Panie Kaziku, Pan się nie boi, 2/3 Polski murem za Panem stoi.

 

25 maja 2019. Ciepło i pachnie bez. Ubieram trampki i czekam na Kubę, żebyśmy mogli ruszyć na koncerty w ramach toruńskich juwenaliów, w tym także na Kult. Jesteśmy umówieni ze znajomymi, bo przecież tak najlepiej chodzić na koncerty – w grupie. Czuję, że znowu mam naście lat, gdzieś pomału budzi się we mnie ta dziewczyna, która potrafiła się bawić na koncertach na 120%.

Docieramy na miejsce, jest opóźnienie. Nie chcę wnikać w dokładne przyczyny – niemniej, opóźnienie jest dość duże. Tłum ludzi gęstnieje. Nie odpuszczamy, przecież nie po to przyszliśmy, żeby ominął nas Kult. No na pewno nie po to.

W końcu się doczekaliśmy. Na scenę wchodzi Kult. I już wiem, że to jest dokładnie to miejsce, w którym chciałam w tamtym czasie być. Wśród tłumu ludzi – w naprawdę bardzo różnym wieku – których łączy jedno: to, że wszyscy oni doskonale czują i rozumieją to, co mówi ze sceny Kazik. I nie ma znaczenia, czy mówi o chodzeniu prosto, czy o tym, że ona na głowie ma kwietny wianek, czy łąka na niebie się kończy, czy wreszcie o tym, że ma 12 groszy.

Niewiele pamiętam z tego koncertu, poza tym, że było absolutnie doskonale. Pamiętam, że śpiewałam, pamiętam, że tańczyłam. I wreszcie: Pamiętam, którą piosenką zakończył się koncert. I pamiętam, że była to Polska.

Czerwiec 2019. Hipisówka. Mała impreza karaoke dla bardzo wąskiego grona. I to, czego teraz tak okrutnie mi brakuje: rozpoczynania imprezy Celiną i śpiewania chyba jednego z moich najbardziej ukochanych utworów: Arachii. Słodki borze białowieski, jak ja za tym tęsknię!

Październik 2019, Tofifest. Czuję się znowu jak na studiach, bo rezerwacja biletów na pokaz filmu o Kulcie to jakiś dramat. W końcu, jakimś cholernym cudem, udało się! Seans się zaczyna i już od pierwszych sekund mam ciary, bo słyszę „Polskę”. Patrzę w lewo i wiem, że nie tylko ja czuję to, co czuję.

Pamiętam też jeszcze coś. Miałam może jakieś 13-14 lat. Razem z moją przyjaciółką, Kingą, poszłyśmy zdaje się nad Wisłę. I tam też jakoś tak się złożyło, że słuchałyśmy „Polski”. Na discmanie. Po jednej słuchawce w uchu.

Nie bez przyczyny to wszystko tu przywołałam. Kult, a co za tym idzie, także i Kazik, mają jakieś takie specjalne miejsce w moim małym, czarnym serduszku. Jednakże jako osoba, której gust muzyczny jest mimo wszystko dość konkretny i ukształtowany, nie umiem podchodzić bezkrytycznie do wszystkiego, co zostało „spod skrzydeł Kultu” wypuszczone. Ba! Potrafię się nawet nieźle wkurzyć na słabe piosenki. Ale to chyba właśnie o to chodzi – o taką jakąś świadomość tego, co przyjmujemy. Krytyczne ocenianie tekstu kultury, którym przecież jest piosenka, to niepisany obowiązek każdego fana. Świadomego fana.

16 maja 2020, nie do końca wierzyłam w to, co się stało. Jeden z tych dziennikarzy, których ceniłam i nadal bardzo cenię, został posądzony o manipulację przy kultowej (he he) LP3. Nie no, come on! Wszystko wszystkim, ale nie wierzę, że de facto twórca tej listy, czyli Marek Niedźwiedzki byłby w stanie dopuścić się czegoś takiego. To jest niemalże tak samo możliwe jak to, że teraz zaraz zacznę tu piać peany na cześć obecnie rządzącego obozu władzy. Cenzura? A jakże! A to znaczy, że wracamy do punktu wyjścia.

Ja już niejednokrotnie pisałam, że wolność – pod każdym względem – to jest coś, czego nikt nie ma i nie powinien mieć nigdy prawa nam odbierać. I okej, to frazes. Ale najwyraźniej jest duża potrzeba powtórzenia tego jeszcze raz. Obecnie żyjemy w czasach, w których na każdym kroku próbują nam zabierać to, co należy nam się jako ludziom i obywatelom danego kraju.

Cenzura to też poniekąd krytyka, ale wiecie, taka najgorsza z możliwych: polegająca na usuwaniu problemu, możliwie jak najszybciej i bez jakichkolwiek zbędnych komentarzy. Wiecie: „Panie X, niech pan coś zrobi z tym Kazikiem”. To są te czasy, w których bardzo nie chciałam żyć, a które niestety wróciły.

I wiecie, wszystko byłoby bardzo spoko, gdyby faktycznie piosenka, o której mowa, była jakaś super niewygodna. A prawdę mówiąc, jest najzwyczajniejszym w świecie, niczym niewyróżniającym się, protest songiem. Nie mówię, że niepotrzebnym, ale nadal – nie jest to nic wybitnego. Zarówno, jeśli chodzi o warstwę tekstową, jak również o muzyczną. I jasne, rozumiem ideę. Pytanie tylko, na ile faktycznie jest to idea, a na ile wykorzystanie obecnej sytuacji społeczno – politycznej.

