Redheads are cool czyli słów kilka o Riverdale

Riverdale oglądałam trochę na raty. W dużej mierze, ze względu na mocno ograniczoną ilość czasu, jaką teraz posiadam. Niemniej jednak, z radością muszę przyznać, że serial sprawił mi wiele radości. W odróżnieniu od 13 powodów był on o niebo lżejszy i lepszy. Myślę, że mam pewną teorię, dlaczego tak się stało. Riverdale nie próbował udawać czegoś, czym absolutnie nie był. I chyba właśnie tu tkwi potęga teen dram. Jeśli mamy jakiś konkretny gatunek filmowy, konkretną stylistykę, koniecznie musimy się jej trzymać. Twórcy serialu chyba doskonale o tym wiedzieli.

Przyznam szczerze, że seriale dla nastolatków, nie są moim ukochanym gatunkiem. Wiadomo, każdy lubi to, co mu najbardziej pasuje. Jednak po pierwszym odcinku Riverdale, stwierdziłam, że dam mu szansę. W dużej mierze dlatego, że spodobała mi się stylistyka produkcji. Jest ona dość kolorowa. Nie chodzi tu li i jedynie o postaci, ale też o scenografię. Słynny bar „Pop’s” stanowi chyba idealny przykład tego, o czym mówię. Co więcej – różnorodność wnętrz – jak chociażby Thornhill czy – dla kontrastu – dom Betty. Każde z nich było jakieś, co w efekcie dawało nam bardzo różnorodne obrazy. Człowiek w założeniu nie lubi nudy, więc takie rozwiązanie, w moim odczuciu jest zdecydowanie na plus.

Nie znam oryginału, czyli komiksu, na którym oparte jest Riverdale. Aczkolwiek jak patrzyłam sobie na arty, to z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że casting do produkcji jest chyba najlepszym z możliwych. Postaci są dobrze odwzorowane, dobrze to wygląda. Porównując z artami z komiksu, nie widzimy aż tak dużych rozbieżności. Śmiem przypuszczać, że i ich charaktery współgrają z oryginałem, aczkolwiek nie mam w tek kwestii stuprocentowej pewności.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy wie, o co tak naprawdę chodzi w Riverdale. Fabuła serialu opiera się na morderstwie. W niewyjaśnionych okolicznościach, ginie jeden z uczniów lokalnego liceum. Warto zaznaczyć, ze to syn bardzo wpływowych ludzi, którzy w dość małej społeczności, są jednymi z najbogatszych. Mamy zatem zagadkę – czyli jeden ze składowych elementów teen dramy. Sami jednak wiemy, że zagadki bywają zarówno proste i dość oczywiste, jak również takie, które mogą nam sprawić nieco kłopotu. Są też i takie, których rozwiązanie wydaje się być absolutnie niemożliwie. W przypadku Riverdale, mamy do czynienia z tym ostatnim rodzajem. Osobiście, do samego końca nie miałam bladego pojęcia kto i przede wszystkim, DLACZEGO zabił. Rozwiązanie okazało się co najmniej zaskakujące. Może jestem w gronie nielicznych, ale serio, miałam nie lada zagwozdkę.

Motyw morderstwa i tajemnica z nim związana, stanowią idealną oś fabularną jeśli chodzi o całość produkcji. W żaden sposób nie koliduje ona z wątkami pobocznymi. Riverdale jest pełnowymiarową teen dramą – z problemami nastolatków, kwestią wykluczenia ze społeczności, relacjami rodzinnymi i miłostkami. Wydawać by się mogło, że całkiem sporo jest tutaj elementów fabularnych. Ich mnogość jednak w żaden sposób nie wpływa na odbiór całości produkcji. Widz nie gubi się w fabule, jest ona prowadzona jasno i spójnie. Luk fabularnych i scenariuszowych nie zauważyłam – więc jeśli były, to naprawdę niewielkie. Riverdale jest przykładem serialu, który wciąga widza od samego początku i nie daje mu o sobie zapomnieć do końca.

