Muminki się cieszą, kiedy zima nadchodzi

Jedną z moich ulubionych dobranocek były Muminki. Wysnuję tutaj dość śmiały wniosek, że nie nie tylko dla mnie ta dobranocka wiele znaczyła. Tym bardziej moje małe, czarne serduszko ucieszyło się na myśl, że do kin trafi pełnometrażowa animacja. Magiczna Zima Muminków może nie była tą produkcją, na którą czekałam z zapartym tchem, aczkolwiek chciałam ją obejrzeć. Nawet bardzo. Jakoś się jednak nie składało, w międzyczasie występowały różne zawirowania losu no i godziny seansów średnie. W końcu jednak zebrałam się w sobie i poszłam do kina. Nie oczekiwałam w zasadzie niczego, poza dużą dawką nostalgii. Dostałam znacznie więcej.

Zacznijmy od tego, do kogo skierowana jest animacja bo to, wbrew pozorom, bardzo ważna kwestia. Muminki, w odróżnieniu od animacji Disneya, skierowane są li i jedynie do widzów najmłodszych. Nie chodzi tu tylko o fabułę, ale też o formę, w jakiej jest ona podana. Animacja jest montowana tak, aby najmłodsi byli w stanie się w niej bez najmniejszego problemu połapać. Sam rytm animacji jest bardzo powolny, żeby nie powiedzieć statyczny. W tym przypadku, wybranie Piotra Fronczewskiego do roli narratora, okazało się strzałem w dziesiątkę. Co nie zmienia faktu, że całość jest bardzo przyjemna dla oka. Wynika to zapewne z tego,że powstała ona na bazie materiałów animacji stworzonej przez Se-ma-for, do których materiał źródłowy stanowiła książka „Opowiadania Muminków”. Oczywiście animacja została odpowiednio poprawiona, zrekonstruowana i dopasowana do odtwarzania w rozdzielczości 4k. Przyznam, że troszkę się bałam, jak to wyjdzie. No bo wiecie, w głowie miałam cały czas obraz tych dobranocek, które każdy wie, jak wyglądały. Na szczęście, pierwotny ich wygląd został zachowany, a poprawki i upgrade’y, które zostały zastosowane, nie wpływają negatywnie na ostateczny kształt kinowych Muminków.

Miałam pewien problem z jasnym określeniem tego, o czym właściwie opowiada bajka. I to nie dlatego, że fabuła była niespójna. Wydaje mi się, że sposób narracji był dla mnie za prosty. Niektóre rozwiązania wydawały się zbyt oczywiste, niektóre postaci zachowywały się bardzo klasycznie. To oczywiście jest umotywowane ich kanonicznością i tym, jak zostały stworzone. Nie bez znaczenia było tu też to – co będę podkreślała do znudzenia – do kogo animacja jest w pierwszej kolejności kierowana. Dlatego też zakładam, że moje problemy z fabułą wynikały z jej przewidywalności a także sporego uproszczenia. Niemniej, dla dzieci (nawet tych w wieku około 3 – 4lat) animacja jak najbardziej wskazana.

Historia oscyluje cały czas wokół tezy, że Muminki nie wiedzą, czym jest Gwiazdka. Wynika to oczywiście z faktu, że z reguły przesypiają całą zimę. Animacja zatem przyjmuje narrację, w której to młody widz, z Muminkami u boku, ma dowiedzieć się, na czym polega Gwiazdka. Pojawiają się najrozmaitsze teorie: że jedzenia trzeba dużo zrobić, że posprzątać. Filifionka z kolei najbardziej przejmuje się tym, że przyjdą goście i będzie ich dużo. Każdy z bohaterów mówi Muminkom to o Gwiazdce, co dla niego jest najbardziej charakterystyczne. I owszem, jest w tym wiele prawdy. Sens Gwiazdki a co za tym idzie, także spotkania Wigilijnego, objaśnia Muminkowi Too-Tiki. Jeśli w tej animacji jest jakaś postać, która skradła moje serducho, to jest to właśnie Too-Tiki. Cieszę się, że twórcy dali jej mimo wszystko dość istotną rolę w całej fabule. Pamiętam bowiem, że w animacjach dobranockowych nie zawsze takową miała. Dość, że kiedy opowiadałam o tej postaci Mojemu Mężczyźnie, nie miał zielonego pojęcia o kim mówię. A Muminki przecież zna. Too-Tiki jest głosem tradycji, głosem historii.

