Jaskółki uwięzione w Kabulu

Off Camera, jest jednym z tych festiwali filmowych, na których od kilku lat jestem co roku. Co roku też staram się obejrzeć przynajmniej kilka filmów z różnych sekcji i zwykle się to udaje. Jakimś dziwnym trafem, zawsze rozpoczynam festiwal OFF Camera od filmu, który albo sprawi, że zaczynam bardzo poważnie zastanawiać się nad swoim życiem, albo wzbudza we mnie strach, albo po prostu sprawia, że przez długi czas nie mogę przestać o nim myśleć. Pamiętam, że pierwszym takim filmem była Utoya, w zeszłym roku podobne wrażenie wywarł na mnie Monument a w tym roku – Jaskółki z Kabulu. O ile w przypadku dwóch poprzednich produkcji wiedziałam na co się piszę, o tyle Jaskółki z Kabulu – choć zapowiadały się jako ciężka animacja – nie zapowiadały się na AŻ tak ciężki i trudny film. Niemniej jednak, nie żałuję, że zdecydowałam się na ten seans.

Bardzo chciałabym Wam przedstawić fabułę Jaskółek z Kabulu ale to znowu jest tego rodzaju produkcja, gdzie napisanie jednego zdania więcej, może za dużo zaspoilerować. Postaram się zatem zrobić to możliwie jak najbardziej ogólnie. Wspomnę tylko, że jest to adaptacja powieści Yasmina Khadry o tym samym tytule. Jej akcja rozgrywa się w Kabulu w końcówce lat 90-tych XX w. Mamy zatem do czynienia z miejscem, w którym trwa wojna. W animacji przedstawione zostały historie dwóch par – Strażnika więzienia dla kobiet i jego żony oraz młodej artystki i jej męża. To, co uderza od pierwszych scen, to kontrast pomiędzy tymi dwoma parami. Małżeństwo strażnika wyraźnie się wypaliło – jego żona sama stwierdza, że “jest dla swojego męża ciężarem, że męczy go jej obecność”. W jednej ze swoich kwestii używa też stwierdzenia, że “jest mu niepotrzebna”. Z kolei małżeństwo młodej artystki jest zupełnie inne: pomiędzy nią a jej mężem jest miłość, cieszą się swoją obecnością. Oboje są pełni nadziei na lepszą przyszłość. Być może momentami bohaterka jest nie tyle optymistką, co marzycielką, jednak nie można jej w żaden sposób odmówić tego, że ponad wszystko kocha ona swojego męża.

Obie pary, mieszkają w tym samym mieście – mieście, w którym kobieta nie ma praktycznie żadnych praw. Mieście, które dla wielu jego mieszkańców, stało się piekłem na ziemi.

Oczywiście nietrudno się domyślić, że historie dwóch par, w którymś momencie się ze sobą splatają. W wyniku nieszczęśliwego splotu wydarzeń, młoda artystka trafia do więzienia dla kobiet i zostaje skazana na śmierć. Do egzekucji pozostało jednak kilka dni.

Więcej nic nie napiszę, bo to, co się dzieje fabularnie dalej, to jest rollercoaster emocjonalny tak ogromny, że nie byłam w stanie zasnąć przez długi czas po zakończeniu filmu.

Sama historia, jest taką samą historią o wojnie, miłości i o życiu w czasie wojny, jakich powstało już bardzo wiele. O wyjątkowości animacji decydują jednak zgoła inne czynniki. Przede wszystkim sposób w jaki została ona zrealizowana. Film wygląda tak, jakby był malowany farbami akwarelowymi, ale bynajmniej nie są to przyjemne dla oka widoki. Jest szaro, brudno, jest mrocznie. Jednocześnie doskonale oddany został klimat miasta – gorący i duszny. Doskonale współgra on z atmosferą, która z każdą kolejną sceną gęstnieje by w finale wybuchnąć niemalże tak samo, jak karabiny talibów.

W animacji bardzo duży nacisk położono na sytuację kobiet. Warto przy tym zaznaczyć, że animację stworzyły dwie kobiety: Zabou Brietman oraz Eléa Gobbé-Mévellec. Wychodzę może z niesłusznego założenia, ale zakłada ono, że jeśli chcemy mieć wiarygodną i dobrze opowiedzianą historię w której nacisk kładziony jest na sytuację kobiet, powinna być ona opowiedziana właśnie przez kobiety. Być może to niewłaściwe podejście, ale zarówno Jaskółki z Kabulu, jak również Lady Bird, Wonder Woman czy Sklep z Jednorożcami, także zostały wyreżyserowane przez kobiety. I opowiadają o nich. I o matko, jak dobrze są one opowiedziane.

W Jaskółkach z Kabulu ponad wszystko wybrzmiewa bunt kobiet. Widać go w mało znaczących scenach takich jak ukaranie młodej kobiety w burce za to, że się zaśmiała, miała białe buty czy trzymała swojego męża za rękę, jak również i w scenach, które mają ogromne znaczenie dla fabuły. Co jest jednak bardzo ważne, mimo iż to kobiety są na pierwszym planie w Jaskółkach, nie oznacza to, że postawa mężczyzn pozostała bez komentarza. Tutaj ma to miejsce na przykładzie Strażnika. W czasie trwania fabuły widzimy bardzo wyraźną jego przemianę. W pewnym momencie mamy nawet do czynienia z bohaterem, który jest skonfliktowany. Z jednej strony – musi być posłuszny swoim przełożonym, musi przestrzegać zasad reżimu. Z drugiej strony – jest pełen wątpliwości co do tego, czy jedna ze skazanych na śmierć kobiet, została skazana słusznie. Widzimy jego walkę wewnętrzną, a postać napisana jest w taki sposób, że do samego końca nie jest wiadomo, jak postąpi.

Nie mam pojęcia, jak jeszcze mogłabym Wam zarekomendować tę animację. Być może fakt, że brakuje mi słów do tego, aby ją polecić, wynika z tego, że cały czas jestem jeszcze pod jej ogromnym wrażeniem. Podejrzewam, że będę chciała obejrzeć ją raz jeszcze. Nie wiem tylko, czy będzie to za miesiąc, za pół roku, czy za rok. Wiem natomiast, że jeśli chodzi o animacje pełnometrażowe, Jaskółki z Kabulu trafiają do mojego osobistego TOP 3. A uwierzcie mi, ja trochę tych animacji już widziałam. Jeśli zatem będziecie mieli możliwość obejrzenia Jaskółek z Kabulu, koniecznie skorzystajcie. Mnie udało się je cudem obejrzeć: Miałam w planach seans w dniu dzisiejszym, ale w momencie, kiedy wczoraj, o 22:30 zobaczyłam, że film na platformie player.pl w ramach festiwalu Off Camera jest dostępny jeszcze tylko przez 1,5h, postanowiłam go włączyć. I absolutnie nie żałuję tej decyzji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!