Sezon ogórkowy nie taki straszny, czyli o premierach minionych wakacji

Rozpoczęcie roku co prawda dopiero w poniedziałek, więc w gruncie rzeczy wakacje jeszcze trwają, ale nie zmienia to jednego faktu: sezon ogórkowy w kinie dobiegł końca. Jaki był? Muszę przyznać, że nad wyraz udany. Kiedy sięgam pamięcią do zeszłego roku, od czerwca do lipca były może ze dwa albo trzy filmy, które autentycznie wzbudziły moje zainteresowanie. W tym roku, mieliśmy naprawdę w czym wybierać. Zatem – jadąc chronologicznie – przyjrzyjmy się filmom, które miały premierę w wakacje.

Wonder Woman, reż. Patty Jenkins

No, to zaczęliśmy z przytupem. Nie dość, że film superbohaterski, to jeszcze z kobietą w roli głównej. Kto to widział, takie rzeczy?! No ale przyznać trzeba, że film był naprawdę niezły. Nie powiem, żeby był idealny, ale osobiście bawiłam się na nim naprawdę dobrze. Może nie na tyle dobrze, aby iść na niego siedem razy, ale dość, żeby wyjść z kina zadowoloną. Myślę sobie, że nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszego początku wakacji. A jakbyście chcieli poczytać więcej o tej Cudnej Kobiecie, to pisałam o niej tutaj.

Auta 3, reż. Brian Fee

No tego się nie spodziewałam. Nie przepadam za serią o ZygZaku, co więcej, Auta nigdy mnie jakoś specjalnie nie interesowały. A tu proszę! Całkiem miłe zaskoczenie. Dostaliśmy porządnie zrobioną animację i to z humorem, który w gruncie rzeczy nie był najgorszy. Nie bawiłam się źle, aczkolwiek Auta 3 w żadnym wypadku nie są filmem wybitnym. Ot, można pójść, zobaczyć. Natomiast zdecydowanie jest to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów serii. Jeśli pierwsze Auta Wam się podobały ( bo na drugi film należy spuścić zasłonę milczenia ), to trzeci tym bardziej Wam się spodoba.

Król Artur: Legenda Miecza, reż. Guy Ritchie

Nikt nie wierzył, że to się może udać. Wszyscy podchodziliśmy do tego filmu jak do jeża. No dobra, Charlie, no okej. Ale jedna jaskółka wiosny nie czyni, a jeden aktor nie uciągnie całego filmu. W porządku, mieliśmy też dobrego reżysera, to już dwie składowe spełnione. Nadal szanse marne. Gdy wtem, okazuje się, że film się udał. Montaż, muzyka ( jak nie słuchaliście soundtracku to tam gdzieś jest krzyżyk, zamknijcie okno bloga i idźcie płakać bo dużo straciliście), która ma szansę na otrzymanie miana najlepszego soundtracku tego roku, no i całkiem przyzwoity film. Nie powiem, żeby miał on jakoś szczególnie dużo wspólnego z oryginalnymi legendami arturiańskimi, ale chyba nie o to chodziło. I w sumie – dobrze.

Baby Driver, reż. Edgar Wright

Byłam w kinie razy 6. Chciałam iść w sumie  8, ale nie wyszło, więc domyślcie się, co myślę o tym filmie. Albo przeczytajcie. Bo jak zacznę pisać, to do jutra nie skończę.

Volta, reż. Juliusz Machulski

Chyba jeden z największych zawodów, jeśli mogłabym tak powiedzieć. Znaczy, ja wiem, że miałam pisać o tym, że sezon ogórkowy był cudowny a tu nagle taki klump. Ale serio, moje oczekiwania były duże, a wyszło to źle. A najbardziej boli, kiedy zawodzi ktoś, kto nie powinien. I co gorsza, ten film bierze udział w konkursie głównym na Festiwalu w Gdyni.

Spider-Man: Homecoming, reż. Jon Watts

Nowy miesiąc, nowy superbohater. Ale wiecie, co? Wyszło nieźle. Tom Holland w roli młodego Petera Parkera, kupił mnie bez dwóch zdań. Narzekałam trochę na ten film, ale to chyba kwestia związana z tym, że Marvel nie robi już praktycznie niczego, co jest w stanie mnie tak totalnie porwać. Albo ja już za dużo tych filmów widziałam. Niemniej jednak – mamy sezon ogórkowy w pełni i kolejny film superbohaterski. Mi to pasuje.

Dunkierka, reż. Christopher Nolan

Ja nie lubię filmów wojennych. Nie lubię filmów o wojnie. Historycznych też nie lubię. A Dunkierka mnie wbiła w fotel. Nie wiem, czy to kwestia kadrów, tego, jak pięknie była zmontowana, czy relacji pomiędzy bohaterami. Faktem jest, że wyszłam z kina będąc pod ogromnym wrażeniem. I nie przeszkadzało mi w żaden sposób tło historyczne, czy otoczka wojenna. Ani trochę mi nie przeszkadzało. Zdaje się, że jeszcze grają Dunkierkę , więc jak nie widzieliście, to nadróbcie. Warto.

Wojna o Planetę Małp, reż. Matt Reeves

To film, do którego bardzo długo musiałam dojrzewać. Po pierwsze dlatego, że chciałam obejrzeć dwie poprzednie części nowej trylogii, żeby zabrać się za trzecią. Po drugie, ja nadal mam w pamięci ten bardzo zły film o Planecie Małp. Wiecie, ten taki stary. Straszliwie mnie on zniechęcał do pójścia na seans, ale ostatecznie ( i całe szczęście!) przemogłam się. W zasadzie w ostatnim momencie. I nie żałuję.

Barry Seal: Król Przemytu, reż. Doug Liman

To stosunkowo świeża rzecz. Pisałam zresztą o niej w środę. Także wiecie co myślę, bo zdanie mi się przez dwa dni nie zmieniło. I nadal uważam, że to całkiem niezły film na zakończenie wakacji. I też spore zaskoczenie.

No to mamy 9 filmów. Ale to nie wszystkie premiery. To tylko ja nie widziałam wszystkiego, ale w sumie przez remont, przeprowadzkę i inne zawirowania życiowe, trudno się dziwić. Mam kilka pozycji do nadrobienia, jak chociażby „Mroczną Wieżę”, „Hitman’s Bodyguard”, czy „Atomic Blonde”. Chciałabym też nadrobić „Sirranevadę” oraz „Nazywam się Cukinia” czy „Lady M.” ( o której czytałam naprawdę ciekawy artykuł w czasopiśmie Ekrany). Nie jest jednak źle. Sezon ogórkowy, jak sami widzicie, prezentuje się naprawdę nieźle.

Który film uważam za najlepszy? Ciężko stwierdzić, bo chyba musiałabym przestać być wtedy fangirl i podejść do sprawy możliwie jak najbardziej profesjonalnie, a to może nie być takie proste. Myślę, że moim top 3, jeśli chodzi o filmy z sezonu ogórkowego, to „Dunkierka”, „Wojna o Planetę Małp” i „Baby Driver”. Trudno tylko jest mi określić, czy pierwsze miejsce należy się Małpom czy Baby Driverowi. Niemniej jednak, uważam miniony sezon ogórkowy za bardzo udany. Oby więcej takich.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!