Kiedy Max poznał Mary, czyli o najlepszej animacji dla dorosłych

 

Mary – 8- letnia dziewczynka z Australii, która nie ma najweselszego życia na świecie. Jej mama ma duży problem z alkoholem, tata praktycznie w ogóle nie bierze udziału w życiu rodziny. Mary chciałaby mieć rodzeństwo, z którym mogłaby się bawić, ale dowiedziała się, że była wypadkiem. Od mamy się dowiedziała. No, a wypadki są straszne, więc Mary już nie chce rodzeństwa. Bawi się sama lub ze swoim kogutem.

Mary nie ma przyjaciół – przynajmniej tych prawdziwych, żywych. W dużej mierze, jej życie polega na wyobrażaniu sobie różnych rzeczy i zadawaniu pytań, na które nie za bardzo ma jej kto odpowiedzieć. Nie za bardzo też są chętni do odpowiedzi na pytania. W związku z tym, Mary sobie próbuje sama odpowiadać na różne pytania. Lepiej lub gorzej.

Mary bardzo często chodzi z mamą na zakupy. I na pocztę. Mama Mary, dużo rzeczy pożycza. A przynajmniej tak wyjaśnia Mary to, że czasem chowa rzeczy pod sukienkę. Mary nie rozumie, ale też nie pyta.

W czasie jednej z wizyt na poczcie, Mary znajduje ogromną książkę z adresami. Postanawia wylosować jednego człowieka z Ameryki i napisać do niego list. Wybór pada na Maxa.

Max ma 44 lata i mieszka sam. Nie ma żony ani rodziców. Nie ma też żadnego przyjaciela, poza wyimaginowanym, z którym pan doktor zabronił mu się bawić. Max lubi słodycze – zupełnie jak Mary. I uwielbia oglądać Nobletów – też tak, jak Mary. Kiedy dostaje list od dziewczynki, nie wie, jak sobie z tym poradzić. Max nie rozumie emocji. Nie rozumie ludzi. Max cierpi na Zespół Aspergera.

Celowo pisałam ten wstęp w taki sposób. Chodziło mi oddanie prostoty animacji oraz problematyki, którą porusza. Mary i Max, to absolutnie nie jest bajka dla dzieci. Ba! Nawet nie jest to bajka dla starszych dzieci. To animacja skierowana do dorosłych, bądź starszej młodzieży. Jest niesamowicie przygnębiająca, ale w tym przygnębieniu – piękna.

Tak naprawdę, mamy do czynienia z powieścią w listach – oczywiście, gdyby dało się ją przełożyć na literaturę. Narracja w animacji jest bowiem w 80% oparta na treści listów, które nasi bohaterowie sobie wysyłają. Nie są to jednak zwykłe listy. Są bardzo intymne, bardzo proste a przy tym – niesamowicie trudne do zrozumienia dla obu stron. Zabieg twórców jak najbardziej celowy i – w mojej opinii, bardzo dobrze rozegrany. Bo jak, bez większego patosu czy skomplikowanych metafor, pokazać problemy, które mogą dotknąć każdego z nas? Ano, najlepiej obrać odpowiednią perspektywę: W tym przypadku jest to punkt widzenia dziecka i dorosłego, który postrzega świat, jak dziecko. Widzimy zatem wyraźny kontrast pomiędzy naszymi bohaterami, ale też – paradoksalnie – jest w tym wszystkim bardzo dużo punktów zbieżnych.

Spójność opowieści, podkreśla styl animacji. Mamy do czynienia z bardzo turpistycznym stylem, pozbawionym szerokiej palety kolorów. Obrazy są w szarościach i brązach, jedynie kolor czerwony jest podkreślany. Mamy wrażenie – i to całkiem słuszne – że świat przedstawiony nie jest piękny. Co więcej, nasi bohaterowie, także nie wyglądają „ładnie”. Mają zdeformowane nosy, uszy, są nieproporcjonalni. Innymi słowy – daleko im do ideału.

