Seanse pod Niebieskim Kocykiem #5 – Córki Dancingu

Dzisiejszy odcinek cyklu, będzie poświęcony dość niestandardowej pozycji, jaką bez wątpienia jest film w reżyserii Agnieszki Smoczyńskiej, pt. Córki Dancingu. Film miał swoją premierę 25 grudnia 2015 jednakże przed premierą w Polsce pokazany został na festiwalu Sundance oraz na gdyńskim festiwalu filmowym. To debiut reżyserski Agnieszki Smoczyńskiej, ale za to jaki! Oglądając Córki Dancingu, należy włączyć myślenie abstrakcyjne, ponieważ inaczej będzie nam ciężko zrozumieć, „co autor(ka) miała na myśli” tworząc go.

Historia przedstawiona w filmie Smoczyńskiej, jest bardzo odrealniona a przy tym – aż do bólu prawdziwa. Brzmi to bardzo niewiarygodnie, jednakże użyłam tego typu sformułowania całkiem celowo. Chodzi bowiem o to, że musimy umieć rozgraniczyć dwie osie, które w filmie ewidentnie są widoczne.

corki-dancingu-fotosy-CC-kuba-kijowski-3.jpg
Zdecydowanie moja ukochana scena w całym filmie. Kinga Preis!

Pierwszą z nich jest oś fabuły. Tutaj, nie zagłębiając się w sens, mamy nieco baśniową historię. Członkowie znanego, warszawskiego bandu dancingowego, znajdują w wodzie dwie… Syreny. Takie wiecie: prawdziwe całkiem. Zahipnotyzowani przez ich śpiew, wyciągają je z wody i postanawiają, że od teraz Srebrna i Złota, bo tak się nazywają, będą wraz z nimi występować na dancingach. „Robić chórki” jak to dokładnie określił właściciel klubu. Ot – całe zawiązanie fabuły. Co dzieje się dalej? Nie chcę za bardzo zdradzać fabuły, powiem zatem jedynie tyle, że jest całkiem baśniowo – czyli dokładnie tak jak powinno być w historii z syrenami w roli głównej ale i… Strasznie. A jeśli do całej baśniowości i klimatu horroru dodamy elementy musicalowe, otrzymamy całkiem interesujące połączenie. Dokładnie takie, jakie udało się osiągnąć Agnieszce Smoczyńskiej.

corki-dancingu.jpg
Świetny kadr. Jest ich znacznie więcej. Kontrastów oraz statyki w filmie Agnieszki Smoczyńskiej nie brakuje.

To jednak, jak już wspomniałam, jedynie pierwsza z osi, które powinny być brane pod uwage przy analizie filmu. Drugą z nich jest oś symboliki i tutaj sprawa już nie jest taka znowu banalna. To, co uderza na samym początku, to przede wszystkim swoista anonimowość bohaterów. Nie mam tu na myśli tego, ze są oni nijacy. Bardziej chodzi mi o to, że w zasadzie są oni pozbawieni imion, a co za tym idzie – stają się przez to bardziej uniwersalni i mogą funkcjonować jako figury, które określają pewne typy osobowości. Określani są oni poprzez pełnione przez siebie role w historii – mamy wokalistkę, basistę, perkusistę, striptizerkę…Ale każda z postaci nie ma przypisanego do siebie imienia. Oczywiście poza Syrenami.

4c430f1ccfd93f48200d02bb789f5ca5ce563c24.jpg
Magdalena Cielecka w roli striptizerk Zdecydowanie trudna rola, zagrana naprawdę brawurowo!

To jednak nie wszystkie powody, które sprawiają, ze debiut reżyserski Smoczyńskiej ogląda się tak dobrze. Pomijając fakt świetnej charakteryzacji postaci, trzeba przyznać, że reżyserka świetnie bawi się samą w sobie formą. Film bowiem jest bardzo niejednorodny jeśli o formę chodzi. Elementy baśniowe, niemalże zderzają się z tymi całkiem realnymi, prl’owskimi, by za chwilę ustąpić miejsca scenom musicalowym czy też dać upust temu, co filmie nosi znamiona horroru. Smoczyńska świetnie lawiruje pomiędzy tymi właśnie gatunkami, stwarzając coś zupełnie nowego.

