Publikować czy nie – Czwarta władza – recenzja przedpremierowa

Kiedy wybierałam się na seans Czwartej władzy, miałam bardzo wiele obaw związanych z tym filmem. Przede wszystkim, jakoś tak naturalnie nasuwały mi się skojarzenia ze zrealizowanym kilka lat temu, kapitalnym „Spotlight”. Obie produkcje skupiają się bowiem na tym samym problemie – wolności prasy oraz rzetelności, jeśli chodzi o publikowane informacje. Odetchnęłam z ulgą, kiedy okazało się że film wyreżyserowany przez Stevena Spielberga film Czwarta władza, mimo wielu podobieństw do Spotlight, jest jednak zupełnie inną produkcją.

Nieufność wobec polityków, obecna jest od zawsze. Media – niezależnie od tego, czy mówimy o prasie, czy telewizji, czy też serwisach internetowych – mają za zadanie przedstawić nam jasny i obiektywny ogląd konkretnych sytuacji. Zadaniem każdego dziennikarza, jest pisanie prawdy. Pytanie jednak, co wtedy, kiedy wspomniana prawda jest bardzo niewygodna i może doprowadzić do kataklizmu medialnego? Akcja Czwartej władzy, rozpoczyna się w 1971 roku, krótko przed wybuchem Afery Watergate. Na jaw wychodzą raporty rządowe dotyczące przebiegu wojny w Wietnamie. Okazuje się, że rząd, mimo iż doskonale wiedział, że nie ma żadnej poprawy, nadal wysyłał żołnierzy na front a tym samym – właściwie na pewną śmierć. Raporty ujawnił były pracownik prywatnego think tanku, Daniel Ellsberg. Decyzja ta, była ryzykowna, ponieważ groziły mu za to bardzo poważne konsekwencje prawne. Raport ten, w pierwszej kolejności trafił do New York Timesa, jednakże po, wydanym przez prezydenta Nixona, zakazie sądowym dotyczącym publikacji podobnych materiałów, trafił on do The Washington Post. Ostatniej z wymienionych gazet, zakaz nie obowiązywał, co nie oznacza, że nie istniało poważne ryzyko związane z ujawnieniem tych raportów. Sytuacja była też o tyle skomplikowana, że raporty te, trafiły do The Washington Post w momencie, kiedy gazeta weszła na giełdę. Jakikolwiek kataklizm, czy skandal, mógł sprawić, że inwestorzy, którzy kupili akcje firmy, mogli się wycofać. Decyzja co do publikacji nie była zatem prosta do podjęcia.

Czwarta władza porusza zatem przede wszystkim problem dotyczący lojalności i rzetelności dziennikarstwa oraz tego, czy prasa jest faktycznie niezależna. Spielberg obrazuje ten problem przy pomocy działających na emocje widza środków wyrazu, jak chociażby dynamiki montażu, czy zbliżenia na twarze dziennikarzy, pokazujące całe spektrum emocji. Trzeba przyznać, że operatorka jest tutaj na naprawdę wysokim poziomie, a dokonał jej Janusz Kamiński. Wydawać by się mogło, że każde ujęcie jest przemyślane od A do Z. Tu nie ma błędów operatorskich. Podobnie jak nie ma błędów montażowych. Rytm filmu w dużej mierze wyznacza bowiem montaż oraz dialogi – bardzo wartkie i prawdziwe, a przy tym rewelacyjnie oddające klimat pracy dziennikarza. W połączeniu z przestrzenią w której toczy się akcja ( a w większości są to jednak dość małe pomieszczenia ) dostajemy bardzo prawdziwy obraz tego, jak wyglądała praca dziennikarzy ( i w sumie, jak wygląda poniekąd i dziś).

