Magiczny Toruń oczami Anety Jadowskiej, czyli o Szamańskim Bluesie słów kilka

Ostatnio na blogu pojawiały się rzeczy okołofilmowe i serialowe. Dziś, w końcu, po długich bojach, czas na literaturę. To nie tak, że czytam bo muszę. Czytam, bo chcę, aczkolwiek moja przygoda z Anetą Jadowską i jej heksalogią o Dorze Wilk miała swoje lepsze i gorsze momenty. W efekcie wlokła się ona niesamowicie. Dopiero z początkiem stycznia skończyłam czytać szósty tom Dory Wilk i ze spokojem sumienia, mogłam wziąć się za kolejną serię autorstwa toruńskiej pisarki, a mianowicie serię dotyczącą jednego z bohaterów heksalogii – Witkaca.

Szamański Blues, bo to o nim mowa, miał swoją premierę 15 stycznia bieżącego roku. Przyznam się bez bicia, że nie nastawiałam się zupełnie na nic, jeśli o tę książkę chodzi. Ostatnio takie podejście wychodzi mi na dobre, to też staram się go trzymać i być w tym konsekwentną.

Znając wszystkie tomy przygód Dory Wilk i wiedząc, z czym Jadowską się je, zabrałam się za Szamański Blues. To, co muszę powiedzieć o tej książce, to że jest to kawał dobrego i porządnego urban fantasy. Co więcej – daję kciuka w górę, bo naprawdę, naprawdę mi się ta książka podobała. A przyczyn jest wiele.

Zacznijmy jednak od początku. Przede wszystkim Szamański Blues pisany jest z perspektywy mężczyzny, a to jest nowość, jeśli chodzi o twórczość Anety Jadowskiej. Ok, przyznaję, nie czytałam Ropuszek i nie wiem, czy tam narratorem jest mężczyzna czy kobieta, ale w przypadku Dory Wilk mieliśmy narrację pierwszoosobową, kobiecą. Początkowo miałam pewne obawy co do tego typu narracji, jednakże Aneta pokazuje z każdą kolejną książką, że nie straszne jej wyzwania oraz, że jest zwyczajnie dobra w swoim fachu.

Poza tym to, co uderza czytelnika jeśli chodzi o Szamański Blues, to sposób konstruowania postaci. Oczywiście Witkaca znamy z przygód o Dorze, podobnie zresztą Katię – nekromantkę i przyjaciółkę Dory.  W powieści pojawiają się też nowe postaci, które nie raz i nie dwa wywołały u mnie salwy szczerego i perlistego śmiechu. Szczególną sympatią darzę pewne krnąbrne i bezczelne ptaszysko i mam wrażenie, że ten bohater jeszcze nieźle nawywija w kolejnych tomach przygód o szamanie z Torunia . Skoro o nim  mowa… Nie ulega wątpliwością, że pokochałam chudego i ogólnie wątłej budowy policjanta jeszcze „za czasów Dory”. To jest niezaprzeczalny fakt i z tym się nie kłócimy. Co więcej, pokochałam go jeszcze bardziej, kiedy okazało się, że jest szamanem. Ale po Szamańskim Bluesie, mój realny związek został dość mocno wystawiony na próbę. Jadowska doskonale oddała cały charakter głównego bohatera, pokazując nam go nie tylko jako wiecznie zamyślonego policjanta – szamana, ale tez jako osobę ciepłą, z poczuciem humoru i taką, która tez ma swoje słabości. Witkac jest w zasadzie taki jak my wszyscy, z tą różnicą…Że jest Szamanem. Szczegół drobny. Właśnie tą jego zwyczajność cenię sobie chyba najbardziej. Nie jest on, jak Dora, super ekstra niepokonany i nie zawsze ze wszystkim daje sobie rade sam. To jednak paradoksalnie nadaje mu jeszcze więcej autentyczności.

To, co też jest niewątpliwą zaletą książki to jej kompozycja. Nie chodzi mi tutaj o to, czy ma rozdziały czy nie. Szamański Blues jest klasycznym przykładem realizacji stwierdzenia „2 w 1”. tytuł książki jest pierwszą historią, która znajduje się w naszej książce, ale nie jedyną. Mniej więcej w połowie, okazuje się, że hurra, niespodzianka, mamy druga historię! O ile zazwyczaj tego typu zabiegi raczej mnie rażą niż wzbudzają zachwyt, o tyle tutaj wszystko ładnie ze sobą współgra. Te dwie historie w zgrabny sposób się ze sobą łączą, tworząc tym samym naprawdę ciekawą i spójną całość.

To, co niewątpliwie uderza w książkach Jadowskiej, to specyficzne poczucie humoru. To chyba ich najmocniejsza strona. Podobnie rzecz się ma w omawianym tutaj utworze. Pomijając już samą w sobie, bardzo wciągającą fabułę, mamy tu tez olbrzymią dawkę humoru. Na szarobure, zimowe popołudnia – lekarstwo idealne.

Już mam! 😊 #anetajadowska #witkac #szamańskiblues #premiera #styczeń #szamańskaseria #booksarecool #Reading

A photo posted by PiekielnaStronaPopkultury (@piekielnastrona) on

Nie chcę pisać o książce za dużo, co by nie kusiło mnie opowiadanie jej fabuły a tym samym odbieranie Wam przyjemności czytania. Powiem natomiast tylko tyle, że najnowszy cykl Anety Jadowskiej jest czymś odświeżającym. Czymś, co ma w sobie klimat noir i mi osobiście się ten klimat podoba, jak również podoba mi się to, ze większość wydarzeń dzieje się w świecie realnym, nie zaś tym magicznym. Lekturę zdecydowanie polecam, nawet tym, którzy fantastyki nie lubią, bądź nigdy nie mieli z nią po drodze. Co więcej, z czystym sumieniem stwierdzam, ze absolutnie nie trzeba znać poprzednich książek Anety, aby móc przeczytać Bluesa, co oczywiście działa na korzyść książki. Zatem, jeśli jesteście ciekawi tego, co przydarzyło się Witkacowi oraz jak w zasadzie wygląda jego życie, serdecznie polecam książkę. Może i dla Was, podobnie jak i dla mnie, Toruń stanie się miastem magicznym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!