Napisy 2D, dubbing czy 3D czyli o dystrybucji filmów w Polsce

Wczoraj jak słynny Fortepian Chopina, gruchnęła informacja o tym, że Pacific Rim: Rebelia, nie będzie miał wersji 2D z napisami. W żadnym z kin, z wyjątkiem sieci IMAX. Sytuacja niemalże analogiczna, jak w przypadku Jumanji. Osobiście bojkotuję takie rozwiązania i, mimo że posiadam kartę Unlimited, po prostu do kina nie idę. To nie jest tak, że mi szkoda tych paru złotych na seans 3D ( a tylko te będą miały napisy). Wychodzę z założenia, że seans filmowy ma mi dostarczyć rozrywki i sprawiać przyjemność, której nie mam, kiedy oglądam film aktorski z dubbingiem. Animacje rządzą się jednak innymi prawami, dlatego nie będę się o to czepiała.

Tak wygląda rozkład seansów Pacific Rim: Rebelia w Cinema City w Toruniu
Tak wygląda rozkład seansów Pacific Rim: Rebelia w Cinema City w Toruniu

Problemów z wersją z dubbingiem w przypadku filmów aktorskich, jest co najmniej kilka. Przede wszystkim, chodzi o synchronizację. Tak, moi kochani, nie raz i nie dwa, cierpiałam kiedy patrzyłam na aktorów i widziałam (i słyszałam!) że dźwięk nie był w pełni zsynchronizowany z obrazem. Wiecie, jakie to jest upierdliwe? Nawet, jeśli film jest niezły, ma świetną fabułę i w ogóle och ach, to jak się na niego patrzy i siłą rzeczy widzi się takie kwiatki, to szlag człowieka chce trafić. Jeszcze pół biedy, kiedy oglądamy film i nie przywiązujemy wagi do detali. Ale jak zrecenzować produkcję, jak ocenić jej każdy aspekt w tym i grę aktorską, kiedy tak naprawdę nie można jej ocenić? Gra, to nie tylko mimika czy zachowanie, ale przede wszystkim sposób wypowiadania kwestii. Co więcej: język też ma tutaj znaczenie. Umówmy się, tłumaczenia są i lepsze i gorsze, wiadomo. Ale kiedy mamy możliwość usłyszeć, jak dany dialog brzmi w oryginale, to nawet jeśli tłumaczenie jest złe, to i tak jesteśmy w stanie zrozumieć sens i załapać dowcip. W przypadku wersji z dubbingiem, taka możliwość zostaje nam zabrana.

Kolejną kwestią, związaną z wypuszczeniem filmów tylko i wyłącznie w wersji z dubbingiem (lub napisami, ale do formatu 3D) są kwestie zdrowotne. Chodzi mi o to, że znam osoby, które właśnie ze względów zdrowotnych, nie mogą oglądać filmów w formacie 3D. Okulary, wada wzroku…Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Pomijam też kwestię tego, że jeśli nie jest to IMAX, to ten format 3D nie jest jakiejś super jakości. Co więcej, są też osoby, które po prostu niedosłyszą. W związku z tym, dla nich wersja z napisami jest jak zbawienie. Co im po dubbingu, kiedy co kilka chwil będą musiały (o ile będą miały kogo) zapytać, co dana postać właśnie powiedziała? Przyjemność z oglądania takiego seansu jest co najmniej wątpliwa.

No dobrze, ale co z filmami familijnymi? To jest taki specyficzny twór, na który w dużej mierze chodzą rodzice ze swoimi pociechami. Starczy wspomnieć tutaj chociażby takie produkcje jak Szajbus i pingwiny, czy Był sobie pies. Oba te filmy, wypuszczone zostały tylko i wyłącznie w wersji z dubbingiem. I okej, nie skakałam z tego powodu pod niebiosa, ale byłam w stanie zrozumieć taką decyzję dystrybutora. Dorosły, bez problemu napisy przeczyta, ale takie kilkuletnie dziecko już może mieć z tym problem. Dlatego też, jestem w stanie przymknąć oko na filmy familijne wypuszczane tylko i wyłącznie z dubbingiem. To taki mój wyjątek, od reguły, że dubbing w filmach aktorskich nie jest dobry.

