Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu – recenzja serialu Patrick Melrose

Dużo się ostatnio mówi o serialu na motywach powieści Edwarda St Aubyna pt. Patrick Melrose. Przyznaję, że po samą książkę nie zdecydowałam się sięgnąć, choć było to kuszące. Po części zniechęciły mnie opinie na jej temat, po części zaś – brak czasu. Po drugie fakt, że jestem trochę na wakacjach, nie oznacza, że nie mam jako takiej pracy. W związku z tym, postanowiłam zaufać HBO GO i poznać historię Patricka Melrose w wydaniu serialowym.

Zanim przejdę do moich przygód związanych z oglądaniem tego serialu, nakreślę pokrótce o czym on jest. Naszym głównym bohaterem jest Patrick Melrose (szok i niedowierzanie, prawda?), który pochodzi z bardzo bogatej, czy wręcz arystokratycznej rodziny. Poznajemy go w momencie, kiedy dowiaduje się  o śmierci swojego ojca, czyli mniej więcej w latach 80 XX w. Akcja serialu, skupia się przede wszystkim na tym, jak nasz bohater próbuje uporać się ze swoją, co tu dużo mówić, niełatwą przeszłością. Cofamy się do okresu dzieciństwa, by następnie móc lepiej zrozumieć  zachowanie Patricka, kiedy jest już dorosły. Całość jednak, nierozerwalnie związana jest z rodziną Melrose i tym, jak przez lata kształtowały się relacje w niej. Patrick stara się za wszelką cenę niejako rozliczyć ze swoim pochodzeniem, naprawić błędy, które popełnił za młodu, jak również spróbować wybaczyć rodzicom, to, że niegdyś podjęli takie, a nie inne decyzje. Jak nietrudno się domyślić, nie jest to proces ani łatwy, ani przyjemny.

Osobiście, miałam spory problem z samym serialem. Po pierwszym odcinku, nie za bardzo wiedziałam, czy chcę go nadal oglądać. W dużej mierze wynikało to z faktu, że mimo iż wielką sympatią darzę Benedicta Cumberbatcha, bo to on wcielił się w rolę tytułowego bohatera, to jednak nijak nie mogłam zdobyć w sobie chociażby minimalnych pokładów jakiejkolwiek sympatii do samego Patricka Melrose. Wydawał mi się on nadętym, rozpieszczonym, w dodatku niedorosłym facetem, który koncertowo rujnuje sobie życie. Sam sposób narracji też nie ułatwiał sprawy. Dynamiczny montaż, przeplatanie wydarzeń aktualnych, z flashbackami, to wszystko powodowało mętlik w głowie. W dodatku, nie ukrywam, że pierwszy odcinek niesamowicie mi się dłużył. Wątpiłam bardzo, że w ogóle przebrnę przez pozostałe 4, ale postanowiłam mimo wszystko dać szansę serialowi. I nie ukrywam, że w dużej mierze stało się tak za sprawą samego Benedicta.

Na szczęście, potem już było tylko lepiej. Wraz z kolejnymi odcinkami, nie tylko lepiej zaczynałam rozumieć bohatera, ale też – co bardzo ważne – zaczęłam z nim w bliżej nieokreślony sposób sympatyzować. Nie wiem, jak wy macie z oglądaniem seriali, ale dla mnie bardzo ważne jest to, aby lubić bohatera. To nie jest film, który mimo niesympatycznego protagonisty, jestem w stanie docenić. Serial rządzi się nieco innymi prawami, a jedno z nich dotyczy tego, ze muszę lubić głównego bohatera. Inaczej, mowy nie ma, abym przebrnęła chociażby przez kilka odcinków serialu.

Drugim, bardzo ważnym dla mnie elementem, jeśli chodzi o seriale, jest to, w jaki sposób opowiadana jest nam historia i  – co w sumie znacznie bardziej istotne – czy ta historia jest ciekawa. W przypadku Patricka Merlose, także miałam z tym problem, przynajmniej jeśli chodzi o pierwszy odcinek. Zupełnie nie byłam w stanie wejść w tę historię, wydawała mi się przekombinowana i tak po ludzku – nieciekawa. Jednakże później było już lepiej. Myślę, że stwierdzenie, które zakłada, że to, czy serial nam „zażre” czy nie, jest zależne od pierwszego odcinka, nie wzięło się znikąd.

