Być jak Tadzik i Karol, czyli czego uczą nas Miodowe lata

Nie ma chyba osoby, która nie oglądałaby chociażby jednego odcinka Miodowych lat. To serial, w przypadku którego, możemy śmiało mówić o fenomenie. Nie jest też bezzasadne nadanie mu miana serialu kultowego. Serial ten, oglądały wspólnie całe rodziny. To jeden z pierwszych, polskich sitcomów. Starszy od niego jest chyba tylko 13 posterunek.

Pierwszy odcinek Miodowych lat, został wyemitowany 13 października 1998 roku. Ja miałam wtedy zaledwie 9 lat a i tak rodzice pozwalali mi ten serial oglądać. Treści, które były w nim pokazywane, były przyjazne dla widza w każdym wieku. Nie oznacza to jednak, że były one pozbawione głębi czy też nie były one satyrą na pewne społeczne zjawiska, z którymi nasze społeczeństwo w tamtym czasie musiało się mierzyć.

Przede wszystkim jednak należy zacząć od tego, jaką formę miał ten sitcom. Było to de facto przedstawienie teatralne, kręcone z udziałem publiczności. W przypadku naszych rodzimych produkcji, był to pierwszy tego typu serial. Nie jest to jednak nasz oryginalny pomysł. Miodowe lata powstały na podstawie dwóch produkcji: The Honeymooners oraz Jackie Gleason Show. Scenariusz jednak dopasowany był do naszych polskich realiów. I to właśnie scenariusz oraz sytuacje, które przedstawiane były w Miodowych latach, stanowią zdecydowanie największą siłę tego sitcomu.

Za polską wersję scenariusza odpowiadał m.in. Grzegorz Łopaszewski. Nazwisko to może wam niewiele mówić, ale jak powiem, że to ten człowiek, który odpowiada za scenariusz do nagrodzonego w 2005 roku na Festiwalu w Gdyni Komornika, to chyba macie mniej więcej obraz tego, kim jest ten człowiek. A nawet, jak nie macie, to powinniście kojarzyć film. W każdym razie, scenariusz Miodowych lat był tak skonstruowany, że ani jeden odcinek nie był nudny czy po prostu głupi.

Poza scenariuszem, Miodowe lata „wygrywają obsadą”. Oczywiście mówię tu przede wszystkim o chyba najbardziej znanym, polskim duecie aktorskim, czyli Barciś – Żak. Oglądanie tej dwójki na ekranie to jest czysta przyjemność. Nie mówię tylko o ich roli w Miodowych latach, ale też np. o tym, jak kapitalnie zostali oni obsadzeni chociażby w innym popularnym serialu – Ranczo. Chemia, którą Barciś i Żak między sobą mają, jest idealna. Uzupełniają się pod każdym względem i ma się nieodparte wrażenie, że są stworzeni do tego, aby grać razem. Obsada Miodowych lat, to jednak nie tylko duet Barciś – Żak. To także kapitalna w swojej roli Dorota Chotecka, Agnieszka Pilaszewska czy Marta Lipińska. Nie możemy też pominąć takich nazwisk jak Jacek Braciak, nieżyjący już Leon Niemczyk czy Marek Barbasiewicz. Powiedzenie, że to śmietanka jednych z najlepszych polskich aktorów, nie będzie tu wcale przesadą. A przynajmniej, jeśli chodzi o ich rolę w tym serialu, bo każdy z nich poradził sobie z nią koncertowo. Ach, no i zapomniałam: Waldemar Obłoza czyli Kurski! Bez jego: „Sąsiad, mordo ty moja!” nie ma tego serialu. I bez słynnego „puk-puk!” w wydaniu Marty Lipińskiej. Co ciekawe, spore grono tej obsady znalazło się potem w obsadzie Rancza.

Miodowe lata dostarczały potężnej dawki śmiechu – to nie ulega żadnej dyskusji. Pytanie jednak brzmi: dlaczego? Przede wszystkim musimy zwrócić uwagę na hiperbole, które zostały zastosowane w tej produkcji. Dotyczą one nie tylko tego, jak dokładnie wyglądała scenografia czy kostiumy, ale przede wszystkim realiów, które zostały ukazane w serialu. A także modelu rodziny, który jak teraz na to patrzę, wcale nie był taki popularny w tamtym czasie, za to jest popularny obecnie. Ale po kolei.