Historia opowiadana w animacji Mary i Max, jest prosta, choć pod płaszczykiem tej prostoty, porusza ona bardzo trudne, niekoniecznie przyjemne i radosne, sprawy. Co więcej – sprawy, które tak naprawdę mogą dotknąć każdego z nas. Chyba właśnie dlatego, w moim mniemaniu, jest to obecnie najlepsza animacja pełnometrażowa dla dorosłych, którą widziałam – a widziałam sporo.

Przede wszystkim, mamy tutaj problem związany z depresją i to w przypadku dziecka. Mało tego, Mary boryka się z bardzo niską samooceną. Oczywiście problemy te nie są w żaden sposób rozwiązywane przez jej rodziców, ba! Nie są nawet tak naprawdę zauważane. To, że Mary się nie uśmiecha, czy że „jest inna”, jest traktowane jako… Coś złego, niepoprawnego. Jako coś, co sprawia, że Mary zwyczajnie może poczuć się gorsza, mimo że tak naprawdę w żadnym wypadku nie powinna. Pokazane jest to znowu – za pomocą niesamowicie prostych dialogów czy scen, które z całą pewnością mogłyby się przydarzyć w realnym życiu. Brak tutaj odrealnienia – twórcy doskonale wiedzą, o czym mówią i co więcej – mówią tak, że nie sposób tego nie zrozumieć. Co więcej, w sytuacji, kiedy w tekście kultury jest coś mówione dosłownie, może w widzu obudzić się poczucie, że po prostu jest brany za idiotę. Tutaj absolutnie nie mamy takiego problemu. Widz jest w tym przypadku bardziej obserwatorem.

Drugim problemem, który twórcy podejmują w animacji, jest Zespół Aspergera i to, jak on działa na człowieka. Ze schorzeniem tym boryka się Max, ale co ciekawe – i też znamienne – choroba ta zostaje u niego zdiagnozowana gdzieś mniej więcej w połowie filmu. Od początku jednak bardzo wyraźnie widać, że Max „ma jakąś dysfunkcję”. Kiedy oglądałam tę animację, podejrzewałam autyzm. Jak się jednak okazało, wcale nie tak bardzo się pomyliłam. Zespół Aspergera jest bowiem schorzeniem bardzo zbliżonym do autyzmu. Osoby takie mają bardzo duży problem ze zrozumieniem świata zewnętrznego i ludzi. W efekcie, bardzo często zamykają się w swoim mikrokosmosie i tam egzystują. Muszą mieć stały rytm dnia, są przyzwyczajone do konkretnych rzeczy. Co ciekawe, osoby takie są z reguły bardzo uzdolnione matematycznie – co także zostało pokazane na przykładzie naszego bohatera. O ile ma on bardzo, ale to bardzo duży problem z okazywaniem i rozumieniem uczuć, o tyle zupełnie nie ma problemu np. z ułożeniem w dosłownie kilka chwil kostki Rubika.

Depresja, niska samoocena jak również schorzenie, którym jest Zespół Aspergera, to nie jedyne problemy, które twórcy animacji Mary i Max biorą na warsztat. Bardzo dużą rolę, szczególnie w punkcie kulminacyjnym animacji, odgrywa problem outingu.

Być może nie wszyscy wiecie, czym dokładnie jest outing. Najprościej rzecz ujmując, jest to publiczne informowanie innych osób o inności konkretnej osoby, przy założeniu, że ta osoba sobie tego nie życzy. Dotyczy to tak samo orientacji seksualnej, jak również schorzeń czy dysfunkcji, z którymi owa osoba się boryka. Ustalmy jedno: nikt nie ma prawa mówić publicznie o naszych problemach, o naszej inności, tak naprawdę o naszych prywatnych i bardzo intymnych sprawach, poza nami samymi. W animacji, wykorzystano motyw outingu w kontekście Zespołu Aspergera, którym dotknięty jest nasz bohater. Mary, choć kierują nią jak najbardziej szlachetne intencje, postanawia upublicznić problem Maxa. W efekcie, nasz bohater… No cóż, jeśli macie mniej więcej pojęcie jak funkcjonują osoby z Zespołem Aspergera, to możecie się domyślić, co się z nim dzieje.

