Muzyka łagodzi obyczaje, także te w pracy

Dzisiejszy wpis będzie bardzo luźny. Miał być co prawda drugi odcinek Tarantino do kwadratu ale nie jestem w stanie napisać dziś niczego, co wiązałoby się z większym wysiłkiem umysłowym. Tak czuje się chyba człowiek, który jest zwyczajnie zmęczony. W każdym razie – ja się tak czuję. A w związku z tym, postanowiłam, że napiszę dziś o tym, czego słucham…W pracy. Jak pewnie większość z was wie, jestem copywriterem, a co za tym idzie, moja praca polega na pisaniu właśnie. Jestem jednak tym typem osoby, która kompletnie nie potrafi pracować w absolutnej ciszy, dlatego tez kiedy piszę teksty, słucham muzyki – oczywiście na słuchawkach, żeby nie przeszkadzać innym. Właśnie o tym będzie dzisiejszy wpis – czego słucha Piekielna w pracy. Temat bardzo luźny, wprost idealny na wpis weekendowy.

Zanim jednak przejdę do meritum sprawy, czyli przedstawienia wam moich ulubionych kawałków „pracowniczych”, pozwolę sobie napisać słów kilka o tym, w jaki sposób są one wybierane. Opcji jest kilka. Przede wszystkim – Deezer. Tak, często słucham muzyki za pośrednictwem tej właśnie platformy. W dużej mierze dlatego, ze jeśli chcę posłuchać konkretnego wykonawcy, czy gatunku, to wszystko mam w jednym miejscu. Zdecydowanie częściej jednak wyszukuję muzyki poprzez wpisanie konkretnego artysty, niż bardziej ogólnie – poprzez wpisanie stylu muzycznego.

Drugim źródłem moich, nazwijmy to inspiracji muzycznych, są wszelkiego rodzaju kawałki, które podsyłamy sobie w pracy za pośrednictwem maili. Wiadomo, ze przerwa od pracy być musi, choćby i krótka, stąd też często w wyniku naszych krótkich pogawędek, znajduję całkiem ciekawą muzykę, która w zasadzie zawsze jest idealna do pracy.

Po trzecie – Mój Mężczyzna. Bardzo często dostaję od niego wiadomości, które zawierają całkiem ciekawe piosenki. W zasadzie nigdy mi się jeszcze nie zdarzyło, abym dostała od niego coś, co kompletnie mi nie będzie odpowiadało. Zastanawiam się tylko, czy wynika to z tego, że słuchamy podobnej muzyki, czy po prostu tak dobrze się znamy. Jest też opcja, że obie odpowiedzi są poprawne.

Skoro już wiemy skąd czerpię inspiracje muzyczne do pracy, czas na to, aby je wam przedstawić. Zacznijmy zatem od tego rodzaju muzyki, którego słucham zdecydowanie najczęściej. Zdziwicie się pewnie bardzo, ale w pracy, kiedy piszę, najczęściej słucham muzyki filmowej. W tym przypadku jest jednak jeden warunek: nie mogą być to senne i delikatne ballady, ponieważ może się to skończyć tym, ze zwyczajnie zasnę. Zdecydowanie moim ulubionym kompozytorem, jeśli chodzi o muzykę filmową, jest Wojciech Kilar. Zaraz po nim, czyli na miejscu drugim, plasuje się Hans Zimmer. To w zasadzie dwóch moich ukochanych kompozytorów z których muzyką mam do czynienia praktycznie od dziecka. Jeśli chodzi o Wojciecha Kilara, zdecydowanym numerem jeden, na liście muzyki do pracy jest ścieżka dźwiękowa z filmu „Dracula”. Szczególnym sentymentem darzę ten kawałek:

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=-emLoSJXXZA]

