Świt, który nie nadejdzie – Remigiusz Mróz

Dzisiejsza aura skłania do swego rodzaju refleksji. Mgła, która się pojawiła, jest może uciążliwa, ale przy tym niesamowicie klimatyczna. To też jeden ze stałych elementów jesieni. Taka pogoda, doskonale pasuje mi do tematu dzisiejszego wpisu. Ostatnia powieść Remigiusza Mroza, Świt, który nie nadejdzie cała osadzona jest właśnie w mniej więcej takim klimacie. A jeśli dodamy do tego jej tematykę, możemy śmiało stwierdzić, że jest to lektura w sam raz na obecną porę roku.

Świt, który nie nadejdzie, to chyba pierwsza powieść Remigiusza Mroza, z której czytaniem miałam niemały problem. Chodzi o to, że fabuła książki ciągnęła się dość leniwie, niemalże tak samo, jak dym papierosowy w jednej z opisywanych na kartach powieści knajp. Mróz bowiem osadził akcję Świtu, który nie nadejdzie w międzywojennej Warszawie. Są to czasy, kiedy w wybranych, warszawskich lokalach można spotkać takie osobistości jakimi byli Julian Tuwim, czy Tadeusz boy Żeleński. Warszawa dopiero się rozwija, jest w niej zaledwie 90 automobili. Standardowym środkiem komunikacji miejskiej są tramwaje bądź dorożki. Jazz dopiero zaczyna być popularny, w knajpach można usłyszeć Eugeniusza Bodo, czy też Zulę pogorzelską. Dopiero co utworzono też pierwszy oddział policji żeńskiej. Dokładnie do takiej Warszawy, przybywa nasz główny bohater – Ernest Wilmański. Cel jego wizyty jest jeden – chce zapomnieć o przeszłości i zacząć żyć na nowo.

O tym, czym przed przyjazdem zajmował się Wilmański, wiemy bardzo niewiele. Wiemy jedynie, że był bokserem i, że najpewniej, związany był jedną z największych przestępczych organizacji. To jednak wszystko, co zostaje nam o tym bohaterze powiedziane. Prawdę mówiąc, postać skonstruowana jest w taki sposób, że więcej informacji zupełnie nam nie potrzeba.

Poza Ernestem Wilmańskim, mamy jeszcze dwie bohaterki, o których należy tutaj bezsprzecznie wspomnieć. Pierwsza z nich, to zaledwie trzynastoletnia Anastazja. Dziewczyna, najogólniej rzecz ujmując jest prostytutką, żyje na ulicy i przy tym wszystkim jest niesamowicie uparta i cwana. Z jakiegoś powodu, nie da się jej też nie lubić. Mimo tego, że to, w jaki sposób żyje absolutnie nie jest godne pochwały, czytelnik i tak darzy Anę sympatią. Nie ma się też zatem co dziwić, że i Ernest Wilmański się z dziewczynką zaprzyjaźnia i postanawia się nią zaopiekować. Znajduje jej pracę i przygarnia do swojego mieszkania. Między dwójką tak różnych a jednocześnie tak bardzo podobnych do siebie bohaterów, zawiązuje się prawdziwa przyjaźń.

Nie można też w tym wszystkim pominąć trzeciej bohaterki powieści, czyli dopiero co wcielonej do żeńskiego oddziału policji Elizy Zarzecznej. To niezwykle ciekawa i co ważne – doskonale skonstruowana postać. Przez całą powieść mamy możliwość obserwowania tego, jak bardzo się ona zmienia, jak jest ona dynamiczna.

Losy wymienionej powyżej trójki bohaterów w pewnym momencie się ze sobą łączą. W otoczeniu podejrzanych miejsc, listopadowego chłodu i mgły, zaczynają oni swoją własną przygodę. Przygoda ta momentami naprawdę bardzo niebezpieczna, wciąga czytelnika bez reszty. Co jest też niezwykle ciekawe, Remigiusz Mróz buduje w swojej powieści napięcie w sposób iście ciekawy. O ile w poprzednich jego powieściach mieliśmy do czynienia z bardzo dynamiczną i wartką akcją, o tyle Świt, który nie nadejdzie zdaje się być bardzo powolny. Nie oznacza to jednak wcale, że jest to powieść nieciekawa. Przeciwnie. Czytelnik zostaje w odpowiednich momentach zaskoczony. Nawet ciężko jest dokładnie określić momenty, w których akcja nabiera tępa, a napięcie budowane jest w taki sposób, że siedzi się dosłownie z wypiekami na twarzy i chłonie to fabułę powieści.

Doskonale został też oddany klimat międzywojennej Warszawy. Niemalże wraz z naszymi bohaterami przedzieramy się przez ulice Warszawy i tak samo jak oni odczuwamy listopadowy chłód. A kiedy nastaje wprost kluczowa dla całej powieści zamieć śnieżna, kiedy ulice miasta są nieprzejezdne, tak samo jak i nasi bohaterowie zdajemy się marznąć i martwimy się o każdy następny dzień.

Celowo nie zdradzam zbyt wiele, jeśli chodzi o fabułę książki. Jest ona na tyle skomplikowana a jednocześnie tak genialnie pomyślana, że jeśli uchyliłabym choćby rąbka tajemnicy, wiązałoby się to z pewnością z tym, ze musiałabym zdradzić więcej. A bardzo nie chcę tego robić. Mogę natomiast z czystym sumieniem polecić ostatnią powieść Remigiusza Mroza. Po raz kolejny przekonałam się, że pisarz doskonale odnajduje się w niemalże każdej tematyce i że doskonale potrafi kreować świat przedstawiony w swoich powieściach. Nie mogę jednakże przejść obojętnie wobec dedykacji, która Autor umieścił na samym początku książki.

Znalezione obrazy dla zapytania świt który nie nadejdzie

Mianowicie, została ona zadedykowana blogerom książkowym, w ramach podziękowania za pracę, która wykonują i za to, że piszą o książkach, aby inni wiedzieli co czytać. Uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy, kiedy tylko ową dedykację zobaczyłam. Może nie do końca jestem blogerką książkową, natomiast z każdą kolejną powieścią Remigiusza Mroza utwierdzam się w przekonaniu, ze współczesna literatura sensacyjno – kryminalna zmierza w dobrym kierunku. Cieszę się, że ten właśnie kierunek w swoich książkach obrał Remigiusz Mróz.

Recenzja powstała przy współpracy z księgarnią internetową Woblink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!