Jestem Wielkim Imperatorem!

Weekend upłynął mi bardzo leniwie. Przyznaję się bez bicia, nie zrobiłam nic konstruktywnego. No, może poza zakupami, bo lodówka zaczynała już pomału świecić pustkami. W piątek praktycznie od razu zasnęłam, mimo iż miałam ambitny plan oglądania Jessici Jones, to jednak pragnienie snu było silniejsze. W sobotę z kolei bawiłam się na Andrzejkach. Z kolei w niedzielę… Cóż, wiecie jak to jest, jak człowiek wraca bardzo późno z imprezy. Zazwyczaj następny dzień jest przysłowiowo z głowy, bo raz, że jest się bardzo śpiącym, a dwa – nie chce się niczego robić. Moja niedziela upłynęła pod znakiem bycia Wielkim Imperatorem. Ponownie odpaliłam grę, która jest cudownym sposobem na długie, leniwe, jesienne dni.

Cywilizacja V, bo o niej mowa jest dla mnie swoistym fenomenem. Nie żeby gra była jakoś super nowa czy coś. To dość stara produkcja. Gra miała swoją premierę we wrześniu 2010 roku, tak więc nie jest najmłodsza. Nie umniejsza to jednak temu, że nadal potrafi sprawić mnóstwo radości.

Niewątpliwą zaletą Cywilizacji V jest to, że poniekąd przypomina ona grę planszową. Przy czym nie potrzebujemy  fizycznie innych graczy, żeby móc w nią zagrać. AI w Cywilizacji V jest na tyle dobrze rozwinięta, że rozgrywka, nawet na single player jest atrakcyjna.

Mimo iż początkowo gra może stwarzać wrażenie banalnie prostej, zaręczam Wam, że prosta nie jest. Na samym początku musimy ustawić grę. Wybieramy jeden z kilku dostępnych poziomów trudności. Następnie dopasowujemy typ mapy a na samym końcu – wybieramy tego, kim chcemy grać. Ja posiadam wersję ze wszystkimi dodatkami i jest tam rzeczywiście spory wybór głów państwa. Z sentymentu najczęściej wybieram Rosję dowodzoną przez carycę Katarzynę, aczkolwiek bardzo fajnie gra się też Teodorą prowadzącą Bizancjum czy Kazimierzem Wielkim.maxresdefault

Każdy z władców ma określone bonusy – czy to unikalne jednoskti, czy bonusy rozwojowe. W związku z powyższym, w Cywilizacji V mamy możliwość dokonania wyboru, w jaki dokładnie sposób chcemy prowadzić swoje imperium. Wiąże się to z tym, że jest kilka możliwości wygrania gry. Można tradycyjnie – poprzez zajmowanie innych miast i cywilizacji i to zwykle najprościej osiągnąć ścieżką militarną. Można też wygrać poprzez rozprzestrzenianie swojej kultury na inne cywilizacje. Osobiście preferuję drugi typ kampanii, choć początkowo rzeczywiście starałam się zabrać „wszystko innym”. Jak się w praktyce okazało, żaden ze mnie strateg, bo mimo iż na początku rozgrywki udawało mi się przejmować państwa innych, tak w późniejszych jej etapach nie było to już takie proste.

Gra jest najzwyklejszą w świecie strategią i jeśli ktoś lubi strategie – to z pewnością gra mu się spodoba. Oczywiście dużo lepiej gra się w trybie multiplayer. Najlepiej w taki sposób, żeby nie widzieć tego, w jaki sposób grę prowadzi nasz przeciwnik. Wraz z Moim Mężczyzną swego czasu potrafiliśmy grać w Cywilizację nawet i do 3- 4 rano. Ta gra sprawia, że zapomina się o tak przyziemnych rzeczach jak czas. Trzeba przyznać – jest ona wciągająca. Przyznam się, choć w zasadzie to nie ma się za bardzo czym chwalić, że potrafiłam wciągnąć się w Cywilizację do tego stopnia, że zaczynając grę o godzinie 14, zorientowałam się nagle, że jest już 23 i w sumie to wypadałoby pójść spać, bo rano trzeba wstać do pracy. Co ciekawsze, gra nie męczy – jest świetna jeśli chodzi o odstresowanie się. No, może poza momentami, kiedy inne cywilizacje atakują cię dokładnie wtedy, kiedy nie jesteś kompletnie przygotowany na wojnę. W zasadzie za każdym razem jest się wtedy atakowanym.20100805170250

Z Cywilizacją V mam jednak jeden podstawowy problem. Ta gra jest super ekstra…Ale na dłuższą metę staje się nudna. To znaczy poprowadzenie kilku kampanii w przeciągu 4- 5 dni jest spoko. Ale kiedy zaczynasz którąś z kolei rozgrywkę, w pewnym momencie gra zwyczajnie nie jest już taka super. Dlatego dobrze jest robić sobie przerwy w graniu. U mnie Cywilizacja V jest odpalana zazwyczaj na jesieni – kiedy wieczory są długie, jest stanowczo za zimno, zeby spędzać czas na dworze. Wtedy zakopuję się pod kocykiem z herbatką i prowadzę swoje imperium do zwycięstwa.

Nie dalej jak rok temu wyszła kolejna odsłona Cywilizacji – Beyond Earth. Czekałam na nią z dużą niecierpliwością, choć przyznam szczerze, że mocno się zawiodłam. Liczyłam na więcej – inny typ rozgrywki, inne możliwości. Okazało się, że Beyond Earth jest dokładnie tym samym, czym była Cywilizacja V, tyle że z dosłownie kilkoma dodatkami, które nie wpływają jakoś szczególnie na samą w sobie rozgrywkę. Poza tym, interfejs Beyond Earth zupełnie do mnie nie przemawia – gubię się w nim. Efekt jest taki, że muszę znacznie więcej czasu poświęcić, żeby w ogóle wiedzieć jak grać, niż na samą w sobie grę. Nie twierdzę tym samym, ze Beyond Earth jest grą złą – Moj Mężczyzna grał i nie narzekał jakoś specjalnie. Aczkolwiek, podobnie jak mnie, towarzyszył mu niedosyt.Standard-Earth-map

Cywilizację V polecam Wam z czystym sumieniem. Nie zaczynajcie jednak kampanii, kiedy wiecie, że macie coś do zrobienia danego dnia. Proponuję najpierw załatwić wszystkie sprawunki a dopiero potem zasiąść do zarządzania Waszą wybraną cywilizacją. W przeciwnym wypadku grozi Wam syndrom „jeszcze jednej tury” a finalnym efekcie nie zrobicie nic. No, chyba że lubicie tracić czas w taki właśnie sposób albo zwyczajnie macie dzień w którym kocyk i herbata są Waszymi najlepszymi przyjaciółmi. Wtedy Cywilizacja jest wręcz wskazana!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!