W pokoju może być stu faworytów, ale tylko jeden trzyma statuetkę

Tegoroczne Oscary były dla mnie jakimś czystym szaleństwem. Przede wszystkim ze względu na to, że razem z Krzysztofem z bloga Przemyślenia Maniaka postanowiliśmy, całkiem radośnie, pojechać do Wrocławia, żeby tam, wraz z ekipą Watching Closely, obejrzeć całą galę rozdania statuetek. Pomysł dość karkołomny, nie przeczę. Szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w pociągu spędziliśmy ponad 8h (w dwie strony), na samej gali około 10h. Na pociąg powrotny, czekaliśmy na dworcu jakieś 2 i półgodziny. Po 22h jestem z powrotem w domu. Tak,te dwie godziny, które nie zostały policzone, to dojazdy etc. Przyznaję, że choć wyjazd dość karkołomny, to jednak jestem fanką takich eskapad i, jeśli tylko Watching Closely znowu będą organizować event w pizzerii La Famiglia, to ja się tam – jeśli tylko będę mogła – zamelduję.

Nie podobała mi się sukienka i stylizacja Lady Gagi. Przyznaję, że jestem zawiedziona. Jakieś to nijakie bardzo wyszło.

Oczekiwania, spekulacje

Nie ukrywam, że moje oczekiwania względem tegorocznej gali rozdania Oscarów, były dość wygórowane. Przede wszystkim ze względu na Faworytę i Green book, które to filmy podobały mi się chyba najbardziej. Zaraz za nimi była Roma i BlackkKlansman, niemniej jednak, to właśnie Faworyta skradła moje serduszko najbardziej. Jak to jednak zwykle bywa, widzowie swoje, a Akademia i tak zagra nam na nosie i zrobi po swojemu. Nie inaczej było w tym roku, choć muszę przyznać, że dość dużym zaskoczeniem (pozytywnym!) okazało się dla mnie nagrodzenie w kategorii scenariusz adaptowany właśnie wspomnianego wcześniej BlackkKlansman. Gdybym jednak miała stwierdzić, czy jestem zadowolona czy nie z wyników tegorocznych Oscarów, z pewnością powiedziałabym, że tak. Zdecydowanie tak.

Stylówka Spike’a Lee mi się podobała, choć nie ukrywam, że była nieco ekstrawagancka.

Z duszą na ramieniu, bez prowadzącego

Zanim jeszcze w ogóle zaczęła się gala, śledziliśmy z Krzysztofem red carpet. To jeden z ciekawszych elementów, jeśli chodzi o rozdanie Oscarów, a w tym roku, kreacje były doskonałe. W większości, bo np. Lady Gaga mnie nie zachwyciła. Poza tym, że miała na sobie naszyjnik za bagatela 30 mln dolarów. Od Tiffany’ego, bo czemu nie. W czasie oglądania czerwonego dywanu, powiedziałam do Krzysztofa takie zdanie:

  • Krzysztof, póki co bawię się świetnie!

  • Tak, bo nie zaczęła się jeszcze gala.

Nie ukrywam, że w związku z brakiem prowadzącego, miałam dość duże obawy co do formuły samej gali. Ostatni raz, sytuacja w której nie było gospodarza, miała miejsce 30 lat temu i do dziś mówi się o tym, że była to najgorsza ceremonia w historii. Tym samym, moje obawy były dość mocno uzasadnione. Ku mojemu zaskoczeniu, nie było tak źle! Co więcej – było całkiem nieźle! Zwięźle, krótko i bez zbędnego przedłużania. W efekcie, gala skończyła się nie o 6, a o 5:20 bodajże, czy jakoś tak. Owszem, padło trochę żenujących żartów, ale umówmy się, jak na brak osoby prowadzącej, było naprawdę nieźle. Może ciut nudno, może zbyt „od A do Z”, ale za to sprawnie i możliwie jak najkrócej.

Zdecydowanie najlepsza kreacja wieczoru. TAK.

