Młodzieżowe Słowo Roku, czyli PWN chciał dobrze, a wyszło jak zwykle.

Mamy to… Oh, wait. Nie mamy nic. Dziś ogłoszono wyniki plebiscytu na Młodzieżowe Słowo Roku 2020. Oczekiwania były ogromne, propozycji mnóstwo, a jeszcze więcej kontrowersji wokół całego plebiscytu. Nie ma się co oszukiwać, rok 2020 z pewnością nie będzie naszym ulubionym rokiem, bo – poprawcie mnie, jeśli nie mam racji – ale czy przyniósł coś dobrego? Pożar Biebrzy, epidemia COVID, wybory prezydenckie, które się nie odbyły, wybory, które się odbyły, ale nie powinny, Strajk Kobiet, ustawa covidowa, która najpierw zaginęła, potem się niby znalazła, ale nadal nikt nie wie, co w niej jest…Ja to piszę tak nie do końca na poważnie, ale przyznajcie, że fuck upów to ten rok ZOZO to nam dostarcza, jak żaden inny. Liczyłam po cichu na to, że chociaż coś się uda w tym roku i, że dostaniemy przynajmniej fajne, a nawet jeśli nie tyle fajne, co przynajmniej w pełni obrazujące ten rok słowo. No jak się okazało, nawet i na tym polu nie było szans na powodzenie.

Plebiscyt organizowany przez PWN odbywa się co roku, od 4 lat. Nie zawsze zgadzałam się z wyborem internautów, ale ten wybór zawsze jakiś był. Alternatywka z zeszłego roku, XD czy dzban – no, umówmy się, to nie są jakieś super wybitnie mądre słowa, ale są to słowa, które definiują to, że język żyje i jest bardzo elastyczny. Nie jest żadną tajemnicą, że to, jak i co mówimy, jest w pewien sposób definiowane przez to, w jakich czasach żyjemy. Stąd też, po cichu liczyłam na to, że plebiscyt Młodzieżowe Słowo Roku 2020 będzie też takim komentarzem do tego, co się w tym roku wydarzyło. Bo przecież słowa określają rzeczywistość, prawda?

Jak się okazuje, nie do końca. Zaczęło się od tego, że w obliczu licznych protestów kobiet, które wywołało orzeczenie TK, najczęściej wpisywanym słowem do plebiscytu było “wypierdalać”. No, nie ma się co dziwić. Definicja tego słowa istnieje, jest wulgaryzmem, ale nadal – jest słowem, które funkcjonuje w naszym języku. I jest coraz bardziej popularne. Co ciekawe, jego popularność nie wzięła się z tego, że nasz naród stał się bardziej wulgarny. Naród się zdenerwował, targają nim silne emocje, wzburzenie. I jako osoba, która z językiem ma do czynienia na co dzień, absolutnie to rozumiem. Bo jeśli jesteśmy wkurwieni, to nie będziemy mówić grzecznie, tylko damy wyraz naszemu wzburzeniu i pokażemy emocje. Bo zastanówcie się: ktoś zabiera Wam podstawowe prawa, które w ogóle nie powinny podlegać dyskusji, a Wy mówicie: Proszę pana, proszę mi nie zabierać mojej wolności, bo to niezgodne z prawem i ja bym jednak chciał/a je zachować. Bardzo proszę. No przecież to brzmi kuriozalnie! Ale słowo “wypierdalać” zostało zdyskwalifikowane, bo jest wulgaryzmem, a plebiscyt ma swój regulamin. W porządku, mamy kolejne słowo: sasinić.

Chyba każdy w naszym kraju wie, z kim i z czym to słowo powiązać. Tym bardziej nie dziwi mnie to, że było to jedno ze zdyskwalifikowanych słów, które znalazły się w pierwszej piątce. Dyskwalifikacja nastąpiła jednak z zupełnie innych powodów, a mianowicie – chodziło o nazwisko posła, od którego ten czasownik został utworzony, a według regulaminu plebiscytu, takich słów też nie można zgłaszać. W zasadzie nie wiem, dlaczego. Kapituła uzasadniła to tym, że słowo to kojarzone jest negatywnie z daną osobą, a co za tym idzie – może podżegać do nienawiści. Albo coś w tym stylu. W porządku, nie kupuję tego uzasadnienia do końca, ale jest zgodne z regulaminem.

