Co mnie wkurza w kinie, czyli 7 grzechów widza

Cały tydzień publikowałam posty, będące recenzjami filmów – czy to Oscarowych – czy też nie. Z racji tego, że jest piątek, wpis luźniejszy, nieco bardziej weekendowy, aczkolwiek bardzo istotny. Spędzając ostatnimi czasy mnóstwo czasu w kinie, poczyniłam pewne obserwacje, dotyczące zachowań widowni. Jak nie trudno się domyślić, nie zawsze jest różowo i nie zawsze mam możliwość obejrzenia filmu, mając przysłowiowy, święty spokój. Poniższy post jest po części upustem dla tych przemyśleń, które kotłują się we mnie od premiery Deadpoola, a poniekąd refleksją nad tym, ze chyba jednak nie do końca jest dobrze, jeśli chodzi o kulturę osobistą ( i nie tylko ) w kinie. Jako, że wpis luźniejszy, forma także będzie luźna i zupełnie niestandardowa.

Po pierwsze – nie gadaj!

1272762-Sitkiewicz-Dzisiaj-krytyka-dziala-w-szerokim-kontekscie-popkultury-gier

Nie ma nic bardziej irytującego, niż ludzie, którzy nie przychodzą „na film” tylko „do kina”. Dla takich osób, najważniejsze jest skomentowanie sukienki, makijażu, czy muzyki, najlepiej w takim momencie, kiedy na ekranie budowane jest napięcie. Serio, cisza jak makiem zasiał, a tu nagle słyszysz: ale ona ma brzydki nos/usta/cycki – niepotrzebne skreślić. Jakby akurat ta uwaga/myśl, była w danym momencie najistotniejszą rzeczą pod słońcem. Na litość boską, widzu, jak już ruszyłeś tyłek z domu, to oglądaj film i przy okazji – daj obejrzeć go innym. Komentarze zostaw na „po filmie”.

Jak już koniecznie musisz jeść, to jedz, tylko cicho.

popcorn-802047_960_720

Szeleszczenie papierkami, chrupanie chipsami, mlaskanie… To tylko niektóre z odgłosów, które można usłyszeć w kinie, a które mnie osobiście doprowadzają do szału. Cholera jasna, z jakiegoś powodu, w kinie sprzedają popcorn w KARTONOWYCH pudełkach. To nie jest tak, że kino dba o środowisko czy coś. To też nie jest kwestia ekonomii. Karton nie szeleści, ergo nie przeszkadza w odbiorze seansu. Ale, drogi widzu, jak już musisz jeść, to nie mlaskaj / nie chrup najgłośniej jak się da / nie szeleść papierkami. Serio, to przeszkadza, nawet nie wiesz jak bardzo.

Jak masz katar albo kaszel – zostań w domu.

woman-698957_960_720

Ktoś może mieć mi za złe to, że czepiam się osób przeziębionych, które akurat miały ochotę iść do kina. Nie mogę jednak przejść do porządku dziennego z faktem, iż ktoś, kto siedzi obok mnie/ za mną / przede mną, co pięć minut smarka, kaszle albo jedno i drugie naraz. Nie dość, że taki delikwent rozsiewa wokół siebie zarazki, to jeszcze przeszkadza w spokojnym oglądaniu filmu. Jak się jest chorym, to się siedzi w domu.

Chce ci się pić? Ok, ale dlaczego gazowane w butelce?

5e05eb1be5225009a3da0748d1dcd9c4.jpg

Kolejna rzecz, która jest niesamowicie irytująca. Siedzisz, wciągasz się w fabułę, a nie daj boże wzruszasz i nagle, kiedy na sali panuje absolutna cisza słyszysz to cholerne pssssssssss. TAK, to jest zmora. Jak już koniecznie chcesz mieć w kinie coś do picia, to do jasnej Anielki, albo przelej to do kubka (te że StarWars są całkiem spoko) albo kup niegazowane. I postaraj się przy okazji nie „strzelać” plastikiem, bo to też nie jest nic przyjemnego.

Jak chcesz się całować, to do parku!

couple-1019127_960_720

W Walentynki miałam okazję obejrzeć 3 seanse w kinie, z czego na jednym o mało nie dopuściłam się mordu. Siedząca nieopodal mnie para, usilnie próbowała przekazać całemu światu, jacy to oni są szczęśliwi, w międzyczasie wymieniając się całuskami, cmoczkami innymi formami miziania ( chyba nawet nie chcę wiedzieć jakimi dokładnie). Do jasnej cholery, kino to nie miejsce na tego typu rzeczy. Po pierwsze, nie jesteście sami, a po drugie, jak chcecie się migdalić, to jest tysiąc pięćset innych miejsc, w których robiąc to, nikomu nie przeszkadzacie. Serio, nikt nie chce słuchać odgłosów wydawanych przez dwoje śliniących się (bo ciężko nazwać to czymkolwiek innym) do siebie ludzi.

Wyłącz telefon!

iphone-410324_960_720

Nie ma nic bardziej irytującego, niż to, kiedy nagle, w czasie seansu, komuś zadzwoni telefon. Nie, żeby w kinie było milion karteczek, które jak w mordę strzelił mówią: wyłącz telefon na sali kinowej. Nie, po co. Przecież trzeba być cały czas „pod telefonem”. Ok, spoko, czaje – uzależnienie i tak dalej. Ale do jasnej cholery, wyłączenie dźwięków nie sprawi, że umrzecie, a widzowie będą wam wdzięczni, za to, ze mogli w spokoju obejrzeć seans. Serio, to naprawdę nie jest wysiłek na miarę wspięcia się na Mount Everest. I w dodatku zajmuje tylko sekundę.

Jak wychodzisz, to sprzątnij po sobie.

flip-book-55121_960_720.png

To całkiem normalne, że spadnie ci czasem popcorn, czy też chips. To normalne, że może ci upaść papierek, a nie chcąc przeszkadzać innym, zwyczajnie go nie podnosisz. To w końcu normalne, ze zamiast zgniatać plastikową butelkę czy też chować ją do torebki, rozpinać jej zamek, stawiasz ją obok. To w porządku, bo nie przeszkadzasz innym w oglądaniu filmu. Ale jak już ten film się skończy, to, weź tę butelkę, pozbieraj okruszki, na tyle na ile to możliwe i podnieś ten cholerny papierek. Korona ci z głowy nie spadnie, a pracownikom kina będzie na pewno miło. To naprawdę nic nie kosztuje a jak bardzo ułatwia sprawę obsłudze kina!

To już wszystko. Chyba wszystko. Z każdym z tych zachowań zetknęłam się w kinie przez ostatni tydzień. Możecie sobie mówić, że jestem „czepialska” i, że „szukam dziury w całym” – droga wolna. Ale jeśli po lekturze tego tekstu, ktokolwiek zastanowi się dwa razy, zanim otworzy butelkę z gazowanym napojem, bądź zacznie mlaskać, bądź robić którąkolwiek z wymienionych w tym wpisie rzeczy, to ja jestem szczęśliwa. To są rzeczy, które nie wymagają nie wiadomo jakich umiejętności i nie pochłaniają olbrzymiej ilości czasu. To małe rzeczy, które mogą sprawić, że nie będziemy się w kinie irytować, a słowa „życzymy udanego seansu” nabiorą nowego znaczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!