Don’t Starve czyli jak nie umrzeć z głodu… i nie tylko.

Zasadniczym założeniem tego bloga miało być pisanie o rzeczach wchodzących niejako w skład szeroko rozumianej kultury. Wstępny projekt zakładał, że będą to rzeczy aktualne i bieżące : gry, muzyka, płyty, czy filmy bądź też, tak jak to miało miejsce w przypadku poprzedniego wpisu, komiksy. Czasem jednak jest tak, że w moje ręce wpadnie coś, co niekoniecznie jest nowe. Tak też było w przypadku gry Dont’t Starve.

Gra miała swoją premierę 23 kwietnia 2013 roku i do stycznia 2014 roku była dostępna jedynie w wersji na PC. Dokładnie 7 stycznia w Don’t Starve można było zagrać na PS 4. Grę tę wydało studio Klei Entertaiment zaś dystrybucję powierzono platformie Steam.

Don’t Starve to gra przygodowa. Mamy w niej pewien jasno określony świat przedstawiony w którym w taki czy inny sposób musimy przeżyć. Zaczynamy postacią, która nie ma absolutnie żadnego ekwipunku. Wszystko musimy zdobywać sami: trawę, chrust, drzewo, kamienie no i oczywiście jedzenie. Z tym ostatnim jest zdecydowanie najtrudniej. Oczywiście możemy żywić się dostępnymi marchewkami, owocami leśnymi czy grzybami, jednak musimy się wtedy liczyć z tym, że…no właśnie z czym. Bardzo ważnym elementem gry, są wskaźniki umieszczone w prawym górnym roku ekranu. Są to: wskaźnik głodu, życia oraz poczytalności. Każdy z nich ma określony poziom i jego spadek, może poniekąd przyczynić się do naszej śmierci. Niekoniecznie głodowej. W moim mniemaniu, najniebezpieczniejszy jest wskaźnik poczytalności, bowiem mimo iż ubywa on najwolniej ze wszystkich, to skutki jego niedoboru są najbardziej uciążliwe. Kiedy tracimy poczytalność, ekran zaczyna nam falować, widzimy coraz mniej wyraźniej, a dodatkowo, nasza postać zaczyna mieć omamy wzrokowe. Brzmi to może zabawnie, choć zaręczam Wam, granie postacią tracącą poczytalność nie jest niczym przyjemnym. 
Kolejną rzeczą na którą musimy uważać, są wszelkiego rodzaju potwory żyjące w naszym świecie. Czasem są one przyjazne, czasem nie, jak na przykład pająki. O ile dajmy na to, bizon czy pszczoła nie zaatakuje nas, jeśli nic mu nie zrobimy, o tyle pająk tak. Jednak wszystko w tej grze ma swoje plusy. Jeśli uda nam się zabić pająka, wypadną z niego rożne rzeczy, niezbędne chociażby do zrobienia pułapki na ptaki. 
Don’t Starve ma zdecydowanie prostą grafikę, wręcz komiksową. Co więcej, żadna z postaci nie mówi w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nasz bohater porozumiewa się za pomocą…muzyki. Ciężko mi to dokładnie opisać, ale wygląda to mniej więcej tak, ze n ekranie pojawia się tekst, a zamiast głosu bohatera, słyszymy rożne dźwięki tworzące razem króciutką melodyjkę. To, moim zdaniem, bardzo urozmaica grę, a nawet jeśli nie, to na pewno czyni ją w pewien sposób oryginalną.
Sterowanie w Don’t Starve jest banalnie proste. Co więcej – twórcy dali odbiorcy wybór – możemy poruszać się naszym bohaterem zarówno za pomocą klawiatury jak i myszki. Możemy też używać i jednego i drugiego. Da się też używać pada. To bardzo dobre zagranie ponieważ gracz sam może dostosować sposób gry do swoich własnych indywidualnych upodobań. 
W moim wypadku, gra sprawiła mi dużo przyjemności choć była to przyjemność skomplikowana. Don’t Starve igra sobie z nami, a ze mną to już szczególnie. Bo jak nazwać moment w którym mam zebrane wszystkie potrzebne do rozpalenia ogniska rzeczy, uzbierane jedzenie i już już, chcę je gotować a moja postać nagle umiera. Z głodu oczywiście. Nie muszę chyba dodawać, ze wraz ze śmiercią postaci, tracimy cały ekwipunek? Za którymś razem z kolei przestałam się tym aż tak przejmować, niemniej jednak, czułam mały wewnętrzny ból, po stracie chociażby prochu czy oszlifowanych kamieni. Jednak najbardziej płakałam, kiedy zaczynałam pomalutku rozbudowywać sobie swoją małą, sekretną bazę, za nic sobie mając sąsiedztwo pająków. Tak, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że one atakują bez powodu. Plan był dobry: baza miała się rozwijać, a ja w założeniu pozabijać wszystkie pająki. Co do jego wykonania…No cóż. Zwyciężyli przewaga liczebną. 
Obawiam się, że Don’t Starve będzie mi towarzyszyć jeszcze przynajmniej przez wiele dni. Gra jest fantastycznym „zabijaczem czasu” a biorąc pod uwagę długość jesienno – zimowych wieczorów… Sami rozumiecie. Zatem, jeżeli lubicie gry przygodowe z elementami survivalu – serdecznie polecam Don’t Starve. Z takich nowinek dotyczących gry, zdradzę wam, że w produkcji jest obecnie wersja mulitplayerowa, nazwana Don’t Starve Togheter i tak, czekam na nią z niecierpliwością. Tymczasem jednak kończę wpis, bo zdaje sie, że moja postać właśnie umiera….:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!