Kolejnym słowem, które zostało zdyskwalifikowane, było słowo julka/Julka. Tutaj jednak zastosowanie ma ten sam punkt regulaminu, który zastosowano w przypadku słowa sasinić. Co ciekawe, julka/Julka nie była jedynym słowem, które zostało zdyskwalifikowane z tego powodu. Dostało się także swego czasu p0lce, Januszowi, Grażynie, horej curce i tym podobnym. Ale nadal, mamy tutaj sytuację, w której słowa są dyskwalifikowane, bo nie spełniają wymogów regulaminu.

Nie będę pisała o wyrażeniu, że należy ***** ***, bo tu zastosowanie miał punkt regulaminu, który mówił o propagowaniu nienawiści.

Internauci jednak nie są głupi i wymyślili kolejne słowo, a było to spewuenić . No i tutaj zaczynają się schody, bo żaden z punktów regulaminu, które miały zastosowanie w poprzednich przykładach, w tym przypadku, nie miał zastosowania. Co dokładnie oznacza ten czasownik? Według definicji, która znajduje się na stronie PWN, brzmi ona tak: czasownik pochodzący od nazwy instytucji organizującej plebiscyt, wyrażający sprzeciw uczestników wobec decyzji jury. Ani to wulgaryzm, ani słowo propagujące nienawiść. Nie jest też słowem utworzonym od nazwiska. A mimo to, nie zostało dopuszczone do plebiscytu. 

Nie piszę o tych przykładach bez przyczyny. O ile przestrzeganie regulaminu jest ważne, o tyle decyzje jury, które nie do końca są z nim zgodne, są czymś, wobec czego nie mogę przejść obojętnie.

Rozumiem, że PWN nie chciało przyczynić się do tworzenia kolejnych wojen i wojenek i chciało, aby słowo, które wygra, było możliwie neutralne. Sęk w tym, że w zasadzie każde słowo, którego używamy, ma znaczenie. Ma swoją definicję w SJP, a to znaczy, że ma funkcję. Słowa obrazują nie tylko rzeczy, ale też służą do opisywania emocji. Jak czytamy w uzasadnieniu i podsumowaniu plebiscytu na stronie PWN: Młodzieżowa mowa nie jest nastawiona na przekaz informacji, tylko ocenia rzeczywistość i eksploduje ekspresją. W tegorocznym konkursie emocji jest sporo: i pozytywno-żartobliwych, wyrażanych zdrobniałą formą słowotwórczą, np. maśniutko, sztywniutko, jazdunia, i prześmiewczo-napastliwych. Tych ostatnich jest, niestety, więcej, co pokazuje, że także na młodych ludzi ma wpływ wysoka temperatura naszego życia społecznego.

To wszystko prawda. Młodzież zawsze żywo i emocjonalnie reagowała na to, co się dzieje – niezależnie od tego, czy były to reakcje pozytywne, czy negatywne. Młodzież, jak chyba żadna inna grupa społeczna, potrafi też celnie opisywać to, co się dzieje, a teraz, dochodzimy do sytuacji, w której ten głos zostaje im odebrany. Jak bowiem inaczej nazwać sytuację, w której słowa, które zdaniem młodzieży trafnie i celnie opisują otaczającą nas rzeczywistość, nie zostają dopuszczone do konkursu? To tak, jakby zwyczajnie zabrać im prawo głosu.

 

Propozycji, które były ciekawe i miały spore szanse wygrać plebiscyt na Młodzieżowe Słowo Roku, było bardzo dużo – wpłynęło około 194 000 zgłoszeń. Kapituła jednak postanowiła, że nie przyzna tytułu, ale za to przyzna wyróżnienie dla słowa tozależyzm. No cóż, słowo bardzo na czasie, często używane, a zarazem ciekawe, jeśli chodzi o jego konstrukcję. Tylko co z tego, skoro nie dostało należnego – moim zdaniem – tytułu?

Rozmawiałam dziś z kilkoma osobami o tym nieszczęsnym plebiscycie i zdania mieliśmy podzielone. Słyszałam, że może kapituła nie jest jeszcze gotowa na zmianę, jeśli chodzi o słowa opisujące rzeczywistość. Słyszałam, że takie potraktowanie tematu miało zapobiegać tworzeniu się jeszcze większych podziałów w naszym społeczeństwie. Słyszałam, że może to i lepiej, bo to taki złoty środek. Ale usłyszałam też jeszcze coś, z czym w zasadzie się zgadzam: Ten plebiscyt, to kolejne wybory, które się nie odbyły. Po prostu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!