Ocean’s 8 czyli nie wszystko złoto, co się świeci

Kiedy zobaczyłam, jak przedstawia się obsada Ocean’s 8, bardzo chciałam ten film obejrzeć. Anne Hathaway, Helena Bonham Carter, Cate Blanchet i wreszcie: Sandra Bullock. No nie ma osoby, która chociażby jednego nazwiska z wyżej wymienionych nie kojarzy. To aktorki, które powszechnie uznane są za wybitne, a nawet jeśli nie wybitne, to przynajmniej bardzo dobre. Nie będę Was oszukiwać – obsada w danym filmie, nierzadko jest tym, co jest w stanie mnie przekonać do tego, abym wybrała się na seans. Czasem nawet jest ona do tego stopnia przekonująca, że jestem w stanie zagryźć ząbki i pójść na horror – tak było w przypadku Quiet place. Ocean’s 8 także mnie obsadą kupiło. No i poszłam, ale czy to rzeczywiście był dobry film?

Obsada miodna, ale co z tego?

Jak się okazuje, nie zawsze obsada sprawia, że film jest dobry. Nierzadko jest tak, że nawet, jeśli aktorzy robią, co mogą, aby wypaść jak najlepiej, kto kiedy scenariusz nie jest najlepiej napisany, nawet ich starania nie są w stanie pomóc produkcji. W przypadku Ocean’s 8 mieliśmy dokładnie taką sytuację: aktorki robiły co mogły, ale niestety, scenariusz kulał na każdym kroku. Brakowało mi w nim jakiejś dynamiki, jakichś nieoczekiwanych zwrotów akcji czy czegokolwiek, co mieści się w definicji heist movie. Owszem, pewne elementy się tutaj znalazły ale nie zostały one na tyle dopracowane, abym mogła z czystym sumieniem powiedzieć, że film wypadł dobrze lub bardzo dobrze. Szczerze, po cichu liczyłam, że skoro mowa o filmie z serii Ocean’s, to jednak twórcy się postarają nieco bardziej. No nie postarali się i w efekcie zamiast znakomitego heist movie, mamy co najwyżej bardzo przeciętny.

Panie, a gdzie tu przeciwnik?

Problem scenariusza, to nie jest jedynym, z jakim boryka się Ocean’s 8. W przypadku Ocean’s 11 mieliśmy bardzo dobrze przemyślanego antagonistę, który potencjalnie mógł zaszkodzić w realizacji planu. W przypadku Ocean’s 8, nic takiego nie ma miejsca. Nasze bohaterki dostają plan idealny. Nawet jeśli potencjalnie coś pójdzie nie tak, są na to przygotowane. A co najgorsze, nikt nie przeszkadza im choćby w minimalnym stopniu w zrealizowaniu skoku stulecia. To z kolei powoduje, że my, jako widzowie, tak w sumie nie za bardzo mamy za co trzymać kciuki i komu kibicować. Bo co z tego, że dziewczyny mają plan, skoro z góry wiadomo, że i tak im się uda? Dobrze przemyślany antagonista w hesit movie, to jeden z tych elementów, który sprawia, że z wypiekami na twarzy oglądamy taki film. W Ocean’s 8 tego zabrakło.

Ło, ale sprzęt! Szkoda, że wzięty z kosmosu

Kolejną kwestią, która dość mocno mi nie pasowała, jeśli chodzi o Ocean’s 8, to te wszystkie super ekstra gadżety, które jakimś cudem nasze bohaterki zdobyły. Ekstra wypasiona kopiarka biżuterii, skonstruowany przez nastolatkę magnes otwierający chyba wszystko co się da czy wreszcie – okulary skanujące, to tylko niektóre z wynalazków, które pojawiły się w Ocean’s 8. I teraz moje pytanie brzmi: skoro najpewniej akcja filmu rozgrywa się współcześnie, to ja się pytam: jak do tego doszło, że bohaterki bez najmniejszych problemów taki sprzęt zdobyły? Skoro ich budżet na skok wynosił 20 tysięcy dolarów, to ja nadal się zastanawiam, jak to możliwe. Ten brak logiki, dość mnie raził, nie przeczę. I jasne, to film, którego nie należy brać tak całkiem na poważnie, ale pewne granice realizmu można jednak zachować.