Skoro mowa jest o teen dramie, to przyjrzyjmy się dokładniej naszym bohaterom. Wiemy już o co w tym chodzi, to czas na bohaterów. Osobiście uważam, że jeśli serial ma być dla mnie w jakikolwiek sposób interesujący, to tacy też powinni być jego bohaterowie. Nie ma chyba nic gorszego od nijakich postaci, które naprawdę nikogo nie interesują. W Riverdale dostajemy niezwykle charakterne postaci a także – co wiąże się ze stylistyką produkcji – bardzo wyraziste. Wiele osób twierdzi, że głównym bohaterem jest Archie Andrews, natomiast dla mnie, pierwsze skrzypce gra Jughead. To on jest narratorem. Mimo iż pozornie nie wyróżnia się on niczym spośród całej grupy, to jednak jego postać odgrywa kluczową rolę dla fabuły. Outsider, chłopak którego rodzina jest tak naprawdę rozbita. To, co jest ważne, to pomimo nieciekawego backstory, Jughead jest postacią bardzo pozytywną. Najbardziej wkurza mnie, kiedy mamy bohatera „o trudnej historii” i cała produkcja – czy to serialowa czy filmowa – skupia się na wzbudzeniu w widzu współczucia dla niego. Riverdale jest od tego dalekie. Jasne, los Jugheada nie jest nam obojętny, ale w żadnym stopniu nie budzi on naszej litości. Bardziej nazwałabym to wspieraniem bohatera, życzeniem mu jak najlepiej. Jughead jest bowiem nie tylko bardzo inteligentny, ale też niezwykle skromny. Co w dużej mierze łapie nas za serducha i wzbudza naszą sympatię w nim.

Zupełnie inaczej widzimy tutaj postać Archiego. Jego zachowania momentami naprawdę irytują, czasem nawet zastanawiałam się, czy nie są po prostu głupie. Warto jednak zaznaczyć, że mimo iż Archie robi głupie rzeczy, momentami wkurza tak bardzo, że chyba bardziej się nie da, to jednak ostatecznie także budzi naszą sympatię. Choć nie taką jak Jughead.

Najbardziej nijaka ze wszystkich postaci jest Betty. Nie wiem, czy to kwestia oryginału, czy też twórcy poszli po linii najmniejszego oporu, kreując Betty w zasadzie według jedynego szablonu z możliwych. Faktem jest, że jej postać jest mi najbardziej obojętna. Nie umniejsza to w żaden sposób dramatu który przeżywa oraz problemów z jakimi się boryka, ale na tle Archiego czy Jugheada, wypada dość blado.

W zestawieniu z nią, mamy Veronicę i w zasadzie też Cheryl. To dwie bardzo silne i mocno nakreślone bohaterki, które rzucają nam się w oczy nie tylko ze względu na ich wygląd, ale też charakter. Obie bohaterki mają w sobie jakiś sekret. Zarówno Cheryl jak i Veronica mogą budzić tak samo naszą sympatię jak i niechęć. Co ciekawe, nie są to postaci jednorodne. Nie zawsze zgadzamy się z ich postępowaniem, ale też są momenty, kiedy naprawdę trzymamy za nie kciuki. Veronica i Cheryl, są wedle mojej opinie swoimi lustrzanymi odbiciami, chociażby ze względu na kwestię pochodzenia i to, jakie mają rodziny. Całkiem ciekawy kontrast, który ma w sobie bardzo dużo punktów wspólnych.

O bohaterach Riverdale mogłabym pisać i pisać, bo jest ich naprawdę bardzo wielu. Samo to, powinno dać Wam impuls do obejrzenia produkcji, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Nie jest to jednak wszystko, co jest warte uwagi jeśli mowa o Riverdale.

