Jo Nesbo i jego „Więcej krwi”, czyli dlaczego Laponia i renifery są super

Z Jo Nesbo pierwszy raz miałam do czynienia w…Ten weekend! To fascynujące, że tak długo się przede mną przysłowiowo uchował. Nigdy jakoś nie sięgałam po niego, bo albo a) sięgałam po Kinga albo b) po Kinga. Nesbo był dla mnie czymś absolutnie nieznanym. Nie do końca też wiedziałam czego się spodziewać po jego książkach. W końcu, w wyniku bardzo dobrych konotacji weekendowych, wzięłam do ręki (no ok, nie do końca, bo czytam na czytniku) „Więcej krwi”. W ten oto sposób weekend minął mi nie wiadomo kiedy.

Nie miałam bladego pojęcia, o czym jest Więcej krwi. Zrobiłam poniekąd mały eksperyment. Wiedziałam, że książka jest stosunkowo nowa, bo jej premiera miała miejsce w październiku. Wiedziałam też, że to kryminał i… Na tym moja wiedza dotycząca tej jednej, konkretnej książki się kończyła. Zatem zupełnie nie mając pojęcia, czy akurat ta podróż literacka będzie warta zachodu, zdecydowałam się w nią wyruszyć.

Nie pożałowałam. Już od samego początku jest dobrze. Pierwszoosobowa narracja, prowadzona w sposób zupełnie „normalny” sprawia, że zwyczajnie lubimy głównego bohatera. Tak zupełnie bezwarunkowo. Nie jest on żadnym ideałem – wprost przeciwnie. To człowiek bardzo mocno pogubiony życiowo, który zaczyna odczuwać dość dotkliwie skutki swoich złych decyzji. Nie wiemy, przynajmniej na początku, co się w zasadzie stało, że Ulf znalazł się w małej wiosce gdzieś hen, daleko na północy. Gwoli ścisłości to w Laponii.

Zasadniczo klimat opisany w książce, delikatnie rzecz ujmując, nie należy do najcieplejszych. I nie mówię tu tylko o aurze. Czytając „Więcej krwi”, mimo iż tak naprawdę nie wiemy co się stało i dlaczego nasz bohater musiał uciekać, czujemy naprawdę gęstą atmosferę. Z każdym kolejnym zdaniem, z każdą kolejną stroną, napięcie w nas wzrasta. Jednocześnie, to, że nie wiemy co się w zasadzie stało, nie jest w żaden sposób irytujące. Paradoksalnie wzbudza w nas to jeszcze większą ciekawość.IMG_9130

Książka Nesbo jest dobrym kryminałem – z tym faktem nie należy polemizować. Nie nazwałabym jej jednak tylko i wyłącznie kryminałem. Czytając „Więcej Krwi”, nie tylko zostajemy wciągnięci w mroczne wydarzenia z przeszłosci naszego bohatera, nie tylko próbujemy się dowiedzieć co się stało. Jo Nesbo w fantastyczny sposób połączył gatunki. „Więcej krwi” to też świetny romans. Romans ale z gatunku tych raczej słodko – gorzkich, z naciskiem na ten drugi człon.  To nie jest jedna z tych ckliwych historii, ktore są słodkie i urocze od samego początku. W zasadzie, jeśli dobrze chciałabym zobrazować relację między Ulfem a Leą, czyli kobietą która serce jego skradła, mogłabym posłużyć się jedną z bardzo znanych piosenek.

