blogUp #3 czyli gdzie i po co poniosło Szatana

Toruń jest miastem studenckim i już sam ten fakt determinuje to, że dużo się w mieście dzieje. Nie ma tygodnia bez koncertu, wystawy czy jakiegokolwiek innego eventu. Jako osoba ciekawa świata i lubiąca poznawać nowych ludzi, bardzo często biorę udział w różnego rodzaju wydarzeniach. Tak było też w minioną sobotę. Z inicjatywy trojga młodych ludzi – Kasi, Asi i Kuby – odbyło się wczoraj spotkanie blogUP #3. Rzecz działa się w znanej i lubianej przeze mnie Hanza Cafe i ja tam byłam i pyszną kawę piłam.

Zacznę może jednak od tego, czym w ogóle jest inicjatywa blogUP. Najprościej rzecz ujmując są to cykliczne spotkania dla blogerów, mające na celu integrację toruńskiej (i pozatoruńskiej też) blogosfery. Aby to realizować, organizowane są właśnie tego typu spotkania, których tematyka jest bardzo różnorodna aczkolwiek oscylująca w tej związanej stricte z blogosferą. Na trzecim z kolei spWP_20151107_17_02_18_Prootkaniu omawiane były formularze wszelkiej maści i typu oraz istota newsletterów. Mieliśmy także okazję wysłuchać ciekawej prelekcji Magdy Mirkowicz z mypinkpum.pl o Instagramie i tym, jak sprawić, by był on atrakcyjny.

Samo spotkanie zostało zorganizowane bardzo profesjonalnie i z pomysłem. Wstęp na prelekcję o formularzach i newsletterach był co prawda płatny, ale w ramach zakupionego biletu, każdy z uczestników mógł zamówić kawę, herbatę czy ciastko. Mnie, jako nałogowego kawosza, przekonało to bez dwóch zdań, tym bardziej, że kawa w Hanzie jest jedną z lepszych, jakie można dostać w Toruniu. Całość odbyła się w bardzo sympatycznej i kameralnej atmosferze. Na samym początku, każdy z uczestników spotkania miał za zadanie przedstawić się i powiedzieć kilka słów o sobie. Musze przyznać, że forma tego zadania, mimo że bardzo prostego, była zrobiona z pomysłem. Przekazywanie sobie szmacianego Kopiernika – maskotki wydarzenia – budziło na twarzach zgromadzonych uśmiech i tym samym zadanie nie było aż takie straszne.WP_20151107_18_57_13_Pro

Po krótkim, wzajemnym zapoznaniu się, nastąpił pierwszy prawdziwy czelendż. Uczestnicy w ciągu pięciu minut mieli zapisać na przygotowanych wcześniej kartkach, tytuły dziesięciu książek które…Chcieliby napisać. Obowiązywała zasada im mniej szablonowo, tym lepiej. Przyznam szczerze, że zadanie do najłatwiejszych nie należało, niemniej przyniosło one ciekawe rezultaty. Tym bardziej, że jak już wymyśliliśmy te tytuły, dobieraliśmy się w pary i łączyliśmy swoje książki z książkami osoby z pary. Wychodziły przysłowiowe cuda na kiju a i śmiechu było przy tym co niemiara.

Czelendż ten nie wziął się jednak z nikąd. Jego pomysłodawcą okazał się James Altucher. Na swoim blogu zamieścił on kiedyś bardzo podobne zadanie. Jedyna różnica pomiędzy tym z warsztatów polegała na tym, że dana osoba codziennie ma wymyślać 10 sposobów na coś. W skali roku, tych pomysłów będzie mnóstwo i na pewno pojawią się wśród nich takie, które będziemy chcieli realizować. Moim zdaniem – świetna motywacja, szczególnie jeśli pisze się bloga i myśli się o rozwijaniu go. Nie należy się jednak ograniczać tylko i wyłącznie do działań w blogosferze – pomysły mogą dotyczyć dosłownie każdego aspektu życia.WP_20151107_17_33_08_Pro

Po kreatywnym myśleniu przyszedł czas na naukę. Agata Szargot wygłosiła bardzo ciekawą prelekcję dotyczącą wszelkiego rodzaju formularzy. Pokazała na prostych przykładach, jak powinny być projektowane a czego należy się w nich wystrzegać. Zaskakujące, jak na pozór nieistotne szczegóły mogą utrudniać człowiekowi życie! Wraz z Agatą niejako wypunktowaliśmy rzeczy, których my, jako użytkownicy Internetu nie lubimy, tym samym szukając innych rozwiązań.

