Gross, Pasikowski i Tokarczuk czyli o tym, dlaczego nie chcemy słuchać prawdy

Na samym początku chciałabym zaznaczyć, że kiedy powstawała idea tego wpisu, zamierzałam skupić się wyłącznie na spotkaniu autorskim z Olgą Tokarczuk. Szukając informacji dotyczących zarówno samej pisarki jak i jej książek,  natrafiłam na takie, które w moim mniemaniu nie należały do najmilszych. Niemniej jednak, zaczęłam się zastanawiać nad tym, dlaczego w ogóle takie sytuacje mają miejsce. Z czasem uświadomiłam sobie, że podobnie działo się w mediach przy okazji premiery „Pokłosia” Władysława Pasikowskiego i „Sąsiadów” Jana Tomasza Grossa. W związku z powyższym postanowiłam podjąć próbę swego rodzaju zrozumienia tych tendencji, za punkt wyjścia przyjmując jednak incydent mający miejsce na samym spotkaniu autorskim.

Ostatnia powieść Olgi Tokarczuk – „Księgi Jakubowe” – okazała się może nie tyle hitem, bo ciężko używać słowa „hit” w przypadku tego typu książki, ale na pewno pozytywnie zaskoczyła. Sam fakt wyróżnienia autorki nagroda literacką Nike powinien coś w tej kwestii tłumaczyć. Czytelnicy też bardzo pozytywnie na książkę zareagowali a to, że obecnie jest ona jedną z najlepiej sprzedających się pozycji, tylko to potwierdza. Lubię Olgę za jej lekkość w przekazywaniu treści trudnych i nierzadko kontrowersyjnych. To pisarka bardzo dojrzała a przy tym, co potwierdziło wczorajsze spotkanie autorskie, osoba niesamowicie sympatyczna.unnamed

Kiedy szukałam w Internecie jakichkolwiek informacji dotyczących „Ksiąg Jakubowych”, trafiłam na materiały potępiające pisarkę za ich napisanie. Rozumiem, że tematyka Żydów oraz ich historia, a szczególnie już to, kiedy na jaw wychodzą fakty obciążające nas, Polaków w związku z tym narodem, zawsze budzą emocje. Nie jestem w stenie tylko zrozumieć dlaczego te emocje w dużej mierze są zwykle negatywne. Podobnie działo się przy okazji premiery „Pokłosia” Władysława Pasikowskiego oraz książki Jana Tomasza Grossa pt. „Sąsiedzi”. Szczególnie zapadło mi w pamięć jedno z pytań, które padło antenie Programu Trzeciego Polskiego Radia, brzmiące ni mniej ni więcej a : „Czy Władysław Pasikowski powinien przeprosić za Pokłosie?”.

Z jakiej racji człowiek tworzący kulturę, ma przepraszać za realizację swoich wizji, w dodatku wizji wcale nie odbiegających od prawdy? Film w samym założeniu swojej formy, ma dawać widzowi do myślenia. Podobnie książka. Zasada sztuka dla sztuki nie ma tutaj racji bytu. Każdy dobry twór kultury, tworzony jest po coś. Jeśli artysta podejmuje dany temat to chce nawiązać dialog z odbiorcami. Jakby nie patrzeć, dialog został nawiązany. Pytanie na ile jest on konstruktywny. Środowiska, które oskarżają Pasikowskiego o „zdradę” i „fałszowanie faktów” chyba zupełnie nie wiedzą co mówią. Albo też, co bardziej prawdopodobne, nie znają historii swojego kraju. Żebyśmy mieli jasność – ja także nie jestem historykiem. Ale jestem Polką i niejako moim obowiązkiem jest wiedza dotycząca tematów związanych z historią polski.

Podobnie rzecz się ma z „Księgami Jakubowymi”. Tokarczuk skupia się w niej na kwestii frankistów – ludzi ślepo podążających za Jakubem Frankiem. Frankiści stanowili swego rodzaju sektę, której guru był wspomniany wcześniej Frank. Frankizm w swoim założeniu miał kontynuować ruch sabbataistyczny. Jednakże żadne wcześniejsze zrywy mesjanistyczne nie zyskały w Polsce aż takiej popularności. Olga Tokarczuk w swojej książce stara się nam przybliżyć ten ruch, pokazać go takim, jakim w rzeczywistości był i nie jest to łatwe zadanie. Sama bowiem twierdzi, że wedle źródeł pisanych z których korzystała przy tworzeniu „Ksiąg” nie ma jednoznacznego określenia osoby Franka. Znów, podobnie jak w przypadku „Pokłosia”, czytelnik ma za zadanie sam wyrobić sobie swoją opinię na jego temat. Tokarczuk wykonała swoją prace skrupulatnie i dokładnie, teraz czas na nas.untitled

I ostatnia rzecz, którą chciałabym przytoczyć, a mianowicie „Sąsiedzi”. Książka, podobnie jak dwa poprzednie dzieła, skupia się na kwestii Żydów, a konkretniej – zbrodni w Jedwabnem. Wydarzenia w Jedwabnem miały miejsce i z tym nie należy polemizować. Co więcej, faktem jest także to, kto był za nie odpowiedzialny. Wypieranie się tego, czy też obarczanie winą za tę zbrodnie innych a przy tym wybielanie samych siebie, nie jest dobre. Część z nas, Polaków, zwyczajnie nie potrafi się z tym faktem zmierzyć. Uważamy (oczywiście nie wszyscy), że jesteśmy nieskazitelni a zbrodnie na żydach to zawsze Niemcy albo Rosjanie. Zdaję sobie sprawę z tego, jak odważne jest to stwierdzenie, nie mniej jednak, jeśli tylko przyjrzymy się temu, co obecnie dzieje się w mediach, zobaczymy, jak bardzo jest ono prawdziwe.