Nie można jednak mówić o Muminkach i pomijać Buki. To, za co jestem twórcom bardzo wdzięczna, to za zostawienie tej postaci taką, jaką wszyscy ją pamiętamy. Nie kombinowano tutaj za bardzo z jej „strasznością”. Buka jest w tej animacji przepiękna, a zarazem niesamowicie smutna. Pragnie ciepła, czego oczywiście nie może mieć. I wszyscy o tym dobrze wiemy. Natomiast, jeśli zestawimy to pragnienie z tematem, jaki podejmuje animacja, to…Radzę wyciągać chusteczki. Buka jest nam pokazana jako przeraźliwie smutna, samotna postać, której…Nikt nie kocha. W kontraście do tego, jak pozostali bohaterowie cieszą się i wspólnie przygotowują na nadejście Gwiazdki, pojawienie się Buki uderza nas ze zdwojoną siłą. I nie, wcale się jej nie boimy. Raczej współczujemy i to bardzo. Tak, miałam mokre oczy. Nie, nie wstydzę się tego.

Magiczna Zima Muminków to animacja bardzo różnorodna jeśli chodzi o postaci. Nie mogę zatem pominąć Paszczaka, który w połączeniu z dubbingiem Macieja Stuhra wypada doskonale. Neurotyczny, nieco zadufany w sobie, budzi naszą sympatię od pierwszego momentu. Od razu wiemy, jaka to postać: bawi, ale dla niektórych może wydawać się irytująca. Niemniej jednak sympatyzujemy z nim, czy to się nam podoba czy nie. Myślę też, że niemałą rolę jeśli chodzi o podejście widza do postaci Paszczaka, ma właśnie to, kto go dubbinguje.

Chciałam też napisać coś więcej o Małej Mi, ale chyba nie wymyślę nic mądrzejszego ponadto zdanie: Mała Mi jest dokładnie taka, jaką ją pamiętam: złośliwa, upierdliwa i irytująca jak zawsze. Niczego więcej po tej postaci nie oczekiwałam. I tak, to też można zaliczyć na plus.

Nie bez przyczyny opowiadam tutaj o tych wszystkich postaciach. Twórcy bowiem bardzo dobrze je ze sobą zestawili, ponieważ mają one sugerować…Rodzinę. Każdy jest inny, każdy ma zupełnie inną rolę, każdy też, zupełnie inaczej przeżywa Gwiazdkę. Niemniej jednak, w efekcie końcowym, wszyscy spotykają się przy wspólnym stole. Znikają uprzedzenia, sympatie i antypatie przestają mieć znaczenie, bo liczy się to, że jesteśmy razem. W tak cudownym i magicznym czasie, nie mają znaczenia spory, kłótnie czy nasze prywatne uprzedzenia. Dokładnie taki wydźwięk ma ta animacja. Uczy młodych widzów tego, o co najbardziej chodzi w spędzaniu Świąt: o rodzinę i przyjaciół. Choinka, jedzenie czy prezenty – choć też stanowią nieodłączne elementy Gwiazdki – nie są najważniejsze. Too-Tiki w rozmowie z Muminkiem zwraca mu uwagę na to, że rodzina, przyjaciele oraz…Pamięć o naszych przodkach jest dla nas w tym dniu najważniejsza.

Myślę sobie, że jeśli założymy, że animacja powstała z myślą o najmłodszych, to chyba nie mogła ona lepiej wypaść. Dorosły zaś, dostanie przeogromną dawkę nostalgii i wspomnień. Animacja co prawda pomału schodzi już z kinowych ekranów, niemniej na pewno pojawi się niebawem jej wydanie na Blu-Ray, czy DVD. Niewykluczone, że będzie ona też dostępna np. na vod. Jeśli tak się stanie, to bardzo proszę, obejrzyjcie ją. Albo jeśli grają ją u Was jeszcze w kinach – to serio, wybierzcie się. To niewymagający seans, który jednak sprawi, że na serduchu zrobi Wam się naprawdę ciepło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!