OFF Camera – TOP 10 najlepszych filmów według Piekielnej

Tegoroczny festiwal OFF Camera przebiegał hybrydowo. Oczywiście jak co roku, towarzyszył mu Serialcon, w którym miałam przyjemność uczestniczyć. Razem z Kają z Jakbyniepaczeć 2.0  Tattwą Michałem Ochnikiem z Mistycyzmu popkulturowego, dyskutowaliśmy na przeróżne tematy związane z serialami. Prawdą jest jednak, że zdecydowaną większość mojego czasu pochłaniało oglądanie filmów. Jeśli nie liczyć Hejtera i Wszystko dla mojej matki, które to filmy widziałam wcześniej, udało mi się w ciągu całego festiwalu obejrzeć 12 filmów. Wezmę jednak w swoim zestawieniu najlepszych filmów z OFF Camera festiwal, bo uważam, że zasługują na swoje miejsce w tym wpisie. Nie ma zatem co przedłużać, czas na zestawienie!

10 – Diane, reż. Kent Jones

To film, od którego zaczęłam tegoroczną edycję festiwalu i muszę przyznać, że był to dobry start. Diane, jest przede wszystkim opowieścią, której czas trwania nie jest jasno określony. Możemy jednak przypuszczać, że jest to około kilkunastu lat z życia głównej bohaterki. Tytułowa Diane, jest altruistką, która zdaje się robić wszystko dla wszystkich, ale nic dla siebie. Pomaga sąsiadom, rodzinie i wszystko początkowo wskazuje na to, że robi to z czystej potrzeby serca. Wraz z rozwojem fabuły, widzimy jednak, że zachowanie głównej bohaterki ma drugie dno. Zaczynają wychodzić na jaw jej problemy, z którymi ewidentnie sobie nie radzi. Przeszłość Diane także zaczyna dawać o sobie znać i z każdą kolejną minutą filmu widzimy, że nasza protagonistka nie jest tak kryształowa, jak początkowo mogłoby się wydawać.

Diane jest opowieścią, w której nic nie jest oczywiste. Podczas seansu, czujemy się trochę tak, jakbyśmy podglądali życie naszej bohaterki. Jednocześnie, z każdą kolejną sceną zaczynamy się zastanawiać, czy rzeczywiście Diane jest tak pozytywną i dobrą osobą, jak wskazywał na to początek filmu.

Film Kenta Jonesa jest bardzo dobrze zrealizowanym studium ludzkiej psychiki i mechanizmów, które przecież wszyscy znamy, ale nikt z nas nie chce się przyznać, że z nich korzysta. Reżyser pyta nas, co jest dobre, a co złe, na ile jesteśmy w stanie zagłuszyć nasze sumienie i czy rzeczywiście zawsze to, co wydaje nam się najlepsze dla nas i dla naszych bliskich, rzeczywiście takie jest.

Diane jest filmem, który pozbawiony jest przysłowiowych fajerwerków, ale zdecydowanie dobrze się go ogląda. Myślę, że dla miłośników dobrych dramatów w tym także dramatów psychologicznych, jest to pozycja obowiązkowa.

9 – Zgniłe uszy, reż. Piotr Dylewski

Podchodziłam do tego filmu z bardzo dużą ostrożnością, bo tak naprawdę nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Zgniłe uszy, to dramat, w którym udział bierze zaledwie 5 osób. Mamy historię małżeństwa, które aby zaradzić kryzysowi, który przeżywa udaje się do ekscentrycznego terapeuty. W czasie terapii, która nie jest typowa, na jaw wychodzą różne problemy których nie przepracowała ze sobą para głównych bohaterów. Jednocześnie Dylewski zadaje widzowi pytanie, które pozostawia bez odpowiedzi i dotyczy ono przede wszystkim tego, kim naprawdę jesteśmy i – przysłowiowo mówiąc – dokąd tuptamy. Polecam, bardzo, bo to ciekawa pozycja, choć ma dość wysoki próg wejścia.

8 – Nic nie ginie, reż. Kalina Alabrudzińska

Zgniłe uszy to, w mojej ocenie – Monument 2.0. Znowu mamy do czynienia z filmem, który jest pracą dyplomową studentów szkoły filmowej. Grupa osób, w bardzo różnym wieku, spotyka się na turnusie terapeutycznym. Są różni, każdy z nich ma inne przeżycia, inne doświadczenia. Mimo, że są absolutnie różni, mają coś, co ich łączy. Każdy z nich, jest przeraźliwie samotny a co gorsza, nie robi nic, aby ten stan rzeczy zmienić. W efekcie, mimo wielu zabawnych sytuacji, dostajemy pełnokrwisty komedio-dramat. Każda z przedstawionych historii ma okazję odpowiednio wybrzmieć, każdy z bohaterów dostaje swoje przysłowiowe 5 minut. Reżyserka nie ocenia, a jedynie pokazuje problem. W swoim filmie, bardzo dobrze odnosi się też do kwestii związanych z naturą człowieka – jaka jest i na ile wpływa ona na decyzje które podejmujemy. Jednocześnie, reżyserka nie pozostawia bez komentarza zależności pomiędzy naturą w kontekście przyrody a człowiekiem. Bardzo odważna i ciekawa pozycja filmowa. Z niemałym zaciekawieniem będę śledziła to, co reżyserka będzie miała jeszcze ciekawego do powiedzenia w swoich filmach.