Małżeństwa Norków i Krawczyków, to małżeństwa osób, które są nieco po trzydziestce. Karol niejednokrotnie podkreśla, że 9 lat pracuje jako motorniczy, zatem można przyjąć, że ma około 35 lat, nie sądzę, żeby więcej. Z kolei Norek, pracuje w kanalizacji i to też już dobre kilka lat. Zabijcie mnie, ale nie wyłapałam ile lat po ślubie są Karol i Alina, ale jeśli ktoś znajdzie tę informację, to miejsce w komentarzach jest dla was. Tak czy inaczej, mamy do czynienia z raczej młodszymi małżeństwami niż starszymi. I co? I te małżeństwa są bezdzietne. Mało tego – dzieci praktycznie w tym serialu nie ma. Ciekawe, prawda? Schyłek lat 90-tych XX wieku, a serial de facto promuje małżeństwa bezdzietne. I co najlepsze – taki model nie budzi absolutnie żadnych kontrowersji, mało tego, jest powszechnie akceptowany. Nie krytykujemy ani Norków ani Krawczyków za to, że nie mają dzieci. Nie mam co prawda pojęcia, jak sytuacja wyglądała w kolejnej odsłonie Miodowych lat, a mianowicie w Całkiem nowych Miodowych latach, bo po prostu tego nie oglądałam. W oryginale jednak, tak samo Alina i Karol, jak i Danka i Tadzik, są dwójką szczęśliwych małżeństw, które nie mają dzieci. Mało tego! W serialu praktycznie w ogóle nie jest poruszana kwestia potencjalnego posiadania dzieci.

Dlaczego zaczęłam od kwestii dzieci? Ponieważ to poniekąd wiąże się z tym, jaki model rodziny w serialu (pozdrowienia dla Thanosa i publiczności obecnej na prelekcjach na Falkonie) jest może nie tyle promowany, co pokazywany jako właściwy.

No dobrze, ale czy to, że kobieta nie pracuje i zajmuje się domem, może być przez nas tak samo łatwo zaakceptowane, jak fakt, że bohaterowie Miodowych lat nie mają dzieci? Teoretycznie nie. Praktycznie kwestia wygląda jednak nieco inaczej.

W Miodowych latach mamy dwa małżeństwa, które są kompletnie różne od siebie. Zacznijmy od Krawczyków. Karol za każdym razem, kiedy wraca do domu, okazuje czułość swojej żonie, po czym – co jest oczywiście gagiem – pyta co na obiad. Alina podaje mu ten obiad, ale jeśli powiedzielibyśmy o niej, że jest „umęczoną życiem kurą domową”, to dokonalibyśmy sporego nadużycia, żeby nie powiedzieć: powiedzielibyśmy nieprawdę. Alina, jako postać, została skonstruowana w taki sposób, aby nie tylko pokazać to, że rola żony jest bardzo ważna. To ona w dużej mierze jest tą, która odpowiada za to, aby Karol – poprzez swoje szalone pomysły m.in. na zbicie olbrzymiej fortuny – nie zrujnował ich m.in. finansowo. Mało tego, to ona jest tą rozsądną i odpowiedzialną głową rodziny. Świetnie obrazował to jeden z odcinków pierwszego sezonu, w którym Karol udzielił odpowiedzi do gazety twierdząc, że to on jest głową rodziny i to on „rządzi w domu”. Jak nietrudno się domyślić, dostał za swoje, a Alina po raz kolejny pokazała, że jest nie tylko żoną, która zajmuje się domem, ale też jest silną i mądrą kobietą.

W przypadku małżeństwa Norków, sprawa wygląda nieco inaczej. Na przykładzie tego małżeństwa bardzo dobrze został pokazany przypadek, który ja sobie roboczo nazwałam pantofellum extremum. Tadzik nie jest w stanie w jakikolwiek sposób postawić się Dance. Mało tego, wydaje mi się, że mimo tego, ze przecież bardzo ją kocha, to jednak trochę się jej boi. Na każde krzyknięte przez Dankę: „Tadzik!”, staje się on potulny jak baranek. Bardzo często też, kiedy w grę wchodzą jakieś wspólne plany Karola i Tadzika, ten drugi próbuje się wykręcać, twierdzi, że „Danka zaplanowała”/ „Danusia chciała” – wybierzcie sobie odpowiedni wariant. Danka z kolei ukazana jest jako zadbana, silna kobieta, która doskonale wie, czego chce. Definitywnie to ona rządzi w małżeństwie i to akurat nie jest model godny pochwały. O ile małżeństwo Krawczyków nosi w sobie znamiona partnerstwa, o tyle w przypadku Norków, możemy mówić o swego rodzaju dyktaturze. Nie oznacza to jednak, że ten model nas w pewien sposób nie bawi. Jak wszystko w tym serialu, został stworzony po coś. Celem modelu, który reprezentuje małżeństwo Norków, jest swego rodzaju krytyka takiego wzorca. W kontraście do niej stoi oczywiście partnerski model, który reprezentuje małżeństwo Krawczyków.

