Pan Lis – czy aby na pewno fantastyczny?

Wesa Andersona kocham miłością bezwarunkową i to nie podlega żadnej wątpliwości. Zarówno jego „Wyspa psów”, jak również „Hotel Chevalier” czy „Grand Budapest Hotel” to filmy, które do tej pory mocno siedzą mi w pamięci. Wczoraj do tego zacnego grona filmów, dołączyła animacja „Fantastyczny Pan Lis”. Zdecydowanie nie jest to jednak animacja dla dzieci, mimo że walorów edukacyjnych nie można jej w żadnym wypadku odmówić. Animacja ta jest dostępna w ramach abonamentu na Amazon Prime.

Zanim jednak przejdziemy do analizy samej animacji Wesa Andersona, musimy wiedzieć, jaką rolę lis odgrywa w tekstach kultury. Uważam, że bez tej wiedzy, nie jesteśmy w stanie dokonać dokładnej analizy a co za tym idzie – także i oceny tego tekstu kultury. Zdaję sobie sprawę z tego, że to wszystko może brzmieć jak bełkot naukowy, ale serio – kontekst kulturowy jest w tym przypadku cholernie istotny.

Oczywiście każdy wie, że lis w pierwszej kolejności powinien kojarzyć nam się ze sprytem i przebiegłością. To zdecydowanie najczęściej przypisywane kulturowe znaczenia tej postaci. W ludowych powiedzonkach, rymowankach czy bajkach, to właśnie spryt i przebiegłość są dominującymi cechami lisa. Warto wspomnieć tutaj chociażby ludową bajkę „O kotku i kogutku”, w której to lis wabi kogutka „grochu koszyczkiem”, a następnie go porywa. Z pewnością też każdy zna starą jak świat zabawę-rymowankę „Chodzi lisek koło drogi”. Wersji tej rymowanki jest dużo, ale w zasadzie każda z nich pokazuje, że lisa należy się bać. W pierwszej i najbardziej popularnej wersji, dwa ostatnie wersy rymowanki brzmią: „(…)kogo lisek przyodzieje, ten się wcale nie spodzieje; Lis, lis, kury gryzł a kurczaki rzucał w krzaki!”. Zdecydowanie mamy tu do czynienia z bardzo pejoratywnym postrzeganiem lisa.

Lis w kulturze bardzo często jest też utożsamiany z oszustwem, podstępem i pułapką. Wraz z wprowadzeniem do Polski chrześcijaństwa, pojawiło się też przekonanie, że lis jest antropomorfizacją demonów, zła i diabła. Między innymi z tego względu, zwierzęta te były masowo zabijane i tępione (szczególnie we wczesnym średniowieczu). Lis był też łączony z czarownicami – istniało przekonanie, że czarownice potrafią zmieniać się w lisa. Ciekawe jest także to, w co wierzono w pierwotnych plemionach Afrykańskich. Tam, lis stanowił ucieleśnienie chaosu.

Cały czas mówimy tu o negatywnych cechach, którymi to zwierzę zostało obdarzone przez kulturę. Kiedy omawiamy motyw lisa w kulturze, nie możemy jednak pominąć mitologii fińskiej, w której lis nie do końca był negatywnie postrzegany. W mitologii fińskiej, lis przede wszystkim był tricksterem, czyli dopasowywał rzeczywistość do swoich potrzeb, manipulował nią. Co jest różne od poprzednich przedstawień, nie był utożsamiany ze złem. Cechy, które w mitologii fińskiej przypisywano lisowi, to przede wszystkim inteligencja. Wierzono, że lis pokonuje zło nie siłą, a właśnie umysłem, intelektem.

Podobne przekonanie istniało w starożytnym Peru. W wierzeniach ludu Moche lis utożsamiany był z wojownikiem, który do walki nigdy nie wykorzystałby swojej siły, a właśnie „siłę umysłu”. Pod tym pojęciem mieściła się m.in. inteligencja, siła manipulacji przeciwnikiem oraz tzw. atak mentalny. Czasem też można spotkać się z przypisywaniem lisowi cech dobrego kompana w trudnej sytuacji, który dzięki sprytowi i inteligencji, będzie w stanie znaleźć wyjście z każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji.

