Róża Krull na tropie: Do trzech razy śmierć

Z twórczością Alka Rogozińskiego, miałam okazję zetknąć się stosunkowo niedawno, bo w wakacje. Jego „Jak Cię zabić kochanie”, bardzo umiliło mi podróż na See Bloggers, a potem, kiedy już wróciłam, sięgnęłam po kolejną pozycję – „Ukochany z piekła rodem”. Obie książki podobały mi się bardzo, sprawiły, że odkryłam swoje mięśnie brzucha – w dużej mierze dzięki konkretnym salwom śmiechu, które towarzyszyły mi przy lekturze. Co więcej, język obu tych powieści bardzo przypadł mi do gustu. Tym samym, nie mogłam odpuścić przeczytania „Do trzech razy śmierć”, czyli najnowszej książki Autora, która to książka rozpoczyna nowy cykl – Róża Krull na tropie.

Ogólnie, jeśli chodzi o fabułę, to jest bardzo dobra intryga. Akcja dzieje się tak naprawdę w jednym miejscu, z którego nie ma za bardzo jak uciec. W podkrakowskim dworku, podczas zjazdu pisarek zostają popełnione… 3 morderstwa, a grono podejrzanych jest stosunkowo wąskie. Jeśli dodamy do tego jeszcze fakt, że każde morderstwo inspirowane jest powieścią głównej bohaterki – Róży Krull, a sprawca znajduje się wśród uczestników zjazdu, zaczyna się robić jeszcze ciekawiej. Nasza główna bohaterka, z pomocą kilku osób, postanawia rozwikłać zagadkę, mimo tego, że wcale nie zanosi się na to, iż jest to w pełni bezpieczne.

Sam zarys fabularny, jeśli chodzi o jego ideę, skojarzył mi się z powieścią „10 małych żołnierzyków” Agathy Christie. Tam też mieliśmy ograniczoną przestrzeń akcji, a morderca był wśród obecnych na wyspie. Z tym, że w przypadku powieści Christie, morderstw było nieco więcej, a i też śmiechu nie za bardzo. W przypadku „Do trzech razy śmierć”, zaręczam Wam, będziecie wyć ze śmiechu. Dlatego na przykład, nie polecam czytania powieści po nocach, bo będą wam pukać w kaloryfery sąsiedzi, jako i mnie pukali.

Do rzeczy jednak. Konstrukcja fabularna, jak i sama intryga, to zaledwie początek, jeśli chodzi o zalety książki. Warto dodać do tego bardzo barwne postaci. Alek Rogoziński, ma niezwykły talent do konstruowania bohaterów swoich powieści w sposób naprawdę mistrzowski. Każdy z nich, jest jakiś. Każdy ma coś, co bardzo go wyróżnia na tle innych. Dzięki temu błahemu wbrew pozorom, zabiegowi, czytelnik nie gubi się w mnogości postaci. Dużo ułatwiają też, jak ja to nazywam, napisy początkowe. W bardzo prosty, zwięzły a zarazem zabawny sposób, czytelnikowi zostają przedstawione postaci, które w książce się pojawią. W gruncie rzeczy, to bardzo ułatwia sprawę, jeśli na przykład chce się coś sprawdzić, czy wrócić do czegoś. Taki spis osób to dobra rzecz.

 

Poza tym – humor! Ta książka humorem stoi a Alek Rogoziński nie bez przyczyny nazywany jest księciem komedii kryminalnej. Tytuł jak najbardziej zasłużony. Rzadko która książka jest w stanie mnie rozbawić do łez. W przypadku „Do trzech razy śmierć” śmiałam się do łez z dwóch powodów. Po pierwsze, żarty były dobre, a po drugie – inteligentne! A to się rzadko zdarza. Co więcej, to nie były tylko zabawne dialogi, ale też sytuacje. Dodatkowo humor podkręcał dość specyficzny język, którym książka jest napisana. Nie jest sztuką wymyślić śmieszny tekst. Sztuką jest to, jak ten żart podamy czytelnikowi. W przypadku powieści Alka Rogozińskiego, czułam się co najmniej tak, jak w ekskluzywnej restauracji. Wszystko miało smak, było zrobione z wyczuciem i nie nachalnie.