Podobny obraz

Skompletowanie drużyny to błahostka

To, co też dość mocno mi zazgrzytało, jeśli chodzi o sam film, to kwestia tego, jak szybko głównej bohaterce udało się skompletować drużynę. Nagle okazało się, że bez najmniejszego problemu znalazła 6 kobiet, które zdecydują się z nią dokonać skoku stulecia. Co więcej, niektóre z tych postaci, biorą się totalnie znikąd, jak chociażby grana przez Rihannę Nine Ball. Nie wiemy, skąd się wzięła, jak udało się ją znaleźć – no nic zupełnie. Co więcej, jest jedna scena, która daje możliwość poznania tej bohaterki i jej przeszłości choć odrobinkę. Niestety, nie zostaje ona w żaden sposób rozwinięta, a widz w rezultacie zostaje z niczym. Tak jest w przypadku praktycznie każdej bohaterki, z wyjątkiem tej granej przez Helenę Bonham Carter. Tutaj dostajemy niezbędne informacje, wiemy, co kieruje bohaterką, że decyduje się ona na skok i choć troszkę, poznajemy jej charakter. W efekcie, staje się ona dla nas całkiem wyrazista i nawet jesteśmy skłonni jej kibicować. Mimo tego, że skok przecież się uda.

Ładne sukienki zawsze spoko

To, co zdecydowanie jestem w stanie zaliczyć na plus całej produkcji, to sukienki i stroje naszych bohaterek. Nie ma co ukrywać – twórcy wspięli się tutaj na wyżyny blichtru i splendoru, którymi bez wątpienia ociekają kreacje bohaterek. I same bohaterki też nim ociekają, ale to chyba jasne. W każdym razie, dobrze się na to wszystko patrzy. Ładne sukienki są zawsze okej, z tym nie ma co dyskutować. Szkoda tylko, że po pierwsze – żadna z nas na sukienkę wartą kilka milionów dolarów nie jest w stanie sobie pozwolić, zaś po drugie – nawet, gdyby kogoś z nas było na nią stać, to i tak być może założyłybyśmy ją może raz lub dwa.

Tempo żółwia wyścigowego

To, co też niekoniecznie uznaję za udane w Ocean’s 8, to tempo, jakie twórcy narzucili całemu filmowi. Nie ma co się oszukiwać: momentami dłuży się on jak rozgotowany makaron. Dynamika jest praktycznie żadna, a przecież w heist movie jest ona bardzo ważna! Tutaj wszystko szło od punktu a do punktu b, ale nikt nie wygrałby tym tempem maratonu, czy nawet jakiegoś krótszego dystansu. Wolno i trochę nudno, ale w sumie przyjemnie dla oka. To mi się dość gryzie z rodzajem filmu, z jakim mamy tutaj do czynienia. Szczególnie te dłużyzny widać przy końcówce Ocean’s 8. Te zawirowania, te zwroty akcji, które rzekomo miały podkręcić tempo, zadziałały zupełnie na odwrót. Miałam trochę takie: no dobra, skok się udał, to co? Koniec? Otóż nie. I takie poczucie towarzyszy widzowi przez mniej więcej ostanie 20 minut filmu. W trakcie filmu też, choć mniej.

Mimo wszystko nie jest to głupie

W ostatecznym rozrachunku, film nie wypada najgorzej. To jest dość zaskakujące, biorąc pod uwagę, ile wad zdążyłam w nim znaleźć i to wcale nie wysilając się za bardzo. Przyjemnie się to ogląda, to dobry film na babski wieczór, czy nawet na randkę. Dialogi są całkiem spoko, dobrze napisane, nie ma żenady. Hathaway i Bonham Carter kradną show ale to też chyba nikogo nie dziwi. Szkoda tylko, ze na 8 bohaterek, tylko dwie są na tyle charyzmatyczne, aby wzbudzić w widzu jakieś większe emocje. Film jest niegłupi, ale niestety są momenty, kiedy na siłę próbuje robić z widza idiotę i powtarza nam, kim jest główna pomysłodawczyni skoku czyli Debbie Ocean. Jakbyśmy nie skumali za pierwszym razem, że to siostra Danny’ego Ocean’a. Jakby jedna scena przy jego grobie, nie wystarczyła. Ale to w sumie jedyna rzecz, którą można zaliczyć na poczet „głupotki” filmowej. Albo przynajmniej jedyna, która jako tako mnie razi, pomijając oczywiście wyczasany i całkiem nierealny sprzęt, jakim posługują się nasze bohaterki.

W sumie – można iść do kina

To nie jest tak, ze skoro film ma tyle wad, to ja zupełnie odradzam pójście na seans. Wprost przeciwnie. Uważam, ze jest to całkiem dobry film, zwłaszcza, kiedy w kinach zaczyna się sezon ogórkowy. Ocean’s 8 to dobra propozycja na wspólny wieczór w kinie ze znajomymi, na randkę, czy nawet na samotne wyjście do kina. Wyjdziecie całkiem zadowoleni, bez poczucia żenady a przy okazji popatrzycie na ładne kreacje i zobaczycie ulubione aktorki. Jak na kino wakacyjne, to chyba całkiem dobra rekomendacja, prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!