dr Daniel Radcliffe

Daniel Radcliffe, przez bardzo długi okres swojej kariery, kojarzony był wyłącznie z serią filmów o Harrym Potterze. Nic dziwnego – to właśnie rolą młodego czarodzieja zyskał sobie rzeszę fanów. Wydawać by się mogło, że grozi mu łatka „aktora jednego filmu”. Na szczęście jednak tak się nie stało. Poza ostatnim filmem z udziałem Radcliffe’a pt. „What if” czy też jeśli ktoś woli polskie tłumaczenie – „Słowo na M”, warto zwrócić uwagę na pewien mini-serial w którym zagrał on jedną z głównych ról. Mowa tu o ekranizacji opowiadań Bułhakowa pt. „A Young Doctor’s Notebook”. 

Po pierwsze, serial raczej nie uzyskał większego rozgłosu, a szkoda. Rzecz dzieje się w Rosji i to już powinno nas zaciekawić, bowiem serial zrobili Brytyjczycy. Podchodziłam do tej produkcji z pewnym sceptyzmem chociaż jak się później okazało – niesłusznie. Reżyser serialu, Alex Hardcastle, doskonale oddał charakter dziewiętnastowiecznej Rosji. W serialu tym, nie uświadczymy jednak pięknych, carskich budowli, gustownie ubranych pań, dyliżansów czy tłocznych dworców. Wkraczając w świat przedstawiony w „Zapiskach”, musimy pożegnać wszelaką cywilizacje, zapomnieć o postępie techniki oraz o jakichkolwiek środkach transportu publicznego, bowiem wszystkie wydarzenia dzieją się na wsi. Dodajmy – na wsi niemalże odciętej od świata.

Młody, ambitny doktor, w którego rolę wcielił się rzeczony Daniel Radcliffe, przybywa do szpitala, by tam odbywać praktykę lekarską. Nie było by w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że ma on niejako zastępować Wielkiego i Mądrego Doktora. Doktor ten jest w szpitalu czczony i wychwalany przez niemalże cały personel – czyli całe cztery osoby. Pielęgniarki w zasadzie ciągle porównują młodego Vladimira Bomgarda – bo tak się ów doktor nazywa – do jego poprzednika. Nie jest to komfortowa sytuacja dla nowicjusza. 
W tym miejscu, dochodzimy do momentu, w którym autorka wpisu wyjaśnia, czemu „A Young Doctor’s Notebook” jest powszechnie uważany za komedię. Ci, którzy znają Bułhakowa, wiedzą, że jest on mistrzem kreowania sytuacji niemalże surrealistycznych. Tak jest też w tym przypadku. Sceny udzielania pierwszej pomocy, przyjmowania porodu czy też zwykłej porady lekarskiej, są przekomiczne. Doskonale ukazana została zawodowa i życiowa nieporadność doktora oraz to, jak brutalne okazało się być la niego zderzenie z rzeczywistością w której przyszło mu odbywać praktykę. Co więcej, młody Vladimir, jest świeżo upieczonym adeptem Uniwersytetu Medycznego i żyje w przekonaniu, że na studiach nauczyli go wszystkiego. W praktyce wygląda to jednak nieco inaczej.
U Bułhakowa nie wszystko jest jednak proste i oczywiste. „A Young Doctor’s Notebook” jest uważany za komedię, jednak moim zdaniem, dużo lepszym określeniem serialu jest komediodramat. Dodajmy – psychologiczny komediodramat. Wszystko za sprawą osobowości młodego Vladimira. Początkowo, rzeczywiście jest tak, że widz ma przedstawianą historię dziejącą się na bieżąco. Mniej więcej w połowie sezonu – czyli bodajże w trzecim odcinku – okazuje się, że wszystko, co do tej pory widzieliśmy, było wspomnieniami, dorosłego już, Vladimira Bomgarda. I tu kolejne brawa za reżyserię. W rzadko której produkcji filmowej mamy do czynienia z ewidentną zabawą z widzem. Nagle okazuje się, że cała historia jest próbą rozprawienia się z demonami przeszłości naszego bohatera. Na jaw wychodzi jego uzależnienie od morfiny, stany lękowe oraz postępująca schizofrenia.
 
Na serial ten trafiłam zupełnie przypadkowo – koleżanka podsunęła mi tytuł i uznała to za świetną komedię. Rzeczywiście, serial był zabawny ale też dawał do myślenia. Wprowadzał w świat absurdu, a to zawsze jest ciekawe doświadczenie. Co więcej, widz nie ma bladego pojęcia co za chwilę się wydarzy, więc ani przez moment się nie nudzi. I chyba to właśnie jest jego największą zaletą. Przyznaję, że nie dotarłam jeszcze do wersji pisanej „Zapisków” więc ciężko mi oceniać, czy ekranizacja ta jet dobra czy zła. Sam zamysł serialu, to mistrzostwo. Odcinki trwają mniej więcej po 25 minut, sezony są dwa, po 4 odcinki. Więc na dobrą sprawę, by obejrzeć całość wystarczy poświęcić jeden z długich, jesiennych wieczorów. Polecam zaopatrzenie się w ciepły kocyk, kubek gorącej herbaty bądź kakao i wsiąść do pociągu zmierzającego w nieznane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!