Małpy razem silne, czy trylogia Planety Małp

Na samym początku, muszę Wam się do czegoś przyznać. Być może uznacie mnie za grzesznika popkulturowego, być może stwierdzicie, że jestem głupia – Wasze prawo. Ja jednak muszę uczciwie powiedzieć, że w zasadzie do premiery Wojny o Planetę Małp, nie widziałam ŻADNYCH MAŁP. Co więcej, nie czytałam też książki. Dlatego też, odbiór tego filmu, dla mnie jako osoby nie znającej uniwersum, był bardzo ciekawym acz też nie pozbawionym swego rodzaju „dziwności” przeżyciem. Muszę też powiedzieć, że było to przeżycie bardzo, ale to bardzo emocjonalne. Nie przypuszczałam, że seria trzech filmów, będzie w stanie odcisnąć na mojej psychice tak duże piętno. I nie, ani trochę nie przesadzam.

Zanim wybrałam się na trzecią część Planety Małp, postanowiłam, zgodnie z zaleceniami znajomych, obejrzeć dwie poprzednie części. Mówiono mi, że wówczas, odbiór trzeciej części będzie o niebo lepszy, że bardziej zżyję się z bohaterem. Że bardziej będzie mnie on obchodził. Przyznam, że nie do końca kupowałam takie rady, bo hej, jeśli film jest dobry, to niezależnie od wszystkiego i tak zżyję się z bohaterem, o ile ten będzie dobrze napisany. I wiecie co? Ci moi znajomi (w tym też blogerzy) mieli rację. Za cholerę nie uroniłabym łezki na trzeciej części, gdybym nie miała przed oczami tego, co faktycznie przeżył Ceasar, czyli główny bohater serii.

Przypomnijmy sobie, o co chodziło w poprzednich częściach Planety Małp. W pierwszej części, korporacja medyczna, zaczyna prowadzić eksperymenty na małpach, w celu opracowania nowego leku. Lek udaje się opracować, sęk w tym, że niekoniecznie jest on w dalszej perspektywie bezpieczny dla ludzi. W efekcie różnego rodzaju mutacji, małpy które testowały lek, rodzą się z bardzo wysokim ilorazem inteligencji, co obrazuje właśnie nasz główny bohater. Ceasar trafia do domu, gdzie ma swojego człowieka, jest traktowany jak pełnoprawny członek rodziny, jednakże w wyniku splotu różnych wydarzeń, zostaje on oddany do schroniska dla małp ( czy czegoś w tym rodzaju).

W części drugiej, mamy już znacznie bardziej zarysowaną akcję. Ceasar żyje w konkretnym miejscu, ma się nieźle, prowadzi swoje stado, jest jego przywódcą nadal , nie ufa ludziom, tak, jak ufał kiedyś. Jednocześnie, Ceasar nie dąży do konfliktu. Jasno podkreśla, że jeśli ludzie zostawią małpy w spokoju, nie będzie wojny. Jednakże kiedy okazuje się, że ludzie przychodzą do niego po pomoc, ten decyduje się jej im udzielić. Jego postępowanie, niesie jednak za sobą pewne konsekwencje. Stado, nie jest w stu procentach zgodne, że należy pomagać ludziom. Koba wznieca rebelię, a w finale mamy ostateczne starcie tych dwóch bohaterów.

Oczywiście te zarysy fabuły, to jedynie krótkie jej nakreślenie, wszak nie chodzi o to, aby bardzo dokładnie wszystko wam opowiedzieć, bo przecież znacie te filmy. A jeśli nie, zróbcie coś dobrego dla siebie i je nadróbcie. Chcę jednak zwrócić tutaj uwagę na jeden aspekt. Chodzi przede wszystkim o relacje między bohaterami. Planeta Małp, niezależnie od tego o której części byśmy nie mówili, tymi relacjami stoi. Widzowi z każdym filmem, zależy coraz bardziej na bohaterach. Już nie chodzi tylko o Ceasara, ale w miarę jak poznajemy jego stado, każdy z jego członków jest dla nas jakiś. Każdy ma swoją historię, jest nakreślany w bardzo konkretny sposób. W efekcie, mamy tutaj całe spektrum osobowości – od tych bardzo pozytywnych, poprzez te, które budzą w nas złość czy takie, których po prostu, z takiego czy innego powodu, nie darzymy sympatią. W planecie Małp, nie ma postaci, która będzie dla nas chociażby w minimalnym stopniu obojętna. Wrażenie to, potęguje Wojna o Planetę Małp.

