Sex education dla każdego, czyli o taki serial dla młodzieży walczyłam

Ostatnio staram się unikać trudnych i niekoniecznie pozytywnych w wydźwięku seriali i filmów. W związku z tym, po tym, jak dobrze na serduszku zrobiła mi La casa de las flores, poszłam za ciosem i postanowiłam obejrzeć Sex educaction. Czytałam bardzo dużo dobrego na temat tego serialu, oceny użytkowników, którzy już serial widzieli były bardzo wysokie. Dla pewności jednak spytałam przyjaciółki, czy aby na pewno powinnam ten serial obejrzeć. Z czystym sumieniem mi go poleciła. Obejrzałam całość w dwa dni. Dla porównania: La casa de las flores, czyli 13 odcinków po 30 minut, obejrzałam w 3 dni. Od Sex education nie byłam w stanie się oderwać, więc np. zdarzało się, że po prostu padałam jak kawka przed ekranem laptopa, a rano dziwiłam się, że Netflix pokazuje, że skończyłam na konkretnym odcinku, a ja nie pamiętam, żebym go oglądała. Przyznaję, że Sex education, było serialem, który w dużej mierze pozwolił mi na „normalne” zasypianie.

Fabuła Sex education dotyczy przede wszystkim losów trójki głównych bohaterów. Nie jesteśmy jednak w żaden sposób wskazać konkretnego miejsca akcji, ponieważ…Nie jest ono podane. Czas, w którym akcja się dzieje, także nie został określony. Z reguły, taki zabieg zaliczyłabym na minus produkcji, natomiast w przypadku Sex education, sprawdza się on rewelacyjnie. Nadaje on całości historii bardzo uniwersalnego charakteru. Jednak nie tylko czas i miejsce akcji mają tutaj kluczowe znaczenie. Trójka głónych bohaterów, czyli Meave, Otis i Eric, postanawiają założyć w szkole „klinikę edukacji seksualnej”. Pomysł bierze się stąd, iż mama Otisa (w tej roli genialna Gillian Anderson), jest seksuologiem. Meave, która jest inicjatorką całego przedsięwzięcia zauważa, że Otis w pewien sposób „odziedziczył” zdolności seksuologiczne po matce i postanawia je wykorzystać. Oczywiście pobierając od uczniów, którzy zdecydują się skorzystać z porad, opłaty. Idea jest bardzo słuszna, jednakże w trakcie dochodzi do serii różnych zdarzeń, nierzadko bardzo zabawnych, a czasem tragicznych, które nadają fabule odpowiedniego rytmu i czynią ją ciekawą.

Nie będę opowiadała, co dokładnie się dzieje, natomiast zwrócę tylko Waszą uwagę na problemy, które Sex education porusza.

Zasadniczo, są dwa wątki, które wydają mi się najciekawsze. Pierwszym z nich jest wątek Erica – czarnoskórego geja, który wychowywany jest w katolickiej rodzinie. Eric, jest bardzo świadomy swojej inności, jednakże czuje, że nie jest akceptowany przez swoją rodzinę. Dochodzi nawet do tak kuriozalnych sytuacji, w których zaprasza on do siebie koleżankę, a rodzina plotkuje, że „to na pewno jego dziewczyna”. Zupełnie tak nie jest, co więcej – Eric nie chce, żeby tak było.Jedyne, o czym marzy, to akceptacja, szczególnie jeśli chodzi o jego ojca. Relacja Erica i jego taty, to wątek, który nie zajmuje w serialu jakoś szczególnie dużo czasu, natomiast te kilka scen, które zostają nam pokazane, jest na tyle mocnych w swoim wydźwięku, że bez najmniejszego problemu jesteśmy w stanie nie tylko uwierzyć w tę relację, ale też kibicować jej. Twórcy serialu nie przebierają w środkach, jeśli chodzi o nakreślenie postaci Erica. Dość otwarcie poruszają oni kwestie drag queen, ale są przy tym dalecy od utwierdzania nas w bardzo stereotypowym przekonaniu, że każdy gej, musi być drag queen.