Jakkolwiek lubię Kazika jako muzyka, tak nie do końca rozumiem grę, którą prowadzi. Bo, że prowadzi jakąś – tego jestem pewna. Z jednej strony – jego teksty są wyrazem szeroko rozumianego buntu, podkreślają niezgodę na takie czy inne sytuacje, które dzieją się obecnie. Z drugiej strony, dochodzi do sytuacji, w której ten sam Kazik, radośnie i z uśmiechem na ustach, mówi o tym, że dzięki danej piosence zyskał promocję płyty, która w „normalnych” okolicznościach kosztowałaby „miliony”, których nie ma.

I okej – jak chyba nikt inny rozumiem, czym jest wykorzystywanie danej sytuacji do zrobienia dobrej promocji. Real Time Marketing i inne tego typu rzeczy, nie są mi obce. Tylko trochę mnie uwiera to, że w coś takiego „bawi się” artysta, którego przez praktycznie całe swoje życie utożsamiałam z szeroko rozumianym buntem.

Pytanie brzmi: Czy Kazik w ogóle jeszcze potrafi się buntować? Według mnie – nie. Owszem, jego teksty są „aktualne” jak sam mówi, ale zarzeka się, że nie są polityczne. Cóż, nie wydaje mi się, że jawna krytyka upamiętniania ofiar katastrofy smoleńskiej na cmentarzu, kiedy nikt inny nie mógł tam przebywać, jest daleka od polityki. Z drugiej strony, w niemalże każdym wywiadzie podkreśla, że jest „wolnym człowiekiem”. Tylko czy faktycznie ta wolność płynie z tzw. potrzeby serca?

Różnica pokoleń. To najczęstszy argument, który słyszę w dyskusjach, które dotyczą twórczości artystów, którzy „kiedyś” tworzyli muzykę, która – o ironio – nadal jest aktualna. Być może jest to dobry argument. Każdy z nas wszak inaczej postrzega sztukę. Mówienie o muzyce czy o filmach, bez osobistego stosunku do konkretnych tekstów kultury, tak naprawdę nie ma sensu. I może właśnie dlatego, mimo iż nie do końca popieram ten ogólnospołeczny hype na piosenkę „Twój ból jest lepszy niż mój”, jestem w stanie go zrozumieć. Bo oczywiście – piosenka jest aktualna, jest na czasie. Ale czy jest mniej na czasie niż „Polska”, czy „Hej czy nie wiecie”? Czy jest mniej aktualna niż „Panie Waldku, pan się nie boi”? Wszystkie te utwory powstały w bardzo konkretnych okolicznościach społeczno – politycznych. A to, że każda historia lubi się powtarzać wiadomo nie od wczoraj. Właśnie dlatego uważam, że „Twój ból jest lepszy niż mój” – mimo iż jest bardzo klasycznym protest songiem, za kilkanaście lat, zyska miano kultowego. Tak samo, jak wszystkie wymienione powyżej utwory. Tak, jak kolejne pokolenie będzie się z tą piosenką jakoś utożsamiało – tak samo, jak z „Polską” czy „Panem Waldkiem”. I ja naprawdę nie widzę w tym nic złego.

Złe natomiast jest wykorzystywanie sytuacji, w której przyszło nam żyć do wzmocnienia promocji płyty. „Zaraza” wyjdzie lada moment. Tytuł oczywiście nieprzypadkowy. Ale czy o tej płycie byłoby głośno, gdyby nie konkretne uwarunkowania społeczne? Czy „Twój ból jest lepszy niż mój” stałby się tak popularny, gdyby nie działo się to, co się dzieje?

Bycie buntownikiem jest cholernie trudne. Ale trzeba coś jasno ustalić: albo przyznajemy się do tego, że to, co tworzymy powstało w konkretnym celu, albo nie. Kazik twierdzi, że „Twój ból…” nie jest polityczny. Uważa też, że jego piosenki nie są polityczne. No i okej, tylko w takim razie jakie są? Komentowanie otaczającej nas rzeczywistości, niezależnie od tego, w jaki sposób to robimy, zawsze ma kontekst. A jeśli w tekście kultury mamy jawne nawiązanie do wydarzeń politycznych, odżegnywanie się od tego, jest wyrazem hipokryzji.

Mam ambiwalentne uczucia, co do tego, co obecnie dzieje się z twórczością Kazika. I jasne, rozumiem, że każdy ma rachunki do opłacenia i inne takie wiecie, „sprawy bieżące”. Nie wydaje mi się jednak, żeby faktycznie to, co obecnie robi Kazik, rzeczywiście wynikało z tego, że jest faktycznie wkur*iony na to, co się dzieje.

Nie zamierzam burzyć tu pomników, które przynajmniej część z nas wystawiła konkretnym artystom. Nie o to chodzi. Sama mam kilka takich, które zbudowałam dobrych kilkanaście lat temu i mimo że minęło sporo czasu, dużo się zmieniło i wiele rzeczy po drodze wydarzyło, te pomniki nadal stoją i długo stać jeszcze będą. Kazik jest postacią, wobec której nie można przejść obojętnie. A obecnie (i przypuszczam, że nie jest to przesada), śmiało możemy powiedzieć: Panie Kaziku, Pan się nie boi, 2/3 Polski murem za Panem stoi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!