Hollywood w Polsce czyli o Najlepszym słów kilka

Kiedyś powiedziałam, że jestem bardzo prostym kinomaniakiem. Dajcie mi porządny scenariusz, dobrze zagrane role i ciekawą reżyserię, a jestem kupiona. Na Festiwalu Filmowym w Gdyni nie planowałam w ogóle seansu filmu Najlepszy. Jakoś tak…No plakat nie taki i, że o sporcie. No, nie zainteresował mnie. Jednakże w momencie, kiedy zaczynałam słyszeć coraz to bardziej pochlebne opinie na temat najnowszej produkcji Palkowskiego, postanowiłam zaryzykować. Ja wiem, że to bardzo słabe, iść na film, bo polecają, ale mając do wyboru mnóstwo innych seansów, wybór wcale nie wydawał się taki oczywisty. I wiecie co? Dobrze jest czasem posłuchać tego, co mówią w kuluarach. Bo czasem, nawet jeśli wcześniej się tego nie planowało, można trafić na świetny film.

Umówmy się, Palkowski nie odkrywa Ameryki. Lepiej, wykorzystuje wszystkie te schematy, które w szeroko rozumianej kinematografii, są już bardzo ograne i my je bardzo dobrze znamy. Kluczem, jeśli chodzi o sukces filmu Najlepszy, jest realizacja. Bo nie sztuką jest wziąć na warsztat coś, co wszyscy znają i co w gruncie rzeczy jest już bardzo wtórne. Kluczem jest dać temu czemuś nowe życie, a to Palkowskiemu wyszło.

Najlepszy jest produkcją, której scenariusz napisał się w zasadzie sam. Palkowski po prostu wiedział, gdzie szukać. Historia Jerzego Górskiego, bo to on jest głównym bohaterem filmu, jest znana niemalże na całym świecie. Co ciekawe, w Polsce niekoniecznie. To człowiek, który będąc właściwie cieniem samego siebie, będąc okrutnie zniszczonym przez nałóg, wyszedł z niego, a w swego rodzaju bonusie, dokonał wielkich rzeczy. To sportowiec, któremu nikt nie dawał najmniejszych szans na osiągnięcie czegokolwiek, w jakichkolwiek zawodach, nie wspominając już nawet o owianym sławą Iron Manie. W największym skrócie to jest to, o czym opowiada film. Oczywiście dodatkowo są jeszcze inne wątki, ale po co komu to zdradzać, skoro film jest doskonały i spoilery są niekoniecznie potrzebne?

Schemat od zera do bohatera, to coś, co Hollywood bardzo lubi. Wykorzystany chociażby w kultowym już Foreście Gumpie, czy w późniejszym Slumdogu, pokazał, że tego typu filmy się podobają. No i nie ma się co dziwić, bo każdy kto ogląda taką historię, prędzej czy później, zaczyna bohaterowi kibicować. W moim odczuciu, nie ma chyba nic gorszego niż bohater, którego losy są ci tak bardzo obojętne, że bardziej się nie da. Tego typu sytuacji, nie uświadczymy w najnowszej produkcji Palkowskiego. Bohaterowie w żadnym stopniu nie są nam obojętni, a dodatkowo, postać Jerzego Górskiego już od samego początku nie ma lekko. Co prawda historia jest z pewnością nieco przejaskrawiona, ale nie wpływa to niekorzystnie na całość produkcji. Każda postać, która w filmie się pojawia, jest jakaś. Kibicujemy im, sympatyzujemy z nimi lub nie. Budzą w nas emocje. A to, moim zdaniem, jest lwią częścią sukcesu danej produkcji.

Palkowski już w „Bogach” pokazał, że historie dotyczące prawdziwych osób i wydarzeń to nie jest dla niego jakieś rocket science, jeśli chodzi o realizację. Sam fakt tego, jak dobrze został przyjęty film o Relidze już o tym świadczy. Owszem, niebagatelną rolę odegrało tutaj obsadzenie w roli tytułowej Tomasza Kota i w przypadku Najlepszego, także główna rola nie jest bez znaczenia. Jakub Gierszał, bo to on wciela się w rolę Jerzego Górskiego, wspina się tutaj na naprawdę spore wyżyny aktorskie. Już pomijam fakt kapitalnej charakteryzacji. Sylwetka naszego bohatera na przestrzeni całego filmu diametralnie się zmienia. A tego już charakteryzacją nie zrobimy. Zakładam zatem, że rola Gierszała była nie tylko trudna, ze względu na scenariusz, ale też właśnie ze względu na aspekty dotyczące tego, co aktor musiał do danej roli zrobić. Słyszymy nie raz i nie dwa, że taki a taki aktor schudł ileś tam kilogramów, czy też – chociażby w przypadku Rene Zellweger – przytył do roli. Niezależnie od tego, czy rola była udana, czy nie, ten wysiłek także należy docenić. Ja w ogóle uważam, że Gierszał ma bardzo dobry rok za sobą. Chociażby właśnie dzięki swojej kreacji w Najlepszym czy Beyond Words. Obie role niezwykle wymagające i obie na najwyższym poziomie aktorskim.

