Pasikowski wprowadza nowe porządki do Pitbulla i robi to dobrze!

Przyznaję, że na „nowego Pitbulla” czekałam bardzo. Kontrowersji wokół produkcji było sporo, a większość z nich, wiązała się z tym, że jedną z ról, miała zagrać Doda. Poza tym, kiedy na jaw wyszło, że jest ona też jednym z producentów, głosy krytyki nabrały na sile. Dla mnie jednak ważny był jeden fakt: Ostatni Pies, bez wątpienia miał wpisywać się w stylistykę kina bandyckiego. No i za scenariusz oraz reżyserię, odpowiadał Władysław Pasikowski. Dlatego też, postanowiłam być trochę głucha na ten cały medialny szum wokół produkcji i cierpliwie czekać. Po cichu liczyłam, że wszystkie moje cierpienia związane z Botoksami, Niebezpiecznymi Kobietami czy innymi Kobietami Mafii, zostaną mi wynagrodzone. Jak się okazuje, decyzja o zostaniu swego rodzaju męczennikiem za kulturę, opłaciła się bardzo.

To nie jest tak, że Ostatni Pies był moim pierwszym spotkaniem z filmami Pasikowskiego. Psy, Psy 2, Kroll, czy wreszcie Jack Strong – ja to wszystko dobrze znam. I właśnie z tego powodu cieszyłam się jak głupia. Patrząc na dorobek artystyczny reżysera, spodziewałam się bardzo męskiego kina, z dużą ilością kurew, strzelanin oraz takiej swoistej…Brzydoty. Wiecie, zadymione pomieszczenia, wódka…No może tylko Lindy brak, ale z drugiej strony, jest Dorociński, więc też dobrze. Na takie kino liczyłam. Miałam jednak pewne obawy. Związane były jednak z inną kwestią, a mianowicie chodzi o postacie kobiece.

Pasikowski, jeśli spojrzeć na Psy, Psy 2 a już w szczególności na Krolla, nie lubił pisać postaci kobiecych. W Krollu – mimo że jest ich naprawdę niewiele – są tragiczne, nie mają nic do powiedzenia i zostały mocno uprzedmiotowione. Tyle tylko, że Kroll jest z 1991 roku a od tego czasu, wiele się w kinie (i kulturze) zmieniło. Bałam się zatem, że Doda wystąpi w roli „głupiej dziuni”, która nie ma własnego zdania i jest absolutnie poddana mężczyźnie. Powiem tak: nic bardziej mylnego.

W jednej z pierwszych scen, Dorota Rabczewska wypowiada bowiem kwestię, za którą autentycznie chciałam uściskać Pasikowskiego. W sensie za to, że ją napisał. Cezary Pazura, wcielający się w postać szefa gangu Pruszkowskiego, mówi do niej, żeby przyniosła jemu i jego bratu whisky. Na co Doda, z całym dobrodziejstwem inwentarza i też z całą swoją manierą odpowiada:

„Jeśli myślisz, że ożeniłeś się z głupią dupą, która będzie ci robić za kelnerkę, to chyba się z krową na rozum zamieniłeś”.

Co ciekawe, Pazura kwituje wypowiedź stwierdzeniem, że podoba mu się taki tok myślenia żony. Sam ten fakt, pokazuje, że Pasikowski mizoginem nie jest, a feminizm dotarł i do jego uszu. Co ja osobiście zaliczam na plus.

Kolejną obawą którą miałam, w związku z nowym Pitbullem, była kwestia związana z intrygą. No bo umówmy się: co ciekawego można wymyślić, jeśli chodzi o kino gangsterskie? Porachunki mafijne, to temat w kinie tak stary jak świat, a stwierdzenie, mówiące że „to wszystko już było” nie wzięło się znikąd. Tymczasem i na tej płaszczyźnie mamy pozytywne zaskoczenie. Owszem, sama w sobie intryga nie jest niczym odkrywczym: Zamordowano policjanta i należy wymierzyć sprawiedliwość tym, którzy to zrobili. Sęk w tym, że Pasikowski udowadnia, że mając nawet tak prosty powód do stworzenia fabuły, można poprowadzić ją ciekawie i tak, aby wciągnęła widza bez reszty. Doskonale manewruje on tropami interpretacyjnymi, niejednokrotnie bawi się z widzem, bo kiedy nam się wydaje, że przecież już wszystko wiemy, okazuje się, że nie do końca tak jest. Ogląda się to z wypiekami na policzkach i wcale nie ma się dość.

Dodatkowym atutem, jeśli chodzi o nowego Pitbulla, jest to, że tło społeczne także zostało tutaj dobrze zarysowane. Pasikowski, wprowadzając do dialogów swoisty humor, bardzo sprawnie punktuje wady policji. Wytyka  braki kadrowe, że nie ma ludzi do pracy, że pensje są niskie – to wszystko znajdziemy w nowym Pitbullu. Kwintesencją przywar, które wypunktowane zostały przez Pasikowskiego, jest scena, w której Despero (Marciń Dorociński) rozmawia w bramie z Metylem ( Krzysztof Stroiński). Także poza samą intrygą, strzelaninami i pościgami, mamy też bardzo dobry komentarz społeczny. To w sumie także jedna z cech, które można przypisać reżyserowi, bo przecież chociażby w kultowych już Psach także taki komentarz się pojawił.

