warsztat pisarski. Tym bardziej, że Robert nie jest zawodowym pisarzem (jeszcze !). Jeśli jednak jego warsztat pisarski będzie się rozwijał w takim tempie – to kto wie, co przyniesie przyszłość. Skazę czyta się znakomicie. Czytelnik nie ma poczucia, że coś się dłuży, jest nieciekawe czy też zupełnie zbędne. Postaci konstruowane są w prosty, ale też bardzo dobry dla czytelnika sposób. Otrzymujemy wszystkie, niezbędne dla nas informacje, a podane są one w taki sposób, że naprawdę jesteśmy w stanie sobie bardzo dokładnie wyobrazić, jak mógłby wyglądać Bernard Gross, czy którakolwiek z innych postaci występujących w powieści.

Nie mogę przejść też obojętnie wobec wiarygodności, którą Robert Małecki zawarł w Skazie. Czytając duże ilości kryminałów, bardzo często udawało mi się przysłowiowo przyłapać autorów na tym, że nie odrobili oni lekcji. Błędy merytoryczne to częsty z „grzechów”, który autorzy – nie tylko piszący kryminały – popełniają w swoich powieściach. Jeśli jednak chodzi o powieść Skaza, to naprawdę widać, że autor wykonał porządny research. Do tego stopnia, że wertowałam Internet, aby znaleźć więcej informacji na temat spraw, które autor poruszał w swojej powieści. Przyznaję jednak, że bardzo trudno było mi się oderwać od lektury samej książki.

To, co zdecydowanie wiedzie prym, jeśli chodzi o książki Roberta Małeckiego, to zaangażowanie społeczne. W przypadku Skazy wcale nie jest inaczej. Autor wyraźnie postawił na pokazanie problemów związanych z relacjami rodzinnymi, które przecież nie należą do najłatwiejszych. Bardzo dobrze pokazuje też pracę policjantów a także ich życie prywatne i to, jak nierzadko bardzo różni się ono od tego, co jesteśmy w stanie zaobserwować w mediach, czy też po prostu – od naszego wyobrażania.

Z reguły bardzo rzadko zwracam uwagę na to, w jakim czasie dzieje się akcja powieści – bardziej interesuje mnie to, co się dzieje. Skaza jednak ma to do siebie, że pora roku ma kluczowe znaczenie. Zima potrafi być naprawdę ponura czy przerażająca. Potrafi zasiać w człowieku niepokój. Robert Małecki słusznie zatem postanowił, ze wydarzenia opisywane w książce będą działy się właśnie zimą. Dzięki temu, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że klimatem książka jest bardzo zbliżona do serialu „Fargo”.

Niezwykle szanuję też Roberta za to, że swojego głównego bohatera – Bernarda Grossa – postanowił stworzyć w bardzo nieoczywisty sposób. Owszem, widać tu bardzo mocno inspirację powieściami Cobena czy kultowego już Nesbo, aczkolwiek nie w taki sposób, jak ma to miejsce chociażby u Wojciecha Chmielarza. Robert Małecki stworzył „gliniarza z klasą” a jednocześnie – z tak bardzo charakterystyczną dla bohaterów Nesbo czy też Cobena – przeszłością. Autor znalazł jednak w tym wszystkim bardzo dobry balans, a w efekcie nie można oprzeć się wrażeniu, że Bernard Gross jest nietuzinkową postacią, stworzoną w oryginalny sposób.

Skaza jest bardzo dobrym kryminałem – niezależnie od tego, kiedy chcecie go czytać. Wydaje mi się jednak, że w związku ze zbliżającą się jesienią, jest to bardzo dobry pomysł na lekturę. Z pewnością umili wam ona długie i już coraz chłodniejsze popołudnia i wieczory.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!