Wes Anderson garściami czerpie z praktycznie każdego omówionego powyżej znaczenia lisa. Oś fabularna „Fantastycznego Pana Lisa” opiera się na tzw. „ostatnim skoku”. Nasz bohater, po tym, jak wraz ze swoją małżonką cudem unikają śmierci w czasie napaści na farmę, obiecuje jej, że już nigdy nie będzie trudnił się napadami na farmy i mordowaniem zwierząt z tychże farm. Po tym, jak żona oświadcza mu, że jest w ciąży, Pan Lis postanawia się zmienić i wieść „spokojne życie”. Jak nietrudno się domyślić, nie dotrzymuje tej obietnicy.

Mija kilka lat, Pan i Pani Lis wiodą swoje „idealne życie”: mają mieszkanko w norce, syna a nasz główny bohater pracuje jako dziennikarz w Gazecie. Pewnego dnia, znajduje ogłoszenie o mieszkaniu na drzewie, które jest na sprzedaż. Kiełkuje w nim myśl o tym, aby dokonać zakupu tego mieszkania, ponieważ, jak sam twierdzi: „Mieszkając w norze, czuje się biedny”. Sęk w tym, że mieszkanie na drzewie położone jest w bliskim sąsiedztwie trzech, najbardziej brutalnych właścicieli farm. Pan Lis postanawia skonsultować pomysł zakupu mieszkania z prawnikiem Borsukiem. Ten, oczywiście odradza mu ten interes. Lis jednak za nic ma sobie rady Borsuka i mimo wszystko postanawia kupić mieszkanie.

Tutaj mamy pierwszą z wielu cech, która przypisywana jest lisowi, a mianowicie chytrość. Pan Lis za wszelką cenę chce dokonać zakupu, aby „nie czuć się biedny”. To pragnienie wynika przede wszystkim z tego, że nasz bohater bardzo mocno dotknięty jest kryzysem wieku średniego. Wiecie, to trochę tak, jak w tych anegdotkach o facetach po 40-tce, którzy kupują sobie wypasione samochody, na które nie do końca ich stać i które tak naprawdę nie są im potrzebne.

Zakup mieszkania na drzewie jest dopiero początkiem problemów, z którymi przyjdzie się borykać rodzinie Pana Lisa. Tutaj też, mamy pierwsze znamiona trickstera w wydaniu naszego bohatera. Pan Lis, wszystkie swoje działania usprawiedliwia tym, że chce, aby jego rodzinie żyło się lepiej. W efekcie – bardziej lub mniej, udaje się mu przekonać Panią Lis, że mieszkanie na drzewie, jest dla nich najlepszym rozwiązaniem.

Dom na drzewie, który kupił Pan Lis ma też swojego opiekuna. Jest nim opos o imieniu Kylie. Pan lis to właśnie jego dobiera sobie jako kompana do przeprowadzenia „ostatniego skoku” na trzy, sąsiadujące z jego domem farmy. Kylie – jako że nie należy do najbardziej asertywnych – zgadza się wziąć udział w tym planie.

Historia opowiadana przez Wesa Andersona jest wielowątkowa. Poza tym, że mamy problem kryzysu wieku średniego u naszego głównego bohatera, bardzo mocno został też zaakcentowany problem „inności” Asha, syna Pana Lisa. Nie jest do końca powiedziane, czym owa inność jest, ale z pewnością poruszony został problem tego, że Ash „inaczej się ubiera”. Mało tego, aby bardziej podkreślić inność Asha, Wes Anderson w kontraście do Asha stawia jego kuzyna, lisa srebrnego, Kristoffersona. Ten przyjeżdża do rodziny Pana Lisa, ponieważ jego ojciec jest chory i nie może zajmować się nastoletnim Kristoffersonem. Jak nietrudno się domyślić, Kristofferson jest „lepszy” we wszystkim od Asha. Doskonale pokazane jest to chociażby w przypadku sceny skakania do basenu, kiedy Ash skacząc rozpryskuję wodę gdzie tylko się da, zaś Kristofferson robi to jak zawodowy pływak. Takich sytuacji jest znacznie więcej, a każda z nich potęguje tylko obniżenie poczucia własnej wartości przez Asha. Sam nawet w którymś momencie mówi, że „jestem inny, nie taki, jak wy byście chcieli”.