7- Leftover women, reż. Shosh Shlam, Hilla Medalia

W zestawieniu filmów, które wywarły na mnie większe lub mniejsze wrażenie, nie mogło zabraknąć dokumentu. Niestety, udało mi się obejrzeć tylko jeden, ale za to jaki! Leftover women, to swoiste studium przypadku zjawiska, które popularne jest w Chinach. Chodzi o sytuację tzw. Kobiet resztek. Tym mianem, określane są w Chinach kobiety po 27 roku życia, które nie mają męża lub choćby chłopaka. Nie muszę chyba zaznaczać, że jest to określenie, które wzbudziło we mnie szczere oburzenie. W swoim dokumencie, dwie reżyserki pokazują różne praktyki, które są powszechne w Chinach, a które mają na celu połączenie tytułowych kobiet resztek z tym jednym, jedynym wybranym mężczyzną. Przedstawione zostają historie trzech kobiet po 27 roku życia. Każda z nich jest wykształcona i pewna siebie, ale też każda z nich narażona jest na ostracyzm – zarówno ze strony społeczeństwa jak również ze strony rodziny. Leftover women to bardzo ciekawa rzecz, którą warto obejrzeć przede wszystkim ze względu na to, aby zobaczyć i choć w minimalnym stopniu spróbować zrozumieć pewne zjawiska społeczne, które mają miejsce w Chinach. Jednocześnie, ten film jest też bardzo trafnym komentarzem bezpośrednio odnoszącym się do polityki rodzinnej Chin.

6 – Wszystko dla mojej matki, reż. Małgorzata Imielska

Film w reżyserii Małgorzaty Imielskiej, miałam okazję obejrzeć w ramach ubiegłorocznego Tofifest Film Festival ale znalazł się on też w tegorocznym zestawieniu OFF Camera Festiwal. Przyznaję, że wywarł na mnie niemałe wrażenie – szczególnie jeśli chodzi o problem, który został przedstawiony. Nie będę się rozpisywać o tej produkcji za dużo, ponieważ pełna recenzja filmu Wszystko dla mojej matki znajduje się o, tutaj. Jeśli macie ochotę go obejrzeć, jest dostępny na Netflixie.

5 – Święta Frances, reż. Alex Thompson

Święta Frances, to zdecydowanie jeden z najcieplejszych i przyjemnych filmów, które w tym roku obejrzałam w ramach OFF Camera Festiwal. To typowy przykład filmu z gatunku indie, a ja osobiście tego rodzaju kino lubię. Główną bohaterką jest 34-letnia Bridget, której życie – co tu dużo mówić – jest chaosem. Protagonistkę poznajemy w momencie, kiedy orientuje się ona, że jest w ciąży z przypadkowo poznanym facetem. Co więcej, bohaterka lada dzień ma rozpocząć pracę jako opiekunka 6-letniej Frances. To właśnie Frances wiele rzeczy uświadamia Bridget, w pewien sposób uczy ją przełamywać swoje lęki. Błyskotliwe dialogi, przyjemne obrazki i…Wolta, której absolutnie się nie spodziewałam. Początkowo wydawać by się mogło, że reżyser położy nacisk na kwestie związane z aborcją, a tymczasem ten temat jest w zasadzie wątkiem pobocznym. Święta Frances jest absolutnie idealną pozycją do obejrzenia, jeśli chcemy, aby przysłowiowo film zrobił nam dobrze na serduszku. Nic więcej nie powiem poza tym, że film zdecydowanie warty obejrzenia i co ważne – mam niemalże stuprocentową pewność, że przypadnie on do gustu bardzo szerokiemu gronu odbiorców.

4 – Maryjki, reż. Daria Woszek/ Sala samobójców. Hejter, reż. Jan Komasa

I tu dochodzimy do momentu, w którym wybór filmów staje się zdecydowanie trudny. O czym jest Sala samobójców. Hejter – wszyscy zapewne wiedzą. Film jest dostępny na platformie player.pl, więc jak macie ochotę – obejrzyjcie. Warto, ale to nie jest “łatwe i przyjemne kino”. Maryjki natomiast są produkcją, która nie tylko poprzez temat, którego dotyka ale i formę, jest niezwykle odważna. Mamy bowiem historię 50-letniej Marii, która… Jest dziewicą. W dniu swoich urodzin, udaje się ona do ginekologa, który zapisuje jej terapię hormonalną. Sęk w tym, że Maria nie do końca dokładnie przeczytała ulotkę i terapia przynosi skutek zupełnie odwrotny do pożądanego. Dostajemy surrealistyczną historię o pragnieniach kobiety, poruszony zostaje temat menopauzy jak również tego, że pragnienie miłości jest w każdej kobiecie. Nie brakuje elementów humorystycznych, ale też i takich, które skłaniają do refleksji. Woszek tworzy bardzo odważny obraz, którego chyba w polskim kinie jeszcze nie było. I właśnie z tego względu warto pochylić się nad tą produkcją.