Nie będę zagłębiała się w szczegóły relacji tych dwojga. Skupię się bardziej na samej postaci Lei. To kompletne przeciwieństwo Ulfa – jego odbicie lustrzane. Te dwie postaci, skonstruowane na zasadzie kontrastu, doskonale się uzupełniają. Mimo wielu różnic, coś ich do siebie ciągnie. Bez wątpienia elementem spajającym tych dwoje, jest mały Knut – syn Lei. Sama Lea jest bardzo wierząca, pracuje jako kościelna i żyje zgodnie z tym, co mówi Pismo. Mieszka wraz z Knutem i ojcem – pastorem, któremu w żaden sposób nie jest w stanie się sprzeciwić. To mądra kobieta, dla której poza wiarą, najważniejszy jest syn. Podobnie jak Ulf, wiele w życiu przeszła. Nie znaczy to jednak, że jest marudą, czy umęczoną przez życie. Lea, mimo swojego niełatwego życia, nadal potrafi się nim cieszyć a co więcej, stara się zarażać tą miłością innych z Ulfem na czele. Sami widzicie, że mroczny Ulf, z nie jasną przeszłością oraz żyjąca w zgodzie z Pismem Lea, to nie lada kontrast. Kontrast, który staje się osnową całości książki.

Fabuła książki Nesbo nie jest dynamiczna. To, jakim rytmem się toczy, w dużej mierze dostosowane jest do tego, gdzie się toczy. Wydarzenia owszem, dzieją się, są dość dokładnie opisywane, ale ich rytm wyznacza miejsce w którym się dzieją. Jedynie sceny z przeszłości Ulfa są opisywane dużo bardziej dynamicznie – co też jest warunkowane miejscem, w którym się dzieją. To bardzo dobry zabieg literacko – kompozycyjny. Czytelnik siłą rzeczy wsiąka w klimat książki a sposób prowadzenia jej fabuły, pozwala wczuć się w nią. Dzięki temu, sięgając po „Więcej krwi”, mozemy zafundować sobie praktycznie darmową wycieczkę na północ, do dalekiej Skandynawii.

Jeśli chodzi o styl pisania, nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń. Jo Nesbo pisze dobrze, przystępnie i ciekawie. Potrafi w bardzo prostych słowach zawrzeć najbardziej skomplikowane odczucia bohaterów, nie umniejszając tym samym wagi tych uczuć. Czytelnik nie ma wrażenia nijakości. Zastosowanie w książce narracji trzecioosobowej mogłoby przynieść odwrotny efekt – niezależnie od tego, jak dobrze byłaby ona prowadzona, moglibyśmy się zwyczajnie nudzić. Pierwszoosobowe jej prowadzenie nie tylko sprawia, że główny bohater jest nam bliższy, ale też możemy, przynajmniej odrobinkę, wejść w jego rolę. Sama przyznaję, że nie raz i nie dwa, czytając „Więcej krwi”, odczuwałam zapewne nie mniejszy strach niż główny bohater. Przy scenie z reniferem, wstrzymywałam oddech. Rzadko zdarza mi się tak mocno wejść w fabułę czegoś co czytam.

„Więcej krwi”, mimo iż jest raczej mroczną książką, to jednak czyta się ją z przyjemnością. Poznajemy kompletnie inny świat, inny klimat. Zarówno wydarzenia, jak i relacje bohaterów są bardzo do siebie przeciwstawne, co nadaje książce dodatkowych walorów jakościowych. Uwielbiam kontrasty, nie tylko te kolorystyczne, ale też te, które występują w literaturze. Jo Nesbo nie boi się ich używać, a co więcej, używa ich w bardzo umiejętny sposób. Autor potrafi też zainteresować czytelnika – potrafi sprawić, że pozornie nudna sceneria i brak wiedzy o tym, co się stało, sprawiają, że nasza ciekawość z każdą chwilą jest coraz większa i większa. Książka jest przy tym wszystkim stosunkowo krótka, ale też nie ma większej potrzeby, by była dłuższa. Historia jest spójna i zamknięta. Nie zdradzę czy jest happy end, czy nie ma. Powiem jedynie, że jeśli chcecie się tego dowiedzieć, to koniecznie musicie przeczytać Więcej krwi.  A nawet jeśli nie chcecie, to i tak przeczytajcie. Laponia i renifery są naprawdę, naprawdę spoko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!