Pomijając kwestie fabularne i moje problemy z samym początkiem Patricka Melrose, muszę przyznać, że jeśli mowa o przedstawieniu relacji w rodzinie, mało który serial robi to tak dobrze. To, na co kładziony jest największy nacisk, to przede wszystkim swoiste brzemię rodziny. Nasz bohater, musi radzić sobie z tym, jak bardzo został skrzywdzony w dzieciństwie. Cały czas pokutują w nim traumy związane z tym, że matka, mimo zapewnień iż bardzo go kocha, tak naprawdę nie pomogła mu ani trochę. Z drugiej strony, jest też kwestia ojca – tyrana i wydaje mi się, że to jest największy problem, z jakim nie jest w stanie poradzić sobie Patrick. Trzymanie w tajemnicy przed wszystkimi tego, co go spotkało, okazało się dla niego tragiczne w skutkach.

Serial niby mocno opiera się na stereotypach społecznych, które wszyscy dobrze znamy, ale z drugiej strony, bardzo dobrze je obrazuje. Chodzi mi o to, że nie pokazuje sytuacji na zasadzie: „tak jest zawsze, kiedy coś się dzieje”, a raczej idzie w kierunku: „takie mogą być skutki pewnych sytuacji”. Warto też zwrócić uwagę na to, że twórcy bardzo mocno próbują nam pokazać to, jak Patrick usilnie próbuje nie stać się taki, jakimi byli jego rodzice, a z drugiej strony – jest dokładnie taki sam. W kontekście własnej rodziny – żony i dzieci, jest to dla niego nie do zniesienia.

Wydawać by się mogło, że temat poruszony w serialu Patrick Melrose, będzie przygnębiający czy też „ciężki”, lecz wbrew pozorom, wcale tak nie jest. Dzięki wprowadzeniu do serialu bardzo specyficznego humoru, widz nie męczy się oglądając kolejne odcinki. Lepiej – wzmaga się w nas poczucie, że chcemy więcej i więcej, aż w końcu nadchodzi piąty odcinek i jest przysłowiowy klops.

To, co niewątpliwie jest jednym z najsilniejszych elementów serialu, to konstrukcja postaci kobiecych. Nie ma co ukrywać – kobiety w życiu naszego głównego bohatera, odgrywają olbrzymią rolę. Są kochankami, partnerkami, przyjaciółkami czy wreszcie – choć to dotyczy jednej kobiety – żoną. Co ciekawe, sam bohater nie został przedstawiony jako kobieciarz. Owszem, nie możemy powiedzieć, że nie ma on słabości do kobiet, ale z drugiej strony – część z nich po prostu go niszczy. to jest fascynujące, jak dobrze można pokazać całe spektrum różnych typów kobiecych, jednocześnie w żaden sposób nie ukazując ich w sposób krzywdzący, czy nieprawdziwy.

Chciałam jeszcze zwrócić uwagę na jedną kwestię, która sprawiła mi bardzo dużo frajdy, jeśli mowa o oglądaniu Patricka Melrose. Mowa o oczywiście o obsadzie aktorskiej. Sam Benedict Cumberbatch, to wiadomo – klasa sama w sobie. Myślę jednak, że zaraz obok niego należy postawić Jennifer Jason Leigh, która wprost idealnie zagrała rolę matki Patricka. Co prawda ja mam trochę problem z tą rolą, bo to jest kolejna rola Jennifer, w której gra, umówmy się, nie do końca zrównoważoną osobę, ale totalnie mnie ta kreacja przekonuje. Jennifer Jason Leigh jest bardzo wiarygodna jeśli mowa o swojej roli, a poza tym – niesamowicie dobrze wypada w scenach z Benedictem. Ta dwójka aktorów sprawia, że ten serial nie tylko jest świetny, ze względu na historię, ale też właśnie ze względu na to, jak jest zagrany.

Nie wiem, co jeszcze miałabym powiedzieć na temat Patricka Melrose, żeby mimo wszystko przekonać Was do jego obejrzenia. Uprzedzam lojalnie – początek nie będzie należał do najłatwiejszych, ale mimo wszystko warto przez niego przebrnąć. To, co otrzymacie w kolejnych odcinkach, z pewnością was zadowoli. Zaznaczę też, że sam serial nie jest sensu stricte adaptacją powieści, jak wiele osób mi sugerowało. Wykorzystano jedynie pewne motywy, które pojawiają się w powieści by na ich kanwie stworzyć ciekawą historię. Sądziłam też, że będzie to serial, który skupi się przede wszystkim na swoim głównym bohaterze i poniekąd faktycznie tak jest, z tą różnicą, że bohater jest tutaj w dużej mierze pretekstem do zobrazowania pewnych problemów. Myślę też, że nie będzie zbyt dużą przesadą, jeśli powiem, że Patrick Melrose, to przykład historii, która potwierdza prawdziwość powiedzenia mówiącego o tym, że „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach”. Nie ma na co czekać, serial dostępny na HBO Go, więc kto ma, niech ogląda. To tylko 5 godzin!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!