Kryzys ma każdy z nas – recenzja internetowej powieści w odcinkach

Kryzys przyjść musiał, wiedziałem to gdy
Spokój odebrał mi sen.
Kręcę się w kole zwątpienia na trzy,
Niepewny nowego co dzień.

O tym marzyłeś, czy tak chciałeś żyć,
Byłem głupi, tak wiele chcąc.
Stróża-obrońcy zabrakło dziś mi,
Wszystko rozpada się w pył.

Pustki, Koniec kryzysu

Nie bez przyczyny zaczęłam ten wpis właśnie tym cytatem. Dziś będzie o kryzysie. Kryzys, niezależnie od wieku, ma każdy. Część z nas, ma go częściej niż inni. Ale wskażcie mi osobę, która nigdy, ale to nigdy nie miała kryzysu, a postawię jej dużą kawę w Starbucksie.

Co to właściwie oznacza stwierdzenie „Mam kryzys”? To może być tak naprawdę wszystko: pusta puszka po kawie rano, kiedy tej kawy najbardziej potrzebujemy, ostatnia torebka ulubionej herbaty. Do kategorii kryzysu możemy zaliczyć też takie przypadki jak pociąg, autobus czy inny środek komunikacji, który odjechał dosłownie wtedy, kiedy wbiegliśmy zdyszani na peron / przystanek tramwajowy. Innymi słowy, wszystko, co idzie w jakiś sposób nie tak, może być sklasyfikowane jako kryzys.

Dlaczego tak piszę o tym kryzysie i skąd ten pomysł w ogóle? Ano jest sobie taka powieść w odcinkach, publikowana w Internetach. Tak się wspaniale składa, że jej autorką jest moja przyjaciółka z czasów licealnych – Kasia Rożek. Powieść tę, póki co, możecie za totalną darmoszkę, przeczytać na stronie kryzys25.pl, do czego bardzo serdecznie Was zachęcam. A wpis ten, jest niczym innym, jak właśnie recenzją tejże powieści.

O czym jest Kryzys ćwierćwiecza? Tak naprawdę, nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Bohaterkami powieści, są trzy dziewczyny w wieku 25 lat – Karolina, Sowa i Gosia. Mieszkają w Toruniu, w kamienicy przy Chopina i codziennie próbują stawiać czoła rzeczywistości, która nie zawsze jest różowa i jak z bajki. To zdecydowanie największa zaleta tej powieści – jest słodko-gorzka, czasem kwaśna, ale zawsze ma jakiś smak. Nie znajdziecie tu idealnych wnętrz, nie znajdziecie rycerza na białym koniu, co najwyżej w srebrnym audi i to wcale nie najnowszym. Nie znajdziecie też rozwiązań na wszystko. Sałatki wegańskiej z parówkami Berlinkami też nie. Co zatem znajdziecie, jeśli zdecydujecie się sięgnąć po Kryzys ćwierćwiecza?

W Kryzysie nie brakuje przede wszystkim herbaty. Kawy też tam dostatek. Dla fanów kotów też się coś znajdzie. Poznacie, czym jest perspektywa dywanu i dlaczego jest ona taka potrzebna. Będziecie z wypiekami na twarzy śledzić losy bohaterek, niejednokrotnie robiąc słynnego facepalma, który czasem będzie najlepszą reakcją na podejmowane przez nich decyzje. Czasem się wzruszycie – no, dobra, częściej niż tylko czasem. Część odcinków zrobi wam dobrze na serduszku i sprawi, że pomyślicie sobie: Hej, przecież nie jest tak źle. Zapewniam was, że będziecie chcieli rzucać ciężkimi przedmiotami w pustkę, kiedy zobaczycie, co zrobił pewien Wiktor. Ale to, co zdecydowanie będziecie czuć przez całą lekturę Kryzysu, to bezwarunkowa sympatia do większości bohaterów*

