Kto zabił Kopciuszka? – recenzja przedpremierowa powieści Alka Rogozińskiego

Z powieściami Alka Rogozińskiego, jest trochę jak z Nutellą. Możesz naprawdę starać się czytać coś innego, sięgać po inne komedie kryminalne, ale tak naprawdę zawsze będzie się czuło niedosyt. Próbowałam. Niestety, zawsze gdzieś z tyłu głowy mam taki głosik, który mówi, że „No w sumie książka jest spoko, ale to nie jest Alek Rogoziński”. W efekcie, za każdym razem z wielką niecierpliwością czekam na kolejną książkę autora. Nie inaczej było w tym przypadku. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia, otrzymałam egzemplarz najnowszej książki Alka Rogozińskiego, czyli Kto zabił Kopciuszka. I powiem Wam, że przepadłam.

Pomijam już fakt, że bohaterami powieści są postaci, które czytelnicy zdążyli już bardzo dobrze poznać i – co najważniejsze – polubić. Nic zatem dziwnego, że kolejny tom przygód nieco ekscentrycznej pisarki Róży Krull i jej świty, śledziłam z zapartym tchem.

Fabuła powieści skupia się wokół morderstwa. Ginie znana i lubiana piosenkarka, a podejrzanych osób i też tych, które miały mocny powód, aby zabić jest sporo. Śledztwo oczywiście prowadzi Krzysztof Darski, ale Róża Krull nie byłaby sobą, gdyby nie „wściubiła w nie nosa”. Czyli mamy klasykę. Motyw ten sam co w poprzednich powieściach autora, ale to nie oznacza, ze gorszy. Powiedziałabym nawet, że Kto zabił Kopciuszka jest półki co moją ulubioną książką z serii z Różą Krull. Już wyjaśniam dlaczego.

Zacznijmy od tego, że Alek Rogoziński doskonale umie bawić się tropami obecnymi w popkulturze. W książce pojawiają się jawne odniesienia do filmów, czy osób znanych ze świata showbiznesu. W książce pojawiają się dobre odniesienia do Kobiet Mafii i Katarzyny Warnke, powieści Magdaleny Witkiewicz, przyznawanych nagród literackich, czy wreszcie – co w sumie jest tylko i wyłącznie moim domysłem – filmów takich jak chociażby Baby Driver. Od skojarzeń z tym ostatnim, nie mogłam się opędzić czytając sceny opisu pościgu samochodowego. Oczywiście mówimy o parodii pościgu.

To, co jest niewątpliwym znakiem rozpoznawczym, jeśli mowa o twórczości Alka Rogozińskiego, to język powieści. Czyta się to lekko, a niekontrolowane wybuchy śmiechu są wręcz stałym elementem czytania powieści autora. Co więcej, nie jesteś w stanie się oderwać od książki, póki nie skończysz. Wynika to z kilku kwestii. W przypadku Kopciuszka, cały czas zastanawiałam się:

  • Kiedy Pepe trafi na OIOM ze stanem przedzawałowym?

  • Czy Betty będzie musiała znowu wspinać się na wyżyny kulinarne, żeby wydobyć jakiekolwiek informacje od Darskiego na temat śledztwa?

  • Czy Róża w końcu zostanie aresztowana i wedle zapewnień Darskiego, będzie siedzieć w mamrze „o chlebie i wodzie” co, nawiasem mówiąc, wyszłoby jej na dobre?

  • Gdzie się kupuje nielegalne kody do Netflixa i wiejskie mięso bez atestu?

Za potwierdzenie tego, jak fantastycznie bawiłam się czytając Kto zabił Kopciuszka, niech posłuży poniższy fragment:

„(…)Dlatego dziwiły go opowieści o księżach, którzy podczas spowiadania czytali książki albo rozwiązywali krzyżówki, a już w ogóle trudno było mu uwierzyć w to, co usłyszał od swojej gospodyni. ‚ Z takich długich spowiedzi to czasem nic dobrego nie wychodzi’, pouczyła go pewnego ranka w czasie sprzątania jego pokoju, ‚ lepiej to załatwić rach, ciach i po wszystkim. Poprzedni proboszcz, spowiadał kiedyś starą Andraszkową. Tę, co zawsze przynosi nam sadzonki na plebanię. Ona nie dość, że pije, pali, kłamie, klnie jak szewc, a grzechów nieczystości ma na koncie tyle, że nawet i Wizir nie doprałby jej sumienia, to jeszcze cierpi na sklerozę i w połowie spowiedzi nie pamięta już, co mówiła na początku, więc na wszelki wypadek wymienia wszystko na nowo. Jak się tak kiedyś rozpędziła, to po półgodzinie tak zmordowała wielebnego, że zasnął i zaczął chrapać. I to jak niedźwiedź. Echo niosło się po całym kościele. Ksiądz dobrze wie, jaka tu jest akustyka! Andraszkowa wystraszyła się, że to od jej grzechów jakieś złe moce się przebudziły i chciała dać dyla, ale jak wybiegała, to zahaczyła ubraniem o pozłacany stojak ze świecami, który przewrócił się na głuchą babcię Paździerzak. Tę, która całe dni wysiaduje w bocznej kaplicy. Ponieważ poprzedniego wieczora w Wiadomościach było dużo o kradzieżach w kościołach, to babcia wzięła Adraszakową za złodziejkę, która chce ukraść stojak, i zaczęła się z nią szarpać, a potem przywaliła jej z całej siły w twarz Biblią w twardej oprawie. Na to wszystko obudził się wielebny i zaczął je rozdzielać ale od świec zapaliła mu się sutanna. Jak przyjechała policja i straż pożarna, to Andraszkowa nie miała już zęba na przedzie, a wielebny występowała w samych slipach w palemki i banany. I tylko babci Paździerzak nic się nie stało.”

Fragment może i trochę długi, ale za to doskonale obrazuje nie tylko język ale i humor, którego w książce jest na pęczki. Podobnych scen jest mnóstwo, także zaręczam, że jeśli chodzi o czytanie, to może lepiej nie w tramwaju czy autobusie, bo jeszcze zostaniecie uznani za niepoczytalnych, czy coś.

Na sam koniec, chciałabym jeszcze poruszyć jedną kwestię. Chodzi o to, jak czytamy książki. Umówmy się, Kto zabił Kopciuszka, to literatura sensu stricto rozrywkowa. Nie musi posiadać nie wiadomo jakich motywów przewodnich, ukrytych znaczeń, czy archetypów i cholera wie, czego jeszcze. Zadaniem literatury rozrywkowej, w moim rozumieniu jest przede wszystkim to, aby dostarczała rozrywki. Aby pozwalała nam się zrelaksować i odpocząć. A jeśli do tego mamy się śmiać – to dlaczego nie? Nie bierzmy wszystkiego tak bardzo serio i dajmy się ponieść fabule może i przewrotnej, może nieco zwariowanej, ale z pewnością takiej, która wciągnie nas bez reszty. A taką znajdziecie z cała pewnością w powieści Kto zabił Kopciuszka, jak i w innych książkach Alka Rogozińskiego, które bardzo Wam polecam.

Za egzemplarz książki, dziękuję wydawnictwu Filia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!