Oscarowe #2 – „Dziewczyna z portretu”

Drugim filmem, który miałam przyjemność obejrzeć w ramach zbierania materiałów do cyklu oscarowego, jest „Dziewczyna z portretu” w reżyserii Toma Hoopera. Ten sam reżyser odpowiedzialny jest za takie filmy jak : „Nędznicy” czy „Jak zostać królem”. Sądząc po sukcesie tego drugiego, można byłoby zakładać, że podobny czeka „Dziewczynę z portretu”. Film ten jest nominowany do Oscara w czterech kategoriach: najlepszy aktor pierwszoplanowy, najlepsza aktorka drugoplanowa, najlepsza scenografia oraz najlepsze kostiumy. Nominacji sporo, to fakt, aczkolwiek nie jestem do końca pewna czy film, choć zrobiony pod standardy Akademii, zdobędzie choćby jedną z powyższych nagród.

Zacznijmy jednak od początku. To nie tak, że „Dziewczyna z portretu” jest filmem złym, czy też – słabym. Jeśli chodzi o warsztat, nie można się tutaj absolutnie do niczego przyczepić. Historia jest opowiedziana w sposób ciekawy, mamy piękne ujęcia, doskonałe kadry i piękne kostiumy. W rewelacyjny sposób został oddany klimat Kopenhagi początków XX wieku. Innymi słowy, na pierwszy rzut oka, wszystko jest w porządku i w zasadzie mogłabym w tym momencie skończyć pisanie tego wpisu. Tak się jednak nie stanie.

Danish-Girl-The-poster
Piękne wnętrza, piękne stroje, blichtr i przepych. To coś, czego w „Dziewczynie z portretu” jest pod dostatkiem.

Przede wszystkim, należy zacząć od tego, że historia interpretowana przez Hoopera, nie jest ani łatwa, ani przyjemna. Szukając informacji o „Dziewczynie z portretu”, w rubryce dotyczącej gatunku filmowego, jak wół stoi: film biograficzny. Jest to jednak tylko część prawdy, bowiem obraz Hoopera nie do końca jest biograficzny. Biograficzna jest tu tylko sama postać Lili Elbe – transgederowej kobiety, która jako jedna z pierwszych przeszła operację zmiany płci. Przyznacie zatem, że temat nie jest łatwy, ale Akademia tematy trudne lubi i nagradza, jak pokazuje chociażby sukces filmu „Witaj w klubie”.

Jeśli miałabym ująć fabułę „Dziewczyny z portretu” w telegraficznym skrócie, powiedziałabym, że opowiada ona historię małżeństwa, które boryka się z problemem , jakim jest niemożność pogodzenia się z własną seksualnością jednej ze stron – w tym wypadku męża. To w takim dużym skrócie. Nie twierdzę, że temat nie jest oscarowy – wprost przeciwnie. Bardziej jednak razi mnie to, co faktycznie się z tym filmem stało, albo raczej – zostało zrobione.

Alicia-Vikander-in--The-Danish-Girl--JPG
Greta maluje. Greta przeżywa. Ma uczucia. To Greta cierpi, choć tak naprawdę, to nie jej bezpośrednio dotyczy problem przedstawiony w filmie.

Nasza główna bohaterka Lili Elbe, urodziła się jako mężczyzna – Einar Wegener i żyła tak przez zdecydowaną większość swojego życia. Ba, nawet wzięła ślub, była mężem, miała żonę z którą, jak przystało uprawiała seks. Była przecież mężczyzną, nic w tym zatem dziwnego, że mąż uprawia seks z żoną. W pewnym momencie jednak coś pęka, i Einar odkrywa, że chyba nie do końca jest facetem. Dokładnie w tym momencie zaczyna się problem filmu.

Świadomość własnego ciała, naszej seksualności, jest tematem szalenie trudnym a przy tym – niezwykle delikatnym. W filmie natomiast, problem zostaje sprowadzony do absolutnego minimum. Reżyser przedstawia nam całe zagadnienie sprowadzając je do przebieranek, zabawy, gry czy wręcz żartu. Oczywiście do pewnego momentu. Kiedy faktem staje się, że Einar tak w zasadzie nie jest Einarem, nie czuje się nim, robi się odrobinkę poważniej. Ale tylko troszkę. Oczywiście pojawia się tutaj aspekt niezrozumienia przez społeczeństwo, niedopasowania społecznego, problemów z własną osobowością. To wszystko tu jest. Niestety jednak, tylko naszkicowane, bowiem reżyser skupia się bardziej na pragnieniach i mrzonkach Lily. W grę wchodzi operacja zmiany płci i o ile jest to w stu procentach zgodne z faktami, o tyle pragnienia kobiety i jej zachowanie po operacji już nie są takie naturalne. Lily jest szczęśliwa, bo w końcu może być sobą. Zaczyna się stroić, malować, kupuje nowe ubrania a nawet zaczyna snuć plany o dziecku. Zastanawiam się, czy osoba, która przeszła taką operację, a zaznaczmy, ze mamy początek XX wieku jest tak optymistycznie do wszystkiego nastawiona i czy to wszystko jest dla niej takie normalne.
Z drugiej zaś strony, jest kwestia żony Einara/Lily, która to żona przeżywa znacznie większy dramat od głównej bohaterki. Tu z kolei reżyser autentycznie oddał cierpienie i niemożność pogodzenia się z przewrotnością losu. Mam nieodparte wrażenie, że Greta Wegener grana przez genialną Alicie Vikander, nieco ratuje film. Nieco, bo nadal jest ona postacią drugoplanową. Natomiast jest w niej po stokroć więcej prawdy niż w głównej bohaterce – Lily. Greta wyraźnie nie radzi sobie z faktem, ze jej mąż przestał być jej mężem a stał się…Przyjaciółką, bo chyba tak należy nazwać tę relację. Parafrazując stare porzekadło, mam nieodparte wrażenie, że to Greta w tym związku nosi spodnie.