Zdjęcie użytkownika Radosław Pisula.
Rozkład seansów Pacific Rim: Rebelia w Multikinie. Jak widać wersji napisy 2D brak i tutaj. Źródło: Sfilmofani

Powiedzmy, że mamy sukces i dystrybutor, w całej swej łaskawości, obdarował nas dwoma formatami: 2D napisy i 2D dubbing. Wydawać by się mogło, że powinniśmy teraz skakać z radości i ochoczo kupować bilety na seanse. Tak się jednak nie dzieje, a to za sprawą ogromnych dysproporcji związanych z rozłożeniem takich seansów. Rzucam tutaj przykład z głowy, ale niech to będą trzy seanse z napisami: o 12, 15 i 18 oraz pięć z dubbingiem: o 10, 12, 14, 16 i 20. Widzicie to, prawda? Do 18, w dzień powszedni, bardzo wiele osób jest w pracy lub właśnie z niej wraca. Zakładamy, że taka osoba nie ma karty Unlimited, czy jakiejkolwiek innej. Wybierze ona zatem seans, dajmy na to w środę, kiedy bilety są najtańsze. W weekend przebitka cen jest straszna, więc szanse na to, że taka osoba zdecyduje się na wyjście w sobotę czy niedzielę do kina, jest mała. Albo dobrze, niech będzie: średnia. Rozkład seansów wersji dubbing i napisy, jest nierzadko bardzo, nazwijmy to, niesprawiedliwy.

Przeglądałam Internet, żeby dowiedzieć się, czy tylko ja mam problem z wersją Pacific Rim, która będzie dostępna w większości kin. Jak się okazuje, nie tylko ja, ale co ciekawe, pojawiły się też głosy podejmujące argument, że męczą się one po „30 minutach czytania napisów i wersja z dubbingiem jest spoko”. No dobra, niech będzie, nie każdy musi lubić napisy. Problem jest jednak innego rodzaju. Absolutnie jestem świadoma tego, że ludzie mają problem z czytaniem. Nie chodzi mi tylko o napisy do filmów, ale ogólnie. Czytelnictwo leży i kwiczy. A w związku z tym, pojawiają się problemy związane ze skupieniem uwagi na filmie. Tak moi drodzy. Kiedy bezmyślnie gapimy się w ekran, to tak naprawdę nie jesteśmy chyba w stanie do końca świadomie obejrzeć czegokolwiek. Skupienie na fabule i akcji jest kluczową kwestią, kiedy oglądamy film. Osoba, która pisze, że po 30 minutach męczy ją czytanie napisów, ma problem nie z samymi napisami w filmie, ale z czytaniem w ogóle i z koncentracją przy okazji też. Ja nie osądzam, nie oceniam, ale zwracam uwagę. Bo oczywiście, że prościej jest powiedzieć, że coś nas męczy „bo tak” i nie wnikać w źródło takiego czy innego problemu. Sęk w tym, że w takim przypadku, problem niemalże zawsze istnieje.

IMAX ostatnią deską ratunku…Powiedzmy.

Celowo nie rzucam tutaj nazwami polskich dystrybutorów, bo przecież nie o to chodzi. Problem, owszem, leży po ich stronie, natomiast obarczanie winą tylko jednego z nich ( tego samego co zajął się dystrybucją Jumanji) było by co najmniej niepotrzebne. Moim celem nie było napisanie tekstu, który uderzyłby w konkretnego dystrybutora, chociaż z pewnością wiele osób tak pomyśli, kiedy zobaczy tytuł wpisu. Bardziej chciałam się skupić na tym, że kwestia wersji kinowych filmów jest bardzo ważna i nadal nie udało się wypracować odpowiedniego balansu w przypadku (najczęściej) głośnych premier. To nie jest też tak, że ja jestem zwolenniczką całkowitego wyeliminowania filmów z dubbingiem. To ostatnia rzecz, której mogłabym się domagać. Pomijam już fakt, że wyszłabym wtedy na hipokrytkę. Z dystrybucją powinno być trochę tak, jak z podejściem do drugiego człowieka: powinna być tolerancja, wolność wyboru. W tej chwili, siłą rzeczy, mamy przypadki dyskryminacji. Absolutnie jednak nie chodzi mi o to, aby w jakikolwiek sposób namawiać kogokolwiek do tego, aby oglądał jedyną słuszną wersję filmu, czyli 2D napisy. Może ktoś woli 3D? Może ktoś lubi dubbing? Miejmy, do cholery, wybór w tej kwestii! Kino ma nam dostarczyć rozrywki, ma nas bawić i co najważniejsze: sprawiać, że będziemy czerpali prawdziwą przyjemność z seansu, choćby i miałby to być seans Nowego oblicza Greya, czy Botoksu. Lubisz takie filmy – masz do tego prawo. Tak samo: Lubisz wersję z dubbingiem – w porządku. Lubisz 3D – nie ma problemu. Wolisz wersję z napisami 2D – taka też jest dostępna. O taką rzeczywistość walczę. I mam tylko nadzieję, że nie jestem jedyna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!