Ciekawe było też zagadnienie dotyczące newslettera. Przyznam szczerze, że do tej pory nie rozważałam założenia takowego, natomiast teraz wiem, że newsletter może być fajny i wcale nie musi oznaczać niepotrzebnego spamu. Odbyły się też mini warsztaty, mające na celu uzmysłowienie nam, czego my oczekiwalibyśWP_20151107_17_09_35_Promy od naszego newslettera. Chodziło o to, żeby zaprojektować go w taki sposób, by inni chcieli go czytać, a jak wiadomo jeśli nas coś na samym starcie nie irytuje, innych też nie powinno. Zapisałam sobie kilka prostych wskazówek udzielonych przez Agatę i prawdopodobnie niebawem wprowadzę je w życie.

Niemniej ciekawa była też prelekcja Magdy Mirkowicz z My Pink Plum!. Dotyczyła ona jednego z najpopularniejszych serwisów społecznościowych czyli Instagrama. Poznaliśmy narzędzia, które wspomagają zdobywanie „followersów” a także 3 aplikacje ułatwiające życie użytkownikom Instagrama. Niestety, posiadam obecnie WindowsPhone’a i nie wszystkie z wymienionych przez Magdę aplikacji są dostępne w tym systemie. Nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło, albowiem przeszukując meandry Sklepu Windowsa, znalazłam kilka substytutów przedstawionych aplikacji i z pewnością w najbliższym czasie je przetestuję.WP_20151107_17_09_18_Pro

Poza rzeczami w zasadzie niezbędnymi przy tworzeniu bloga czy strony internetowej, było też smacznie. Nie licząc przepysznej kawy, na stolikach uczestników pojawiły się naprawdę pyszne muffinki, którym wprost nie można było się oprzeć. Jestem strasznym łasuchem dlatego też muffinki długo miejsca na talerzyku nie zagrzały. Ktokolwiek je robił – jest mistrzem. Pani Beata Young – właścicielka Hanza Cafe – także przygotowała dla uczestników mały poczęstunek w postaci czegoś na kształt ciastek z truskawkami. Nie były to typowe ciastka, aczkolwiek rozpływały się w ustach i wiem, że koniecznie musze po nie wrócić do Hanzy.

To była moja pierwsza przygoda z blogUP natomiast już wiem, że nie ostatnia. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnych spotkań, gdyż uważam, że jest to świetna inicjatywa pozwalająca się rozwijać, szczególnie tym, którzy dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w blogosferze. Poza możliwością zdobycia praktycznych umiejętności, to też okazja poznania innych blogerów, a tym samym tworzenia bardzo wartosciowych relacji. Zdecydowanym plusem spotkania była też jego kameralna atmosfera. Z racji tego, że uczestniczyłam już w różnego rodzaju prelekcjach wiem, że im mniej osób na sali, tym więcej można z prelekcji wyciągnąć. Nie żeby zaraz jedna czy dwie osoby, bo to już jest przesada. Ciężko mi powiedzieć ile dokładnie osób wzięło udział w warsztatach ale sądzę, że więcej jak dwadzieścia ich nie było. I to jest optymalna liczba – każdy może z każdym porozmawiać i nikt nie jest dla nikogo anonimowy. Jedyne nad czym ubolewam, to ze w Grodzie Kopernika mało jest tego typu wydarzeń. Jest jednak spora szansa na to, że trend się zmieni i na to po cichu liczę.

Odpowiedz na „krzysztofińskiAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!