Zdecydowanie muszę pochwalić aktorstwo w „nowym Pitbullu”. Powrót „starej gwardii” w postaciach Despera, Metyla i Nielata (teraz Quantico, co moim zdaniem jest wspaniałym kryptonimem!) to coś, na co bardzo długo czekałam. Między policjantami widać prawdziwą przyjaźń oraz to, że ich motywacja – choć różna – prowadzi do jednego: wymierzenia sprawiedliwości. Nie są to jednak postaci jednowymiarowe. Każdy z nich (a już szczególnie Metyl) ma swoje za uszami i umówmy się, to nie są wzory cnót wszelkich. A mimo wszystko, kibicujemy im i bardzo chcemy, aby ich plan się powiódł. Aby winny zabójstwa został schwytany i ukarany. Każdy z tych bohaterów jest autentyczny w swojej roli. Oni nie muszą wyglądać nie wiadomo jak: wystarczy przez moment posłuchać dialogów, zobaczyć jak postępują i już jesteśmy „kupieni”. Panie Vega, ucz pan się, bo tak się pisze dobre postaci!

To, że postaci są świetnie napisane to jedno. A to, że relacje, w które wchodzą są niemniej ciekawe, to druga kwestia. W tym przypadku, chodzi mi przede wszystkim o relację Despero i Kowala. Gangster i policjant. Wydawać by się mogło, że nie ma możliwości na to, aby między tymi dwoma bohaterami wywiązało się coś na kształt przyjaźni. A jednak! Świetnie widać to w dwóch scenach. Pierwszą z nich jest ta, kiedy Despero i Kowal siedzą w barze i widzą, jak banda nadzianych gości, ewidentnie znęca się nad kobietą. Oboje stają w jej obronie i we dwójkę „kładą” siedmiu chłopa ( o ile dobrze policzyłam). Żaden z nich nie ma nawet cienia wątpliwości, że tak właśnie należało postąpić. Drugą sceną, w której widać, że pomiędzy dwojgiem bohaterów zawiązała się swego rodzaju przyjaźń, jest ta, w której na jaw wychodzi to, kim naprawdę był Despero. Kowal wypowiada wtedy słowa:

„(…) To ty jesteś pies. Dobrze, że pies, a nie konfident.”.

Cały film, pełen jest takich właśnie „smaczków”. Nic nie jest tutaj jednoznaczne, a żaden z bohaterów nie jest w stu procentach jednowymiarowy. Cieszy mnie bardzo, że właśnie Pasikowski zabrał się za Pitbulla, bo jak się okazuje, tego właśnie trzeba było tej serii. Jedynym dobrym Pitbullem do tej pory, były Nowe porządki. Potem już, spod skrzydeł Vegi, nie wyszło nic, co mogłoby choćby w minimalnym stopniu dorównać poziomem właśnie Nowym porządkom.

Nie będę też chyba jedyna, która wygłosi stwierdzenie, że Pitbull.Ostatni Pies, jest obecnie najlepszym, polskim filmem gangsterskim, jeśli chodzi o współczesne kino. Ma wszystkie te elementy, które sprawiają, że produkcja „dostarcza”. Akcenty położone są bardzo dobrze, wszystkie wątki zostają rozwiązane. Nie twierdzę, że jest to film pozbawiony wad, ale serio, jest ich naprawdę niewiele. Co więcej, wcale nie trzeba oglądać poprzednich Pitbulli, żeby zrozumieć o co chodzi i żeby załapać relacje pomiędzy bohaterami. Pasikowski nam wszystko ładnie wyjaśnia, dobrze nas wprowadza w świat przedstawiony. Początek może faktycznie jest nieco przydługi, ale z drugiej strony, nie dało się tego inaczej poprowadzić. Widz musi poznać bohaterów, zobaczyć w jakim są oni obecnie miejscu i o co tak naprawdę chodzi.

Komentarz społeczny bardzo w punkt, podobnie jak to, czym zaczęła zajmować się mafia. To nie są porwania i obcinanie palców, żadne tam rozboje, czy haracze. Budowanie banków, łapówki w ministerstwie, czy wreszcie pranie brudnych pieniędzy na wszelkie możliwe sposoby –  to tylko niektóre z procederów, które bardzo wiarygodnie Pasikowski przedstawia. Tu nic nie jest na siłę, nie musi być nie wiadomo jak przedstawione, aby widz w to uwierzył. Myślę sobie, że taka właśnie autentyczność w obrazie Pasikowskiego, jest dokładnie tym, czego Pitbullom brakowało. Vega, ze swoimi przesadzonymi schematami, z tezą „przeskoczmy rekina najwyżej jak się da”, z wydziaranymi policjantami, może się, mówiąc krótko, schować. I tylko trochę szkoda, że to film, który zamyka serię. Z drugiej jednak strony, to też nadzieja na to, że Pasikowski, na fali tego, jak dobrze sprzeda się Pitbull ( a mam nadzieję, że sprzeda się lepiej, niż Kobiety Mafii), za jakiś czas stworzy kolejny film gangsterski. Tego też życzę i sobie, i wam, jeśli tylko lubicie takie filmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!