Wydawać by się mogło, że jedyną pozytywną postacią w całym filmie jest Pani Lis, ale i tutaj nie można się z tym stwierdzeniem zgodzić. Pani Lis jest kompletnie poddana mężowi. Nie wnika w to gdzie i z kim wychodzi, przyjmuje każde jego tłumaczenie bez mrugnięcia okiem. Nawet, kiedy w lodówce pojawiają się nadprogramowe kurczaki, których zdecydowanie być tam nie powinno, nie zadaje za wielu pytań, po prostu wierzy w to, co mówi jej mąż. Nie chciałabym powiedzieć, że jest przez to naiwna, ale z pewnością nie ma za dużo do powiedzenia – przynajmniej przez lwią część filmu.

Decyzje, które podejmowane są przez Pana Lisa, w efekcie doprowadzają do tragedii. Nasz bohater nie tylko wplątuje się w niezłe tarapaty, ale też w czasie jednej z walk z groźnymi farmerami traci ogon. Nie bez przyczyny o tym wspominam. Ogon dla lisa jest jego wyznacznikiem „lisowatości”, także kulturowo jest on bardzo ważny. Lisia kita to symbol, coś, co jest bardzo rozpoznawalne dla gatunku. W momencie, kiedy Pan Lis stracił ogon, reżyser zdaje się nam zadawać pytanie, czy aby na pewno lis nadal jest lisem. Pytanie o tożsamość jak również próba pogodzenia się z tym, kim jesteśmy, to także jeden z tych problemów, które bardzo mocno zostały zaakcentowane w animacji Wesa Andersona. Symboliczne okazuje się też to, że później ogon zostaje przyszyty Panu Lisowi, co śmiało można odczytać, jako odzyskanie własnej tożsamości, a także pogodzenie się z tym, kim się jest.

Symboliki w „Fantastycznym Panu Lisie” jest bardzo dużo. Na uwagę zasługuje też scena, praktycznie w samej końcówce filmu, kiedy to Pan Lis wraz ze swoją rodziną w czasie podróży samochodem, spotykają wilka. Wilk ich nie atakuje, ale też nie mówi nic do nich. Pan Lis próbuje się z nim porozumieć i dopiero gest, który wykonuje, zostaje zrozumiany i odwzajemniony przez wilka.

Przy omawianiu animacji Wesa Andersona, nie można pominąć aspektów technicznych. Mamy tutaj do czynienia z animacją poklatkową, w zasadzie dokładnie tym samym jej typem, który wykorzystany został w przypadku „Wyspy psów”. Dobór aktorów dubbingowych (George Clooney, Meryl Streep, Bill Murray, Willem Defoe czy sam Wes Anderson) to także czyste złoto i cieszę się, że miałam możliwość obejrzenia tej animacji w oryginalnym dubbingu. Jakkolwiek jednak, mamy tutaj do czynienia z sytuacją, że te aspekty techniczne, czy obsada dubbingowa, choć bardzo ważne – nie są najważniejsze, jeśli chodzi o odbiór animacji.

„Fantastyczny Pan Lis” to animacja, którą w moim mniemaniu, powinien obejrzeć każdy dorosły. Nie bez przyczyny dodałam tutaj słowo „dorosły”. Problemy, które poruszane są w tym filmie, jak również sam wydźwięk animacji, nie do końca są optymistyczne. Nie wyobrażam sobie też tłumaczenia 5-6-latkowi tego, czym dokładnie jest depresja, niskie poczucie własnej wartości czy wreszcie kryzys wieku średniego. A każdy z tych problemów ma swoje miejsce w filmie Andersona. Pod płaszczykiem przyjemnej dla oka animacji, dostajemy tak naprawdę tragikomedię, która nosi w sobie znamiona dramatu antycznego. To współczesny moralitet, który dotyka bardzo ważnych, z punktu widzenia społecznego, problemów oraz decyzji, z którymi prędzej czy później będziemy musieli się zmierzyć. Anderson pokazuje, że każdy z nas ma sobie coś z tytułowego Pana Lisa. Nie daje on jednak widzowi gotowych odpowiedzi na pytania, które jak dzikie zaczynają się mnożyć w widzu w czasie seansu. Wes Anderson po prostu te pytania zadaje. To, jaka będzie na nie odpowiedź, zależy tylko i wyłącznie od nas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!