Kto otrzymał statuetkę a kto jej nie dostał, a powinien

Pierwszym, dość dużym zaskoczeniem, jeśli chodzi o wręczone Oscary, była Regina King. Przyznaję, że po opiniach (sama jeszcze filmu nie widziałam), które krążą w Sieci, można się było tego spodziewać. Osobiście jednak kibicowałam Rachel Weisz/Emmie Stone. Zaskoczenie, że statuetkę za najlepszą aktorkę drugoplanową otrzymała Regina King było w moim przypadku dość duże. Nie powiedziałabym jednak, że jestem zawiedziona. Film zbiera tak dobre recenzje i opinie, że już nie mogę się doczekać, kiedy go obejrzę. Poza tym, przemówienie Reginy to moim zdaniem, zaraz po tym, co zrobiła Olivia Colman i Spike Lee, było najlepszym ze wszystkich. I nie podziękowała Akademii, co może i nie jest w dobrym tonie, ale ja to szanuję. Sporym zaskoczeniem choć także zupełnie nie negatywnym, były aż 3 Oscary dla Black Panther. Po pierwsze, niesamowicie cieszy mnie to, że nagrodzono film mainstreamowy. Po drugie – w kategoriach, w których absolutnie nagrodzony zostać powinien. Przede wszystkim Oscar za kostiumy dla Black Panther, jest tylko i wyłącznie potwierdzeniem tego, w jaki sposób była prowadzona kampania tego filmu. No i sami przyznajcie: te stroje zapadały w pamięć. Sam film, zdecydowanie nie powinien otrzymać nagrody za najlepszy film, ani za piosenkę, natomiast za kostiumy i scenografię – jak najbardziej. Co do muzyki – polemizowałabym. Słuchałam soundtracku do If Beale street could talk, i w mojej opinii statuetka powinna powędrować właśnie do niego. Aczkolwiek ponownie – o muzyce z Black Panther po prostu się nie zapomina.

Och, Jason Momoa. O matko, jakaż to była doskonała stylówka!

To co znamy, to co lubimy…

Nie jest jednak tak, że jestem całkowicie zadowolona z decyzji, które podjęła Akademia. Przede wszystkim ze względu na aż 4 nagrody dla Bohemian Rhapsody. Okej, ja rozumiem, że to jest film muzyczny i wszystko fajnie. Ale żeby tylko dlatego nagradzać go za dźwięk i montaż dźwięku, jak również montaż, to moim zdaniem dość duża przesada. Delikatnie rzecz ujmując. Tysiąc razy bardziej na tę statuetkę zasługiwał Pierwszy Człowiek czy Roma czy też Quiet place. To były po prostu lepsze filmy pod tym względem. Szczególnie, jeśli chodzi o Pierwszego Człowieka. Jestem jednak w stanie zrozumieć nagrodę za montaż, po tym, jak reżyser wyszedł z planu i to, że Bohemian Rhapsody dało się w ogóle oglądać, jest w dużej mierze zasługą właśnie montażysty. Co do nagrody za najlepszą pierwszoplanową rolę męską to także nie do końca się zgadzam z wynikiem. Jasne, Rami Malek był świetnym Freddiem, ale osobiście przyznałabym tę statuetkę Viggo czy Christianowi Bale.

Glenn w złocie wyglądała zjawiskowo. Szkoda, że jednak nie dostała Oscara.

Faworyta i BlakkKlansman czyli największe zaskoczenia

Nie ukrywam, że nie liczyłam jakoś specjalnie na to, że nagroda za najlepszy scenariusz adaptowany przypadnie w udziale Spike’owi Lee. Akademia zdaje się średnio za nim przepada, a sam film – choć poruszający tematykę, która bardzo wpisuje się we wzorcowy film, który wygrać powinien – miał dość mocną konkurencję. Warto wspomnieć tutaj chociażby film Barry’ego Jenkinsa If Beale Street could talk. Przypuszczałam, że to właśnie do tego filmu powędruje statuetka. Niemniej jednak, bardzo cieszę się z wygranej Spike’a Lee. BlackkKlansmann jest filmem nie tylko takim, który porusza bardzo ważny problem, ale też przy tym wszystkim doskonale się go ogląda. Jest zabawny. Ma dobry rytm, świetne kreacje aktorskie a przy tym – nie uderza za bardzo w patos, jeśli nie liczyć jego końcówki. Niestety, zachowanie reżysera BalckkKlansman po zakończeniu gali rozdania nagród, raczej nie wróży mu nagrody w najbliższych latach. Akademia pamięta. Z kolei jeśli chodzi o Faworytę, to tutaj także jest duże zaskoczenie, tyle tylko, że raczej negatywne aniżeli pozytywne. Film miał aż 10 nominacji, z czego otrzymał tylko jedną. Nie twierdzę, że nie zasłużoną, wprost przeciwnie. Niemniej jednak dużo bardziej satysfakcjonowałaby mnie sytuacja, w której nagroda dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej wędruje do Glenn Close, zaś Faworyta dostaje zasłużoną nagrodę za scenariusz, reżyserię i aktorkę drugoplanową (którakolwiek by to nie była – i Stone i Weisz tak samo na nią zasługują). Nie płakałabym też, gdyby Faworyta została jednak najlepszym filmem, ale to było nie do osiągnięcia. I to wcale nie dlatego, że najmocniejszym konkurentem był Green Book.