Kolejnym wątkiem, który chciałabym krótko omówić, jest wątek Meave: bardzo zdolnej, inteligentnej nastolatki, która jednak „miała pecha do rodziny”. Meave jest sprytna, bystra i dostaje dobre stopnie. Jednocześnie jej sytuacja życiowa, jak również opinie krążące po szkole, są negatywne. Uczniowie myślą, że jest to „łatwa laska”, krążą legendy o tym, z iloma to facetami nie spała i tego typu podobne rzeczy. Meave zdaje się mieć to wszystko w głębokim poważaniu. Przez większość serialu, kreowana jest ona na dziewczynę niedostępną, twardą i „groźną”. Prawda jest jednak oczywiście zupełnie inna. Meave jest wrażliwa, delikatna i tak naprawdę wcale nie jest dumna z opinii, które krążą o niej po szkole. Jedna ze scen w 5 odcinku serialu, bardzo dobrze to wszystko wyjaśnia.

Wątek przewodniczącego szkoły, Jacksona, który wychowywany jest przez parę lesbijską, także nie może zostać pominięty w omówieniu. Pozornie idealna rodzina, kochające matki, czy wreszcie – osiągający niemałe sukcesy sportowe Jackson – tak jest nam pokazywana jego rodzina przez mniej więcej połowę serialu. I co więcej – wierzymy w ten obrazek. Prawda jest jednak taka, że pod płaszczykiem idealnych i sterylnych wnętrz, niesamowitych sukcesów sportowych oraz charyzmy, którą Jackson jest obdarzony, kryje się bardzo poruszająca i smutna historia. Nie powiem Wam jaka, bo kiedy na jaw wyszło, z jakimi problemami ten bohater musi się codziennie mierzyć, zbierałam szczękę z podłogi.

Wreszcie przechodzimy do wątku Otisa i w sumie jego matki także. Otis, wychowywany przez matkę, jest chłopcem z olbrzymimi problemami. Wiążą się one przede wszystkim z jego bardzo niską samooceną, jak również z tym, że ma on ogromne problemy, jeśli chodzi o nawiązywanie kontaktów z dziewczynami. To nieśmiały, w gruncie rzeczy mocno zakompleksiony chłopak, który nie chce rozgłosu. Sam mówi o sobie, że pragnie pozostać „tym chłopakiem, który siedzi sobie w kącie i na którego nikt nie zwraca uwagi”. Tak się jednak na szczęście nie dzieje i na przestrzeni całego sezonu, jesteśmy w stanie zaobserwować naprawdę ciekawą przemianę, która zachodzi w Otisie. Jego relacja z matką, która jest seksuologiem i pozornie stara się dać mu jak najwięcej przestrzeni, tak naprawdę pozostawia wiele do życzenia. Gillian Anderson, jako matka – hipokrytka, sprawdza się w swojej roli idealnie. Jednak daleka jestem od tego, aby określić tę postać jako sensu stricto negatywną. Bardziej skłaniałabym się do nazwania jej zaborczą lub nadopiekuńczą. Z przyjemnością ogląda się relację Otisa z jego matką, kiedy to z każdym kolejnym odcinkiem poznajemy przyczyny, dla których wygląda ona w taki, a nie inny sposób.

Sex education jest teen dramą i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Prawda jest jednak taka, że ze względu na rodzaj problemów, które porusza oraz to, w jaki sposób są one prezentowane, serial ten powinien być obowiązkową lekturą dla każdego – niezależnie od wieku. Niesamowicie podobało mi się to, że w zasadzie żadna z postaci, nie była jednoznacznie dobra czy zła. No dobra, jedna była zła do szpiku kości. Jednakże sportretowanie uczniów, ich relacji – zarówno z rówieśnikami jak i rodzicami, jest w tym serialu wykonane wprost idealnie. Poruszane problemy, choć nierzadko mocno hiperbolizowane, są prawdziwe. Każdy z nas, znajdzie w tym serialu coś, co go „ruszy”. I niekoniecznie muszą to być sceny w basenach, jak to miało miejsce w moim przypadku.

To, że drugi sezon Sex education będzie, jest pewne niemalże tak samo, jak to, że dwa razy dwa jest cztery. Niewątpliwie sukcesem, jeśli chodzi o prowadzenie serialu, jest to, ze kwestie poważne i trudne przedstawia on może nie tyle w zabawny sposób, ale na pewno taki, który pozbawiony jest patosu czy zbędnego, nazbyt poważnego tonu. Uświadamia, edukuje a przy tym dostarcza rozrywki na naprawdę wysokim poziomie. Jeśli zatem jeszcze nie dotarliście do niego na Netflixie, to serdecznie polecam. Lojalnie jednak ostrzegam: ciężko będzie się Wam od niego oderwać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!