W przypadku Hansa Zimmera, sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, ponieważ został on w moim przypadku z przysłowiowego „automatu” przypisany do „Króla Lwa”. Nie twierdzę przy tym, że jest to zła ścieżka dźwiękowa – wprost przeciwnie. Jednak muzyka z tego akurat filmu, średnio nadaje się do pracy, szczególnie, jeśli znasz piosenki i skupiasz się na nich bardziej, niż na tym, co aktualnie robisz. Znacznie lepiej sprawdza się w tym przypadku ścieżka dźwiękowa z „Mrocznego Rycerza” co to właśnie powstał. Uwielbiam ją w całości i ciężko jest mi wybrać jeden, jedyny kawałek. Myślę, że dobrze utworem, który w doskonały sposób oddaje cały charakter ścieżki dźwiękowej jest zdecydowanie ten:

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=vLqKSv1F42A]

Pisząc, nie ograniczam się jednak tylko do muzyki filmowej. Słucham w zasadzie wszystkiego, co mnie nie dekoncentruje i nie sprawia, ze bardziej zaczynam skupiać się na słowach piosenki, niż na tym, co piszę. W związku z powyższym, bardzo często sięgam do takich piosenek czy artystów, których znam i lubię. Jednym z nich jest bez wątpienia genialny i według mnie, wciąż żywy, David Bowie. W jego przypadku nie mam ulubionej piosenki – każda jest dla mnie w taki czy inny sposób wyjątkowa. Muszę jednak przyznać, że jego ostatni, wydany tuż przed śmiercią, album, jest naprawdę świetny i pisze się przy nim naprawdę rewelacyjnie. Tych, którzy jeszcze nie wiedzą, dlaczego ten album jest taki genialny, zapraszam  o, tutaj. A dla tych, co album znają, ten oto utwór:

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=MOGPDAFTLQY]

Muzyka do pracy, jak już wspomniałam wcześniej, nie może mnie usypiać. Stąd też, bardzo często sięgam po dobry pop, czy brzmienia elektroniczne. Śmiejcie się lub nie, ale swego czasu w zasadzie cały czas „wałkowałam” płytę „La Revolution sexuelle” Madoxa. Nie jest to może mój ulubiony artysta, aczkolwiek muzykę (przynajmniej na tej płycie) ma całkiem spoko. Jest przede wszystkim bardzo energetyczna, ma fajny rytm i pobudza do działania. Innymi słowy, spełnia absolutnie wszystkie kryteria idealnej muzyki dla copywritera. Jeśli chodzi o tę płytę, ukochałam sobie szczególnie ten kawałek:

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=Yyrm3PXG0eo]

No i ostatni wykonawca, bez którego moja playlista do pracy nie ma zupełnie racji bytu: Lindsay Stirling. Uwielbiam ją, po prostu. Tutaj nie ma żadnego sentymentu czy czegokolwiek innego. Lindsay jest po prostu idealna, a jej piosenki tak pozytywne i energetyzujące, że zwyczajnie nie ma dnia, abym nie przesłuchała choćby kilku. W tym przypadku, szczególnie ukochałam sobie muzykę z Zeldy.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=b3KUyPKbR7Q]

Przyznacie, że wybór muzyki „do pracy” jest dość…różnorodny. Zauważyliście też pewnie, ze zupełnie nie ma tu polskiej muzyki. To nie dlatego, ze jej nie lubię, czy coś. Po prostu słuchając polskiej muzyki, nie jestem w stanie skupić się na tym, co piszę, ponieważ skupiam się bardziej na słowach piosenek. W przypadku kompozycji pozbawionych wokalu, czy też utworów anglojęzycznych, odciągnięcie uwagi od słuchanego tekstu jest znacznie prostsze.

To tyle na dziś, ja uciekam pod kocyk i zakopuję się tam do niedzieli włącznie. Jestem absolutnie zmęczona, bo prawdę mówiąc, to był bardzo ciężki i pracowity tydzień. Jeśli macie ochotę, podzielcie się w komentarzach tym, czego Wy lubicie słuchać w czasie pracy – niekoniecznie tej zawodowej. Zawsze to szansa, na odkrycie ciekawej muzyki, a tej – przynajmniej w moim przypadku – nigdy dość!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!