Przyznam szczerze, że kiedy porównywałam ze sobą (co przecież jest bardzo naturalne) dwa pierwsze filmy, całym sercem byłam za tym, że dużo lepszym filmem była druga część. Z całą pewnością jest to kwestia akcji, tego ile w tym filmie się dzieje i jak prowadzona jest fabuła. Więcej też dowiedzieliśmy się o bohaterach, co także odegrało w tej ocenie niemałą rolę. Muszę jednak przyznać, że teraz, kiedy widziałam trzy filmy z uniwersum, wiem jedno: Wojna o Planetę Małp jest filmem najlepszym.

Moja ocena, może się wydawać cokolwiek dziwna, bo jeśli porównamy dynamikę akcji dwóch pierwszych filmów, to trzeci wyda nam się bardzo spokojny i statyczny. Wbrew temu, co sugeruje tytuł, wojny i konfliktu zbrojnego, wybuchów i innych komponentów, mogących się wpisywać w słowo „wojna” jest tutaj stosunkowo niewiele. Cały film, w dużej mierze opiera się na wędrówce Ceasara w bardzo konkretne miejsce, celem dokonania odwetu. I właśnie o tego bohatera chodzi tutaj najbardziej. W dwóch poprzednich częściach, jawił nam się on jako dobry, sprawiedliwy a przede wszystkim – unikający konfliktu władca. Uczył swoje stado tego, ze należy go bronić, ale w żadnym wypadku nie należy dążyć do wojny. Wojna niesie bowiem ze sobą śmierć, a każda śmierć członka stada jest tym, czego stara się za wszelką cenę unikać. Jednakże w momencie, kiedy zabite zostają najbliższe Ceasarowi osoby, jego perspektywa się zmienia. To właśnie nowe myślenie Ceasara sprawia, że widzimy go w nieco innym świetle. Ceasar jest żądny zemsty, chce odwetu. Z drugiej jednak strony, cały czas ma na względzie dobro stada i szuka takich rozwiązań, które będą najbezpieczniejsze dla stada właśnie. Widz obserwuje zatem nie tylko konflikt wewnętrzny, jaki bez wątpienia ma miejsce, ale też, podświadomie, sam stara się ocenić, co byłoby tu najlepszym rozwiązaniem. Motywacja naszego głównego bohatera jest dla nas jednak bardzo zrozumiała i zamiast (wszak jest ona niczym innym, jak chęcią mordu na konkretnej osobie) ją krytykować, kibicujemy naszemu protagoniście.

Kiedy dochodzi do momentu kulminacyjnego, do samego końca nie wiemy, jak to wszystko się zakończy. Znaczy inaczej: osoby, które tak, jak ja nie znają uniwersum nie wiedzą. Ci, co znają książkę, mogą się domyślać. Tym bardziej, że wedle relacji jednego z moich znajomych, który zna książkę, Wojna o Planetę małp ma bardzo dużo odniesień do niej. Myślę sobie, że z pewnością nadrobię tę lekturę, chociażby dlatego, aby móc się w jakimkolwiek stopniu ustosunkować do tej opinii.

Wracając jednak do Wojny o Planetę Małp. To, że jest ona nakręcona bardzo statycznie, nie zmienia faktu, jak piękne kadry tutaj mamy. To jest poezja dla oczu. Las, w którym mieszkały małpy, woda a także wszystkie sceny batalistyczne – to robi niesamowite wrażenie. Serio, jeśli tylko macie okazję obejrzeć Wojnę o Planetę Małp w kinie – zróbcie to. Podobnie rzecz się ma, jeśli chodzi o mimikę bohaterów. To, ile twarz jest w stanie pokazać emocji, jest absolutnie niesamowite. W jednym spojrzeniu widzimy zazdrość, gniew i nienawiść, by po chwili, bohater pokazał nam czułość czy troskę.