Dobrym przykładem obrazującym to, jak bardzo nie umiemy stawić czoła prawdzie jest incydent, który miał miejsce wczoraj, podczas spotkania z Olgą Tokarczuk w Toruńskim Dworze Artusa. Sala pękała w szwach, przyszło mnóstwo ludzi z założenia chcących posłuchać tego, co Ounnamed (2)lga miała do powiedzenia na temat swojej książki. Wśród zgromadzonych znalazły się jednak dwie osoby, które przyszły z zamiarem obrażenia autorki. Swoim zachowaniem, mimo iż byli to dorośli ludzie, pokazali, jak bardzo są niedojrzali. Pan z plakatem, wykrzykujący pod adresem Olgi obelgi, oskarżający ją o fałszowanie faktów, uznający ją za zdrajczynię, nie budził sensacji, a jedynie zniesmaczenie. Jego zachowanie było wprost żałosne. Nie chodzi tu o to, że książka mu się nie podobała. Chodzi o to, że sposób, w jaki wyraził swoją opinię uwłaczał nie tylko samej autorce, ale też widowni zgromadzonej w sali. Podobnie pan, który w swoim nieskładnym monologu, starał się zawrzeć to, iż książka jest nieprawdziwa, powołując się na to, że „słowa nie mogą odzwierciedlać prawdy bo na każde tak, mamy nie, na każdy pozytyw mamy negatyw”. Przepraszam za wyrażenie, ale bzdura na resorach! To co w takim razie wyraża prawdę? Czyny? Może i tak, ale o tych czynach słyszymy, a skoro słyszymy, to znaczy, że formą są tutaj ni mniej ni więcej, a słowa. Takie osoby, które z pewnością książki nawet nie przeczytały, bazują jedynie na tym, co pojawia się w mediach i ślepo przyjmują to za pewnik. Dla mnie osobiście, osoby młodej, która jednak stara się śledzić to, co się dzieje nie tylko w naszym kraju, ale tunnamed (1)eż na świecie, nie ma usprawiedliwienia na takie zachowanie. W moim odczuciu jest ono bezmyślne i ślepe. Człowiek powinien sam umieć wyrobić sobie opinię na dany temat, a media nie mogą być ostatecznym wyznacznikiem tego zdania.

„Księgi Jakubowe” z jakiegoś powodu Nike otrzymały. To nagroda, którą może się pochwalić niewielu pisarzy, mimo iż przyznawana jest już od wielu lat. To wyróżnienie za coś, za co w opinii jurorów się ona należy. Ludzie sięgają po tę książkę nadal, mimo iż miała ona swoją premierę ponad rok temu. Sama Olga Tokarczuk otwarcie przyznaje, że ciężko jej było wyrobić sobie zdanie na temat Franka i jego poczynań. W jej odczuciu, był on postacią niejednorodną i złożoną, dlatego odeszła od jego oceny i pozostawiła ją07.12.2009 KRAKOW , PISARKA OLGA TOKARCZUK PODCZAS SPOTKANIA Z CZYTELNIKAMI W SALI MEHOFEROWSKIEJ WYDAWNICTWA LITERACKIEGO , FOT. MATEUSZ SKWARCZEK / AGENCJA GAZETA   PLYTA KRAKOW NR 567 czytelnikom. Należy też docenić wkład autorki w powstanie tej książki. To, ile pracy w nią włożyła przekłada się w tym wypadku na jakość. Podobnie jest w przypadku innych dzieł kulturowych – ich powstanie zawsze poprzedza praca z tekstami źródłowymi. Twórca szuka informacji, by stać się w naszych oczach wiarygodnym. Nie wierzę, że Gross czy Pasikowski nie szukali źródeł. Nie wierzę też w nieznajomość przez nich historii. To ludzie, którzy tworzą kulturę a zatem muszą się w niej orientować. Nie są to dzieła, które powstały „z niczego”.

Najnowsza powieść Olgi już czeka na moim czytniku. Zamierzam ją przeczytać, szczególnie teraz, kiedy dość dokładnie się jej przyjrzałam i posłuchałam, co sama autorka miała o niej do powiedzenia. Chcę sama wyrobić sobie zdanie na temat „Ksiąg Jakubowych”, bo bazowanie tylko i wyłącznie na przekazach medialnych, nie leży w mojej naturze. Chcę być osobą świadomą i posiadającą własne zdanie. Pozostaje mi mieć jedynie nadzieję, że ci, którzy nadal ślepo wierzą w to, co serwują nam media, w końcu się opamiętają. Wiem, że to bardzo naiwne podejście i właśnie po to też powstał ten wpis. Z myślą o tych, którzy nie myślą. Ku przestrodze.

Odpowiedz na „krzysztofińskiAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!