Kryzys ćwierćwiecza to obecnie 49 rozdziałów, z czego każdy z nich jest inny. Każdy opowiada ciekawą historię, czasem zabawną, czasem smutną a czasem wzruszającą. W czasie lektury, możecie przede wszystkim odpocząć – na kilka chwil zapomnieć o tym, że macie deadline, że szef Was wkurzył, że herbata wystygła czy też o tym, że wkurzyła was znowu ta wredna sąsiadka spod 5. Lektura jednego rozdziału, to mniej więcej 10 minut. Czasem nawet mniej. I chyba właśnie dlatego tak dobrze się Kryzys czyta. Nie zajmuje dużo czasu, jest świetnym sposobem na dobre rozpoczęcie dnia. No chyba, że jesteście nieco szaleni i tak, jak ja, sięgniecie po Kryzys i przeczytacie wszystkie 49 rozdziałów ciągiem. To się da zrobić, been there done that. Tylko, że ja czytałam zdaje się 25 rozdziałów ciągiem, a nie 49, ale jak to mówią, only sky is the limit.

Z dobrą powieścią, jest trochę tak, jak z dobrą piosenką: powinna uderzać w te struny, które są najbardziej wrażliwe. Innymi słowy: kiedy słuchacie tekstu piosenki, wpada wam w ucho i nagle łapiecie się na tym, że: Mam tak samo! Z Kryzysem jest identycznie. Przysięgam, że niejednokrotnie pisałam do Katarzyny wiadomości w stylu: Ej, ale ja Ci nic nie mówiłam na ten temat! / Kasia, skąd wiesz, że tak było?/ Kaś, mam tak samo jak Sowa / Skąd wiedziałaś, jakim samochodem jeździ…? Tych pytań było dużo, a odpowiedź zawsze jedna: Bo każdy czasem tak ma. Każdemu czasem powinie się noga. Może się zdarzyć, że nagle spadnie na Was ogromny ciężar odpowiedzialności, z którym nie za bardzo będziecie wiedzieli co zrobić – zupełnie jak Sowa. Może ktoś z Was, pojechał hen, w nieznane za miłością swojego życia, ale w tej historii nie było happy endu. Być może zdarzyło się Wam urzeczywistnić ten kultowy plan rzucenia wszystkiego w diabły i wyjechania w Bieszczady (przy założeniu, że Bieszczady wcale nie muszą być dosłownie Bieszczadami), zupełnie tak jak Gosi? A może przybłąkał się do Was kot i przez nie-wiadomo-ile-czasu, nie mogliście wymyślić mu imienia? To sytuacje, które spotkały bohaterki Kryzysu i idę o zakład, że przynajmniej część z czytelników powieści też.

Kryzys ćwierćwiecza, póki co, jest dostępny online. To się jednak może zmienić i z całego serduszka pragnę, żeby tak się stało. Marzy mi się papierowy egzemplarz tej powieści. Marzy mi się sięganie po nią wtedy, kiedy akurat przyjdzie kryzys. Wrócę wtedy do historii Gosi, Karoliny lub Sowy i wiem, że będzie mi lepiej. Żeby jednak tak się stało, potrzeba wsparcia – jak to w kryzysie. Kasia jest uparta, ma marzenia i dąży do celu. Tym celem jest wydanie Kryzysu w formie papierowej – a jeśli się uda – także w e-booku. Dlatego, jeśli zachęciłam Was do przeczytania Kryzysu, jeśli weszliście na stronę i absolutnie nie możecie się oderwać, mimo że deadline’y gonią, to mam dla Was jeszcze jedną stronę do odwiedzenia. To tutaj, całkiem szybko i sprawnie, możecie wesprzeć inicjatywę wydania Kryzysu w formie książki i e-booka. Warto, bo pierwsze wiosenne ćwierkające ptaszki doniosły mi, że to wcale nie jest koniec kryzysu. To jest dopiero początek, bo nowe odcinki pojawią się na stronie już za jakiś czas. Info jest potwierdzone, to były bardzo dobrze poinformowane ptaszki.

Bo kryzys, ma każdy – mniejszy lub większy. Ale z odpowiedniej perspektywy, nie jest taki straszny. Szczególnie, jeśli ta perspektywa, to perspektywa dywanu.

*Nie dotyczy Wiktora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!