Nie może być mowy o dobrej produkcji dla nastolatków czy też – o nastolatkach – jeśli nie ma w niej emocji. To, że mamy charyzmatycznych i wyrazistych bohaterów – to jedno. Kwestia, czy serial budzi w nas emocje – to drugie. Napięcie emocjonalne w Riverdale budowane jest na wiele różnych sposobów. To nie tylko dobrze poprowadzone dialogi, czy gesty wykonywane przez bohaterów. To także sposób prowadzenia narracji. Ta z kolei, poza tym, że historię opowiada nam Jughead, budowana jest także za pomocą pracy kamery. Mamy sporo ujęć „z ręki”, mamy też bardzo długie kadry – to wszystko wpływa na ostateczny odbiór całości. Nie bez znaczenia jest tu też montaż – momentami bardzo dynamiczny, co czasem mi przeszkadzało. W ostatecznym rozrachunku jednak wychodził on na plus. Nie można tu też pominąć muzyki – dopasowana całkiem zgrabnie, a piosenka w finale – najlepsza! Te wszystkie elementy działają na plus produkcji. Nie była bym jednak sobą, gdybym nie znalazła czegoś, do czego choćby minimalnie mogłabym się przyczepić.

Najbardziej mierziła mnie chyba rodzina Lodge. To nie tak, że nie lubię Veronici czy coś. Ale cała otoczka tajemniczości, momentami była mocno przesadzona. Pomijając już fakt tego, że cokolwiek złego się wydarzało, cokolwiek tajemniczego – zawsze padały słowa Hiram Lodge. Hiram Lodge – gwoli wyjaśnienia, jest ojcem Veronici i generalnie, można by go spokojnie określić mianem typa spod ciemnej gwiazdy. Przez cały sezon nie pojawia się ani razu, ale z góry jest zakładane, że ma coś wspólnego z całością intrygi. Niby ostatecznie okazuje się, że jednak nie. Ale kto wie. Sezon drugi będzie i może z niego dowiemy się czegoś więcej.

Kolejną kwestią, która też mi zgrzytała, była kwestia rodziców Betty. O ile konflikt w rodzinie Jugheada czy Archiego był całkiem realny, o tyle tutaj miałam wrażenie, że został on stworzony nieco na siłę. Matka Betty jest – podobnie zresztą jak Betty – całkiem nijaka. Niby próbuje być twardą panią dziennikarz. Niby chce rządzić. Ale tak naprawdę nic nie może zdziałać. W gruncie rzeczy, ona więcej gada niż robi, a na dłuższą metę to może być irytujące. Podobnie zresztą ojciec Betty. Nie pojawia się w całym serialu zbyt często, a jednak w finale okazuje się, że jego rola ma tutaj nie lada znaczenie. Pytam zatem, gdzie logika? Okej, wyprowadzanie widza na manowce jest spoko, ale tutaj, miałam wrażenie, że te manowce są nie do końca uzasadnione.

Mam też pewien niedosyt, jeśli chodzi o syna szeryfa Kellera. Ta postać ma tak ogromny potencjał, a twórcy w dużej mierze sprowadzili ją do bycia tłem. Szkoda, bo Kevin Keller, o którym mowa, to postać, która nie powinna być li i jedynie tłem dla zdarzeń. Albo postacią komiczną. Mam szczerą nadzieję, że jego potencjał zostanie znacznie bardziej wykorzystany w kolejnym sezonie.

Jak widzicie, zgrzyta mi tu stosunkowo mało rzeczy. To z kolei niezawodny znak, że Riverdale jest serialem dobrym i wartym obejrzenia. W żaden sposób nie należy go porównywać z 13 powodami – co przyznam szczerze robić próbowałam. To produkcje w gruncie rzeczy bardzo różne, mimo że wywodzą się z tego samego gatunku. Riverdale w pewien sposób przekonało mnie do teen dramy jako gatunku. Z pewnymi zastrzeżeniami, ale jednak. Redheads are cool – tym zdaniem można śmiało podsumować ten serial. Zaręczam Wam, że absolutnie nie będziecie się nudzić oglądając Riverdale, a być może stanie się on dla Was – tak jak i dla mnie był – swoistym lekiem na całe zło świata. A może po prostu fajnym sposobem na zabicie nudy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!