Właśnie ta kwestia emocjonalności jest niesamowitą siłą każdej Planety Małp, choć chyba najbardziej jest ona widoczna właśnie w trzeciej części. Ceasar, w którymś momencie wypowiada słowa, które mówią o tym, że uważa, iż małpy są lepsze od ludzi. Oczywiście teza te jest poparta jego doświadczeniami i tym, co widział. Jednakże bardzo szybko uświadamia on sobie, że tak naprawdę, małpy nie są w niczym lepsze od ludzi. Są takie same – dobre i złe. Fałszywe i lojalne. Przywołuję tę kwestię nie bez powodu. Cała Planeta Małp kręci się właśnie wokół tego, że małpy uczą się od ludzi. To, jakie są, na ile są w stanie zaufać (nie tylko człowiekowi), jest definiowane tym, co przeżyły. I ludzie działają dokładnie w ten sam sposób. Różnica, tak naprawdę w którymś momencie się zaciera. Małpy wykształcają bowiem niemalże taką samą inteligencję, jaką mają ludzie. Stają się oni partnerami w rozmowie, co doskonale widać w Wojnie o Planetę Małp, kiedy Ceasar rozmawia z pułkownikiem. Obaj doskonale umieją konstruować swoje myśli. Dobrze pokazują swoje motywacje. Co ciekawe, Ceasar staje się dla nas niemalże tak samo inteligentnym bohaterem, jakim jest pułkownik (co by o nim nie mówić, jest inteligentny).

Ewolucję bohatera obserwujemy przez wszystkie trzy filmy. Widać ją chociażby poprzez to, ile słów wypowiada Ceasar w danej części. W pierwszej, mówi zaledwie jedno czy dwa słowa, a w dodatku są to same słowa, nie zaś zdania. W części drugiej, nasz bohater zaczyna formułować bardzo proste zdania zbudowane na bazie bezokoliczników, jednakże niosące konkretny sens. W części trzeciej Ceasar mówi tak samo jak ludzie. Składa zdania, są to czasem zdania złożone, używa skomplikowanych słów. Jedyna różnica pomiędzy ludzką mową polega na tym, że Ceasar mówi wolno. Ale to jedyna różnica. W przypadku innych bohaterów, sytuacja przedstawia się różnie. Te bardziej inteligentne małpy składają proste zdania, wypowiadają je werbalnie. Te, którym mowa sprawia trudność, bez większego problemu porozumiewają się za pomocą języka migowego. Dla mnie, niesamowite jest to, że za pomocą tak naprawdę jednego, nazwijmy to elementu, jesteśmy w stanie zobaczyć jak przebiega ewolucja bohaterów.

Ceasar umiera, co chyba nie powinno być dla nikogo żadnym zaskoczeniem. Aż chce się powiedzieć „Umarł król, niech żyje król”. Jeśli weźmiemy pod uwagę to, w jakich okolicznościach, oczywiście historycznie było wypowiedziane to zdanie, wydaje się być ono strzałem w dziesiątkę. Słowa te bowiem, wypowiedziane wraz z momentem śmierci starego władcy i wstąpieniem na tron nowego, zapowiadały, także brak kłótni i walk o tron. W kontekście tego, jakim de facto królem był Ceasar, są one bardzo adekwatne. Myślę też, że ten kontekst, będzie jedynym słusznym, jeśli chodzi o wydźwięk trylogii Planety Małp. Stado powinno być zgodne, powinno okazywać sobie wzajemny szacunek. Bronić swojego terytorium, kiedy jest to konieczne. Ale nie wszczynać wojen bezpodstawnie. Jeśli spojrzymy na filmy z tej perspektywy, nabierają one bardzo uniwersalnego i ponadczasowego charakteru. Innymi słowy: Małpy razem silne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!