Problemy, które poruszane są w Miodowych latach, są bliskie każdemu. Warto wspomnieć tutaj chociażby kwestię znienawidzonej teściowej, czy problemów finansowych, z którymi notorycznie borykają się oba małżeństwa. W kontekście tych problemów, zostały oczywiście przedstawione przezabawne sytuacje, w których Tadzio i Karol usiłują zarobić jakieś niebotyczne pieniądze. Z reguły są one konstruowane na zasadzie komedii pomyłek, jak chociażby odcinek, w którym Karol dostaje wyniki badań psa i myśli, że jest śmiertelnie chory. Postanawia on sprzedać tę informację gazecie, aby zarobić bodajże 10 tysięcy złotych. Jak się to kończy, oczywiście nietrudno się domyślić. Niemniej jednak, pomysły na zbicie fortuny przez Karola i Tadzia, to może nie tyle krytyka, co po prostu prześmiewcze zobrazowanie tego, jak radzono sobie z problemami u schyłku lat 90-tych.

Fenomen Miodowych lat w dużej mierze oparty jest oczywiście na kreacjach bohaterów. Jak już jednak wspomniałam wcześniej, nie mniej istotne były tematy, które poruszane były w serialu. Błyskotliwe dialogi, ostre riposty – dokładnie tym stały Miodowe lata. Co jest jednak ciekawe, ostatnio ponownie zaczęłam oglądać wszystkie odcinki tego sitcomu i nadal widzę masę rzeczy, które wciąż są aktualne w kontekście problemów, z którymi boryka się pokolenie obecnych 30-latków. Za małe mieszkanie, brak funduszy na zakup mebli, czy wreszcie praca, którą w sumie lubimy, ale mogłaby być lepiej płatna. Awans, który jest tuż-tuż za rogiem, a który ostatecznie i tak do nas nie trafi, tylko przypadnie w udziale komuś innemu. To, że bez odpowiednich znajomości, ciężko będzie nam cokolwiek osiągnąć, no chyba, że będziemy mieli szczęście. Nie twierdzę tym samym, że każdy jeden, współczesny 30-latek się z takimi problemami boryka. Śmiem jednak twierdzić, że ich grupa jest jednak mimo wszystko bardzo liczna.

Miodowe lata robią jeszcze inną, bardzo ważną rzecz. Poprzez pokazywanie sytuacji komicznych, uczą nas spojrzenia na naszą rzeczywistość z lekkim przymrużeniem oka. Pozwalają nam złapać dystans do problemów, z którymi tak czy inaczej będziemy musieli się zmierzyć – jeśli nie teraz, to z całą pewnością za czas jakiś. Czy jednak oznacza to, że musimy się irytować? Czy oznacza to, że musimy chodzić wiecznie wkurzeni? Wcale nie! Bohaterowie tacy jak Alina, Karol, Tadzik czy Danka, pokazują, że z każdej, nawet najbardziej porąbanej sytuacji jest jakieś wyjście – czasem lepsze, czasem nie do końca, ale zawsze jakieś jest. I przede wszystkim: Miodowe lata, mimo iż poruszają problemy bardzo nam bliskie, pokazują one też, bez wsparcia rodziny i przyjaciół, nie będziemy sobie w stanie z nimi poradzić. To są wartości, o których niestety bardzo często zapominamy. Dlatego moja rada jest jedna: jeśli kiedykolwiek wyda Wam się, że wszystko co mogło pójść nie tak, poszło nie tak, jeśli wydaje się Wam, że sytuacja, w której się znaleźliście, jest absolutnie beznadziejna, włączcie sobie którykolwiek odcinek Miodowych lat i spróbujcie spojrzeć na niego nieco mniej poważnie. Gwarantuję Wam, że to działa. Sprawdziłam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!