Na czele gazety The Washington Post stoi Katherine Graham (Meryl Streep). To też jedyna kobieta na kierowniczym stanowisku, jeśli mowa o ówczesnej prasie. Co więcej, nie dość, że jest jedyną kobietą, to jeszcze to ona tak naprawdę zarządza firmą. Do niej też należy decyzja, czy należy opublikować pozyskane materiały, czy też nie. Z pewnością wielu z was oczekiwało tu kreacji co najmniej przypominającą Żelazną Damę. Nic bardziej mylnego! Postać Kay Graham jest na wskroś kobieta i reżyser niejednokrotnie to podkreśla. W jednej ze scen, kiedy Kay wchodzi na spotkanie zarządu, widać bardzo wyraźnie w jakim świecie funkcjonuje. Co więcej, mimo iż sama w sobie postać w tej scenie nie jest mocno wyeksponowana to jednak widz zwraca uwagę właśnie na nią. Kay jest pełna wątpliwości, widzimy bardzo wyraźnie jak łatwo zaczyna się denerwować. Jasne jest to, że w pewien sposób sytuacja, w której się znalazła, niekoniecznie jest dla niej wygodna. Niemniej jednak, tak potoczyło się życie, więc Kay musi stawić czoła wyzwaniom. Spielberg skupia się jednak przede wszystkim na ukazaniu tej prawdziwej natury kobiety: wrażliwej, delikatnej, a jednocześnie nie pozbawionej zdrowego uporu i samozaparcia. Nie zmienia to jednak faktu, że w przytoczonej scenie, bardzo wyraźnie widać, jak Kay jest samotna wśród tych wszystkich mężczyzn, którzy najpewniej w ogóle nie mają pojęcia jak się czuje i jak bardzo jest jej ciężko. Klamrą do tej sceny, jest jedna z końcowych, kiedy Kay wychodzi z budynku Sądu Najwyższego a dookoła niej zgromadzone są same kobiety. Ktoś może uznać ten zabieg za sztampowy, czy na wskroś przewidywalny. Być może. Natomiast wydźwięk, o który chodziło reżyserowi został tutaj jak najbardziej osiągnięty.

Kay Graham, nie jest jednak tak do końca pozostawiona sama sobie, jeśli chodzi o podejmowanie decyzji. Redaktorem naczelnym gazety, którą zarządza, jest bowiem Ben Bradlee (Tom Hanks). To także niesamowicie ciekawa postać. Bradlee jest bowiem nie tylko idealistą jeśli mowa o dziennikarstwie. On przede wszystkim żyje dziennikarstwem. Czasem można wręcz odnieść wrażenie, że nie ma w jego życiu niczego bardziej istotnego. To dziennikarz z krwi i kości, a do tego z poczuciem misji. W zestawieniu z Kay Graham, choć to zupełnie różne charakterologicznie postaci, duet ten wypada rewelacyjnie.

Czwarta władza jest filmem ważnym, nie tylko ze względu na poruszenie kwestii kobiety w świecie rządzonym przez mężczyzn. Jasne, ten aspekt jest bardzo ważny, choć nie możemy zapominać jeszcze o uniwersalnym charakterze produkcji. Każdy z nas – w mniejszym lub większym stopniu – nie ufa politykom. To nie jest żaden wstyd, powiedziałabym wręcz, że to swego rodzaju norma. Film Spielberga, mimo iż osadzony w latach 70 XXw, jest bardzo aktualny. Bo czyż daleko jest poczynaniom Trumpa do tego, jak zachowywał się Nixon? W przypadku tego drugiego, mieliśmy przykład zaledwie zaczątków braku zaufania do władzy. Teraz zjawisko to ma znacznie większą skalę. Sęk w tym, że aby rzeczywiście mieć jakikolwiek ogląd sytuacji, niezbędne są media. Wolne media. Akcenty w filmie Czwarta władza, rozkładają się dość nietypowy sposób, aczkolwiek na tyle wyraźny, że doskonale odczytujemy intencję reżysera. I mam niejasne wrażenie, że sprawa, która stanowi główny wątek filmu, stała się li i jedynie przyczynkiem do głębszej dyskusji na temat wolności słowa. Nie tylko w Stanach.

Jeśli chodzi o nominacje Oscarowe, to Czwarta władza nie ma ich dużo – aktorka pierwszoplanowa i najlepszy film. Niestety, w mojej ocenie, film nie powtórzy sukcesu Spotlight. Mimo iż temat jest bardzo „Oscar – bait” to nie ma szans w przebiciu się z kreacjami aktorskimi Frances McDormand czy Saoirse Ronan, Streep (choć zjawiskowa!) nie ma szans. Poza tym, hej. Ona ma już bardzo dużo statuetek. Czwarta władza nie jest też moim zdaniem najlepszym filmem, choć przyznaję, że w tym roku, poziom filmów jest naprawdę wysoki.

Nie oznacza to jednak, że Czwarta Władza jest filmem złym, czy niewartym obejrzenia. Wprost przeciwnie. Uważam, że bardzo dobrze iż ten film powstał. Dobrze jest pójść do kina i zobaczyć, że prawda – tak jak i kiedyś, tak dziś – nadal jest na pierwszym miejscu. I że dziennikarstwo samo w sobie nie jest li i jedynie zawodem, a poczuciem misji. Może i podchodzę do tego tematu zbyt osobiści, bo sama kiedyś byłam dziennikarką i niejednokrotnie toczyłam batalie z naczelnym, czy publikować jakiś materiał czy nie. Być może dla mnie ten film po prostu znaczy więcej, niż może znaczyć dla was. Niemniej jednak, idźcie do kina. Jeśli nie po to, żeby choć na moment wejść w środowisko dziennikarskie, to dla duetu Streep – Hanks.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!