3 – Supernova, reż. Bartosz Kruhlik

Supernova to pełnometrażowy debiut Bartosza Kruhlika i, podobnie jak w przypadku Maryjek, jest to film ciekawy przede wszystkim ze względu na swoją formę. Czas trwania akcji Supernovej jest identyczny jak czas trwania filmu. Mamy też zachowaną jedność miejsca. Minuta po minucie widzimy to, co się dzieje a przez to stajemy się poniekąd uczestnikami zdarzenia. Wypadek, w którym ofiarami są matka z dwójką dzieci, jest jedynie przyczynkiem do tego, co stanie się później. Z każdą minutą atmosfera gęstnieje, a widz ma coraz więcej obaw. Mimo, iż wszystko dzieje się na otwartej przestrzeni, kompozycja jak również sposób prowadzenia narracji bardzo przypomina ten, który miałam okazję zaobserwować w filmie 12 gniewnych ludzi. Supernova była dla mnie ogromnym, pozytywnym zaskoczeniem. Jeśli Kruhlik w sposób debiutuje pełnometrażową produkcją, jestem ogromnie ciekawa tego, jak dalej potoczy się jego kariera.

2 – Jaskółki z Kabulu, reż. Zabou Breitman/ Eléa Gobbé-Mévellec/ Verdict, reż. Raymund Ribay Gutierrez

I znowu nie mogłam się zdecydować, który film wybrać, więc wybrałam dwa. O Jaskółkach z Kabulu już Wam pisałam, więc teraz słów kilka o filmie Verdict. To historia kobiety, która po tym, jak mąż kolejny raz ją pobił, decyduje się wsadzić swojego oprawcę za kratki. Obserwujemy cały proces przygotowania do rozprawy – od interwencji opieki społecznej, poprzez przesłuchania na policji aż po samą rozprawę. Verdict jest nie tylko trzymającym w napięciu thrillerem, ale też daje nam bardzo dobry obraz tego, jak funkcjonuje prawo na Filipinach. To, co stanowi największą zaletę tej produkcji, to fakt, że przez pryzmat historii głównej bohaterki, którą jest 32-letnia Joy, słyszymy też bardzo wyraźny głos reżysera, który nawet nie kryje się z tym, że nie popiera tego, jak działa system ochrony ofiar przemocy domowej na Filipinach. Zakończenie filmu jest nieoczywiste, ale właśnie w tym tkwi jego największa siła – widz sam, w dowolny sposób może je zinterpretować. Bardzo dobre kino, które do ostatniej minuty trzyma w napięciu.

1 – Antigone, reż. Sophie Deraspe

Dla nikogo, kto w miarę regularnie śledzi moje social media i fp, nie jest zaskoczeniem wybór numeru jeden, jeśli chodzi o filmy z OFF Camera Festival. Antigone zrobiła na mnie ogromne wrażenie, przede wszystkim z tego względu, że jest to fantastyczna interpretacja sprzed ponad 2500 lat. Film trzyma w napięciu a dodatkowo jest bardzo celnym i mocnym komentarzem społeczno – politycznym. Ważne jest także to, że reżyserka w żaden sposób nie ocenia swoich bohaterów, a jedynie przedstawia ich historię. Po raz kolejny – bo już o tym filmie pisałam – powtórzę: Jeśli tylko będziecie mieć możliwość, obejrzyjcie. KONIECZNIE!

Jak to mówią: And that’s all, folks. Przyznaję, że wcale nie tak łatwo było przygotować to zestawienie, bo każdy film, który obejrzałam w ramach OFF Camera, był ciekawy, inny i każdy poruszał zupełnie inne kwestie. Musiałam zatem pogodzić ze sobą moje emocjonalne odczucia z chłodną, krytyczną kalkulacją a to wcale nie jest takie proste. Właśnie z tego względu na blogu nie ma wcale tak wielu zestawień. Pisząc je, niemal zawsze czuję się tak, jakbym miała wybrać dziecko, które mniej kocham. Każdy film, który oglądam, czegoś mnie uczy. Czy to krytyki, szukania dobrych i złych rzeczy w samej produkcji, czy znajdowania w nim najróżniejszych emocji. Historie – opowiedziane lepiej lub gorzej – zawsze z nami zostaną.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!