Dużym zaskoczeniem, jeśli chodzi o obsadę aktorską, jest pierwszoplanowa rola żeńska. Wcielająca się w postać Ewy Kamila Kamińska, to tegoroczna perełka jeśli chodzi o kreacje kobiece na dużym ekranie. Nagroda przyznana na Festiwalu w Gdyni, za debiut aktorski w kategorii najlepsza rola żeńska jest jak najbardziej uzasadniona. To, jaką fajną chemię złapała ona z Gierszałem, sprawia, że wątek tych dwojga staje się jeszcze bardziej prawdziwy. To jest tak dobrze zagrane, nie przesadzone ani nie przestylizowane. No w punkt po prostu. I co ważne – choć to już nie jest do końca zasługa samego w sobie aktorstwa – dialogi pomiędzy tą dwójką bohaterów wypadają bardzo, ale to bardzo naturalnie. W historii, której punktem wyjścia są prawdziwe wydarzenia, ta autentyczność będzie odgrywała zawsze kluczową rolę.

Tegoroczne polskie produkcje, przynajmniej te, które mogą pretendować do jakichkolwiek nagród, mają jeden wspólny element – Arkadiusza Jakubika. Ja już właściwie przestałam liczyć, w ilu filmach on zagrał jeśli mowa o tym roku ( i zeszłym w sumie też). I broń cię filmowy bożku, że ja to mówię w kategorii negatywnej. Jakubik, niemalże w każdej produkcji ( na „Ach śpij kochanie, spuśćmy zasłonę milczenia), jest doskonały. I co najlepsze, wcale nie musi mieć roli pierwszoplanowej, czy nawet drugoplanowej. On czego by nie dostał, i tak zagra to świetnie. Najlepszy jest także przykładem tego, że nawet rola poboczna, która nie do końca jest kluczowa dla fabuły, w wykonaniu Jakubika jest wisienką na całkiem smacznym torcie. Podobnie zresztą rzecz się ma, jeśli mowa o Tomaszu Kocie. Jak widać, Palkowski bardzo dobrze dobiera sobie aktorów do współpracy. I oby czynił tak dalej.

Technicznie, Najlepszy także jest swego rodzaju arcydziełem. Montaż, muzyka czy chociażby praca kamery – to wszystko doskonale w tym filmie działa. Momentami jest nieco przekombinowany (jak zobaczycie, to będziecie wiedzieli, o czym dokładnie mówię), ale to nie rzutuje jakość szczególnie na ocenę całości. Fajne jest też to, że w zasadzie każda relacja, a tych relacji pomiędzy bohaterami trochę w filmie jest, wybrzmiała od A do Z. Nie mamy tutaj jakichś dziwnych i niczym nie uzasadnionych przeskoków czasowych, czy montażu, który nijak będzie się miał do całości. Jeśli pojawiają się retrospekcje, to też są one bardzo wyraźnie zaznaczone. W efekcie, widz nie jest w stanie się w żaden sposób pogubić w oglądanej historii.

Najlepszy Łukasza Palkowskiego, to bardzo Hollywoodzki film, który miał całkiem spore szanse na to, aby zwyczajnie się nie udać. Bo wszystkie elementy składowe, są wtórne, bo historia w gruncie rzeczy prosta jak budowa cepa. Bo my to już wszystko dobrze znamy. Sztuką jest jednak pokazać coś, co znamy w nowy, ciekawy sposób. Albo może nie tyle w nowy, co po prostu ciekawy. Najlepszy „zgarnął” nagrodę publiczności zarówno na Festiwalu w Gdyni, jak i na Tofifeście w Toruniu. Nagroda publiczności to nie jest byle jaka nagroda. To znak, że film trafia do szerokiego grona odbiorców, że się podoba – z takich czy innych względów. Palkowski swoim ostatnim filmem, po raz kolejny udowadnia, że da się zrobić film w gruncie rzeczy komercyjny, na bardzo wysokim poziomie. Pokazuje, że kino rozrywkowe, może być porządnie nakręcone i zagrane. I, że nie musi być za wszelką cenę komedią. Że da się zrobić dramat w taki sposób, aby autentycznie mógł się podobać i nie był przy okazji filmem „trudnym” czy „ciężkim”. Najlepszy ma w sobie bowiem wszystkiego po trochu: dramatu, komedii, czy kina akcji. Jednakże każdy z tych elementów, został dodany z ogromną rozwagą i pomysłem. I jeśli kino rozrywkowe może być właśnie takie, to nie pozostaje nam nic innego, tylko cieszyć się z tego faktu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!