Jestem absolutną fanką sukienki Mariny de Taviry. Bardzo kobieca, mało wyszukana, a jednak niezwykle ładna. Szanuję.

Akademia nie lubi czytać napisów

Nie ukrywam, że racjonalnie podchodząc do kwestii wyboru najlepszego filmu, typowałam Romę Alfonso Cuarona. Nie ma tu znaczenia, czy film mi się podobał, czy nie, czy sama bym go nagrodziła czy też nie. Prawdą jest, że wybór Romy na najlepszy film, szczególnie w sytuacji, kiedy ma ona nominację za reżyserię, wydawała się dość oczywistym wyborem. Tymczasem Roma otrzymała „tylko” 4 statuetki. Trochę mało moim zdaniem, szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę oceny krytyków. Nieco inaczej jest w przypadku Zimnej wojny. Choć film Pawła Pawlikowskiego nie został nagrodzony żadną statuetką, nie odczuwam z tego powodu większego ŻALU. No, może jedynie jeśli chodzi o zdjęcia, bo Łukasz Żal to wybitny polski operator i niejednokrotnie filmy, do których robił zdjęcia, dostawały nominację. Było tak chociażby w przypadku Idy. Dość wspomnieć, że Łukasz Żal, mając 37 lat, ma na swoim koncie już dwie nominacje do Oscara oraz dwie nominacje do nagrody BAFTA. W tym roku, dostał on też Srebrną żabę na festiwalu Camerimage, właśnie za zdjęcia do Zimnej wojny. Niemniej jednak, mimo wielu zasług i naprawdę dużego talentu, Zimna wojna nawet pod względem zdjęć nie mogła równać się z Romą czy chociażby, wspomnianą już wcześniej, Faworytą.

Druga, najlepsza kreacja wieczoru. Och, jak doskonale skrojona sukna, jak pięknie leży na Reginie. Biel, prostota i klasa – takie połączenia bardzo lubię!

Gwiazda się nie narodziła

Narodziny gwiazdy to film, który dostał dokładnie tyle nagród, ile powinien. Czyli jedną. Za piosenkę. I myślę, że na tym należy poprzestać rozważania o tym filmie, bo naprawdę nie ma nad czym.

Zwycięstwo Sony, czyli jedyny słuszny Oscar dla Spider-man Universum

W przypadku kiedy Akademia przyznaje nagrody za najlepszą animację, z reguły wygrywają produkcje Disney-Pixar. Od 10 lat nie miała miejsca sytuacja, w której nagrodę za najlepszą pełnometrażową animację, dostało inne studio niż właśnie Disney-Pixar. Aż do tego roku, kiedy po prostu nie było innej możliwości, jak tylko nagrodzić film Sony, czyli Spider-man Universum. Nie będę pisała o tym, jak nowatorska jest to animacja oraz jak doskonałą ma fabułę, bo wszyscy, którzy film widzieli, doskonale to wiedzą. Natomiast ci z Was, którzy filmu nie widzieli, to niech szybciutko nadrabiają. Bo to naprawdę, naprawdę dobra i warta zobaczenia animacja jest.

Bardzo chciałabym pochwalić kreację Olivii, ale jakoś no…Nie mogę. Za to przemówienie miała doskonałe!

Przypadek Argo czyli Green Book najlepszym filmem

Na samym początku wspomniałam już, że niesamowicie mnie cieszy fakt, iż Akademia zdecydowała się przyznać nagrodę za najlepszy film właśnie Green Book. Mimo, iż film ten nie miał nominacji za reżyserię (co generalnie uchodzi za warunek konieczny, aby otrzymać Oscara za najlepszy film), Green book powtórzyło historię Argo, które także nie otrzymało nominacji za reżyserię. Co więcej, dodatkowo cieszy mnie fakt, że nagrodzony film jest przystępny dla dosłownie każdego. Od Green Book nie odbijecie się tak, jak może mieć to miejsce w przypadku Romy czy Faworyty. Możecie obejrzeć ten film z mamą, siostrą, babcią, czy kim tam tylko chcecie i gwarantuję Wam, że będziecie się świetnie bawić. Podobnie będzie w przypadku BlakkKlansman. Jak również w przypadku Spider-man Ubiversum. I Bohemian Rhapsody (co wcale nie znaczy, że to wybitny, czy nawet dobry film jest. Ale jak chcecie posłuchać muzyki Queen, to śmiało!). Co do Czarnej Pantery, nie jestem już taka pewna, aczkolwiek nadal uważam, że właśnie dla scenografii, kostiumów czy muzyki, warto dać temu filmowi szansę.

To tyle ode mnie. Czas odpocząć, po ponad dobie bez snu. Należy mi się, jak nie wiem co!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!