Niezrozumienie drugiej strony, to także problem, który twórcy animacji podejmują. Wybrzmiewa on szczególnie w punkcie kulminacyjnym, kiedy Max zostaje postawiony przed faktem upublicznienia jego schorzenia. Ale nie tylko wtedy. Co ważne, to niezrozumienie przewija się przez całą animację i co jest najlepsze – nigdy nie wynika ono ze złych pobudek jednej bądź drugiej strony. Mamy do czynienia poniekąd z realizacją powiedzenia, które mówi: Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. W tym przypadku, jest to piekło które, całkiem niechcący, bohaterowie sprawiają sobie nawzajem.

Ostatnim, ale wcale nie najmniej istotnym problemem, który poruszony jest w Mary i Max, jest problem dotyczący akceptacji samego siebie i swoich niedoskonałości. Prawdę mówiąc, jest on poruszany przy okazji każdego z powyższych tematów, które twórcy podejmują. Co zresztą nie powinno nikogo dziwić, biorąc pod uwagę, jakie są to tematy. W animacji padają nawet zdania, które wypowiada Max: „Mary, jesteś niedoskonała. Ja też jestem niedoskonały. Nikt nie jest doskonały”. To znamienne, ponieważ akceptacja siebie i swoich słabości, jest najważniejsza do pokochania samego siebie. Ja wiem, to banał. Ale ten banał, czasem dobrze jest komuś powtórzyć. Czasem się przydaje i uwierzcie mi, wiem, co piszę.

W sumie, wszystkie problemy, które poruszają twórcy animacji – mimo że jej akcja rozgrywa się na przełomie lat 70 i końcówki 80 XX w. są niesamowicie aktualne. Co więcej – animacja ta powstała w roku 2009, a mamy obecnie rok 2020 i nadal te problemy są aktualne. Nie wiem do końca, czy to dobrze, że wciąż musimy o nich mówić. Z pewnością dobre jest to, że twórcy podjęli te tematy, ale w taki sposób, aby dotarły one do szerokiego grona odbiorców. I znowu mamy paradoks, bo dostępność tej animacji jest znikoma. Natomiast, jeśli dobrze poszukacie, to na pewno ją znajdziecie 😉

Będę bardzo zachęcać do obejrzenia Mary i Maxa, bo to, poza tym, że kawał porządnej animacji, bardzo ważny tekst kultury. Wykorzystuje specyficzną estetykę, dość ciekawą narrację oraz całkiem prostych bohaterów do tego, aby opowiadać o rzeczach niesamowicie poważnych i trudnych. Nietrudno się zatem domyślić, że wartość edukacyjna animacji, jest w tym przypadku gigantyczna. Jest tylko jedno ALE.

Animacja ta, ma tag „dla dzieci”. Nie wiem, który dzban to ustawiał, ale na pewno nie miał równo pod sufitem. W życiu, pod żadnym cholernym pozorem, nie pokazujcie tej „bajki” dzieciom, nawet tym starszym. Najbardziej kumaty 13-latek, może mieć spory problem z jej zrozumieniem, a co najważniejsze – animacja ta może wyrządzić mu więcej szkody w psychice, niż pożytku. Jestem zdania – może dość kontrowersyjnego – że tego typu film, powinien być przeznaczony dla dorosłych, ewentualnie dla młodzieży od 16 lat. Nie wcześniej. A w przypadku tej dolnej granicy, zalecałabym obecność dorosłego gdzieś obok. To nie tak, że uważam, że dzieci są głupie czy coś – jest wręcz przeciwnie. Ale to, jak bardzo ta animacja może się odbić na ich psychice jest bardzo niebezpieczne. Będziemy mieli wówczas do czynienia z tym, co spotkało bohaterów animacji – całkiem niechcący, przez niezrozumienie, wyrządzimy więcej szkody, niż pożytku.

Wszystkim dorosłym natomiast bardzo polecam. Nie polecam osobom, które nie są obecnie w najlepszej kondycji psychicznej i – trust me – wiem, co piszę. Ale jeśli czujecie się na siłach, macie ochotę na trudną, ale ważną animację, to Mary i Max są pozycją obowiązkową. U mnie, wskoczyła gdzieś tak na top 3 animacji, które widziałam, a mając taką konkurencję jak Księżniczka Mononoke czy Grobowiec Świetlików, nie było to łatwe zadanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!