Na duże brawa zasługuje oczywiście obsada aktorska „Córek Dancingu” z rewelacyjną jak zawsze Kingą Preis. Poza tym, nie można nie zauważyć, że w rolach syren Marta Mazurek i Michalina Olszańska, poradziły sobie z wcale niełatwym zadaniem, śpiewająco [sic!]. Na słowa pochwały bez wątpienia zasłużył też Jakub Gierszał. On nie tylko dobrze gra w tym filmie. On też dobrze wygląda, jeśli wiecie, co mam na myśli.

612014_1-1.jpg
Jedna z najpiękniejszych, a zarazem najsmutniejszych scen w filmie.

Oglądając zwiastuny „Córek Dancingu” poniekąd sądziłam, że jest to film pokroju Chigago czy czegoś robionego na modłę tego typu musicalu. Otrzymałam coś zupełnie innego, coś czego chyba jeszcze w polskiej kinematografii nie było. Sceny musicalowe – szczególnie ta, w której syreny w towarzystwie wokalistki wybierają się na zakupy, czy, żeby daleko nie szukać, wszystkie sceny koncertowe, wykonane zostały z dbałością nawet o najmniejsze szczegóły.

Poza tym – muzyka! Nie ma dobrego musicalu bez odpowiedniej muzyki i piosenek. W „Córkach dancingu” piosenki były świetne i w bardzo dobry sposób współgrały z całą konwencją filmu. Utwory nawiązywały bardzo mocno do całej baśniowości, ale też do klimatu lat 80-tych, a co za tym idzie – stylistyki disko. Są też fantastyczne sceny taneczne – dobrze zsynchronizowane i nawiązujące do światowej sławy musicali – chociażby do wspomnianego wcześniej „Chicago”.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=Zk_3vvZXKc0]

Reżyserka nie bała się też pokazywać bardzo odważnie bardzo ludzkiej strony. Doskonale obnaża najgłębsze żądze, marzenia i słabości ludzi. Pokazuje za pomocą prostych rozwiązań metaforycznych to, do czego wiele osób nie jest w stanie się przyznać. Zwraca też uwagę na to, że nie zawsze wszystko kończy się dobrze i czasem cena, którą jesteśmy gotowi zapłacić za spełnienie naszego największego marzenia nie jest adekwatna do strat, jakie będą miały miejsce. Można też pokusić się o stwierdzenie, że reżyserka filmu w dość wyraźny sposób daje nam do zrozumienia, że miłość romantyczna i pełna uniesień, jest niczym innym, jak po prostu utopią.

28ad1e65bc6a4156b337ebcd801f272a.jpeg
Syreny na zakupach. Naprawdę świetny debiut aktorski dziewczyn!

Zupełnie nie dziwi mnie to, że przez spore grono osób film został niezrozumiany. Jak już wspomniałam na samym początku – aby dobrze go zrozumieć, musimy uruchomić w sobie myślenie abstrakcyjne, a jak wiadomo – nie każdy to potrafi. Nie każdy z widzów będzie w stanie złapać dystans do tego, co dzieje się na ekranie i spojrzeć na te wydarzenia nieco bardziej metaforycznie – nie zaś dosłownie. Pod tym względem, film raczej był nietrafiony. Nie chcę tu za bardzo uogólniać i wrzucać wszystkich widzów do jednego worka, aczkolwiek mam nieodparte wrażenie, że przeciętny widz, oczekuje od filmu przysłowiowego „chleba i igrzysk”. W „Córkach Dancingu” niestety tego nie ma. To film mądry, będący swoistym moralitetem a co za tym idzie, aby go dobrze zrozumieć, trzeba się bardzo skupić na oglądaniu go. Zatem nie mogę powiedzieć, ze film jest dla każdego. Mogę jednak powiedzieć, że „Córki Dancingu” to rzecz zdecydowanie warta zobaczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!