Część z Was, zapewne pomyśli, że książka jest typową literaturą kobiecą. Otóż nie, nie jest. Czytał ją także Mój Mężczyzna i chociaż trochę narzekał, to jednak uznał, że książka jest dobra. Co więcej, zwrócił mi też uwagę na to, że na jej podstawie, mógłby powstać całkiem dobry serial. Nie przeczę, bo rozdziały to w gruncie rzeczy odcinki serialowe. Przez to też, książkę czyta się nadzwyczaj dobrze. Co do opinii na temat książki, którą mógłby wygłosić Rogal, to sprawa jest skomplikowana. Dość mocno się oblizywał, więc zakładam, że spodobały mu się nazwy potraw opisanych na łamach powieści.

Bardzo ciekawy jest też sam projekt okładki. Z jednej strony – zapowiada nowy cykl, zaś z drugiej – jest bardzo mocno kompatybilny z okładkami poprzednich książek Autora. Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że to całkiem normalna rzecz, niemniej jednak, nie omieszkam zaliczyć jej na plus.

Poza tym, to co też mnie mile zaskoczyło, to szybkość, z jaką byłam w stanie ową książkę przeczytać. I tutaj, kochani, mam dla Was niespodziankę. Otóż złożyło się tak, że mam dwa egzemplarze książki – elektroniczny i papierowy. Splot różnych okoliczności, działanie Poczty Polskiej i inne zawirowania. Mam zatem e-booka i wersję tradycyjną. Co, jak się okazuje, było dla mnie bardzo pomocne, jeśli chodzi o czytanie.

Z zasady nie noszę ze sobą książek tradycyjnych, jeśli gdzieś wychodzę. Nie mam w zwyczaju noszenia w torbie dodatkowego balastu, bo moje plecy potem bardzo są nam mnie obrażone. Dlatego też, jeśli gdzieś jadę – czy to tramwajem czy to pociągiem – mam ze sobą czytnik. Niestety tak się zdarzyło, że ostatnimi czasy mam dość dużo na głowie – różne obowiązki, terminy i inne tego typu sprawy. Nie mam więc też aż tyle czasu, aby codziennie usiąść sobie wygodnie na kanapie z książką i kawą (choć się staram, jak mogę!). W takich sytuacjach ratuje mnie czytnik. „Do trzech razy śmierć”, jeździło zatem ze mną na zakupy, do pracy, do lekarza czy na inne spotkania, podczas gdy wersja papierowa grzecznie czekała w domu. W ten sposób, mogę się założyć, przeczytałam tę książkę zapewne dwa, jak nie trzy razy szybciej. E-booki to dobry wynalazek, zwłaszcza jeśli tak jak mnie, zdarza Wam się nosić klucz francuski w torebce. Wówczas, dodatkowy balast jest zbędny a nawet szkodliwy.

Jeśli ktoś mnie spyta, czy czytać „Do trzech razy śmierć”, to bez żadnego wahania odpowiem, że tak. Książka z pewnością poprawi Wam humor, pozytywnie wpłynie na Wasze zdrowie, zapewne wykształcicie sobie piękne mięśnie brzucha. Jeśli (trochę jak ja) prowadzicie intensywny i w gruncie rzeczy stresujący tryb życia, to jako Wasz lekarz, zapisuję czytanie „Do trzech razy śmierć” właśnie. A jeśli poczujecie się lepiej, to na wzmocnienie, sięgnięcie po inne pozycje Alka Rogozińskiego. To niegłupia rozrywka, a zabawna i inteligentna intryga powieści, wciągnie was bez reszty. Tylko uprzedzam – nie czytajcie w nocy.

Wpis powstał przy współpracy z księgarnią internetową Woblink, dzięki której otrzymałam wersję elektroniczną książki oraz dzięki Autorowi – który przesłał do mnie egzemplarz recenzencki w wersji papierowej. 

     

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!