Eddie-Redmayne-Danish-Girl-Set-Pictures
Minimum stylizacji – maksimum efektu. Ot, Einar stał się kobietą. I przyszło mu to bardzo łatwo.

Zasadniczym problemem „Dziewczyny z portretu” jest to, że skupia się znacznie bardziej na samej w sobie estetyce, nie zaś na prawdzie. A skoro film jest klasyfikowany jako biograficzny, to jednak chyba prawda powinna być na pierwszym miejscu, zwłaszcza w przypadku poruszenia tak trudnego tematu, jakim bez wątpienia jest seksualność. O ile obraz Hoopera może być bardzo przyjemny dla oka, o tyle jak bardzo mija się on z prawdą. Żeby daleko nie szukać przykładów kobiet transgenderowych, jak to ładnie zostało ujęte. W serialu Orange Is The New Black, mamy transseksualistę i wierzcie mi, jest ona tysiąc razy bardziej autentyczna niż grana przez Eddiego Lily. Życie w żaden sposób nie dobiera sobie ciała na zasadzie estetyki, bowiem wszystko to, co powstaje jest wynikiem krzyżówek genetycznych. A te, jak wiemy, lubią płatać rozmaite figle. Nie zawsze jest więc tak, że ciało mężczyzny, w którym uwięziona zostaje kobieta, jest piękne, pozbawione zarostu i szerokich ramion. Pozostaje zatem pytanie: Czy aby rzeczywiście jest tak, że największym problemem transseksualistów jest operacja zmiany płci? Owszem, jest to problem, w żaden sposób nie staram się umniejszyć jego wagi. Nie mniej jednak, znacznie większym problemem jest to, jak taka osoba odnajduje się w nowym ciele. Bo przecież nie od razu rosną piersi, nie od razu rysy twarzy stają się delikatniejsze. Wszystko jest kwestią przyjmowania odpowiedniej dawki hormonów, nierzadko przez całe życie.

THE-DANISH-GIRL-2-1200x800.png
Lily płacze. Ale nie ma dużej różnicy pomiędzy miną wyrażającą smutek a radość. Równie dobrze, Lily może płakać ze śmiechu.

W moim odczuciu, zasadniczym błędem filmu, jeśli można to tak ujmować, jest nie pokazanie prawdy widzowi, a jedynie problem. To trochę tak, jakby małe dziecko przyszło do mamy i powiedziało: mamo, rozcięłam sobie rękę, mam dużą ranę, ale spoko, założyłam plaster, już nic nie widać, nie przejmuj się. Matka zatem nie wie, jak duża jest rana, czy boli, czy się nie paskudzi. Matka wie, że rana jest, ale wie też, że została ona zaklejona, czyli – teoretycznie – wszystko jest w porządku. Praktycznie – cóż…

eddie-redmayne-the-danish-girl-trailer-04
Ręka przy policzku. To coś, co symbolizuje, że jesteś kobietą.

Jeśli chodzi o moje ogólne odczucia względem „Dziewczyny z portretu” to można je dwojako sklasyfikować. Z jednej strony, film wzbudza emocje owszem. Nawet zdarzyło mi się uronić łezkę przy zakończeniu. Jednakże z pewnością nie jest to zasługa postaci Lily. Emocje znacznie większe wzbudzała we mnie Greta i to, co działo się z nią, w momencie straty męża. Z drugiej jednak strony, film nie jest niczym odkrywczym – bazuje na starych i utartych schematach i wykorzystuje je w dokładnie taki sposób, jakiego oczekiwałaby Akademia. Tym samym sprawia to, ze film staje się dość…Przeciętny, mimo iż wizualnie i estetycznie jest wprost idealny. Ja jednak w takich filmach szukam prawdy. W „Dziewczynie z portretu” znalazłam jedynie piękno zaś prawdy – niespecjalnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!