Beksińscy – portret potrójny

To nie będzie prosty wpis. Nie będzie prosty z wielu powodów. Będzie to też w pewien sposób wpis bardzo osobisty. Otóż siedzę aktualnie opatulona szczelnie kocem i słucham audycji w radiowej „Trójce” która poświęcona jest w całości „Ostatniej rodzinie”. Filmie, który w sposób szczególny poruszył mnie i zakładam, ze nie jestem w tym uczuciu osamotniona. Beksińscy są, jakkolwiek głupio to nie zabrzmi, doskonałym materiałem na film. Istniało jednak całkiem spore prawdopodobieństwo, że filmowa opowieść o Beksińskich zwyczajnie nie wyjdzie. Bałam się, że będzie za dużo patosu. Że będzie przerost formy nad treścią. O matko, jak odetchnęłam z ulgą, kiedy okazało się, że „Ostatnia rodzina” jest filmem dokładnie takim jakim powinna być.

Znalezione obrazy dla zapytania ostatnia rodzina

Przede wszystkim, historia. O tym, jak przysłowiowo skończyli Beksińscy, wszyscy doskonale wiemy. Wszyscy znamy tę historię, z samobójstwem, tętniakiem i morderstwem w tle. Rodzina ta zawsze budziła bardzo dużo kontrowersji. Niewiele osób jednak jest w stanie racjonalnie uzasadnić, dlaczego tak się właśnie działo. Nawet te osoby, które czytały książkę Magdaleny Grzebałkowskiej, nie są w stanie do końca stwierdzić, co przemawia za swoistym fenomenem tej rodziny. Bo o fenomenie trzeba tu już mówić. Tak samo o nim, jak i o pewnym fatum, które rzekomo wisiało na tą właśnie rodziną i które przeszły jako legendy do naszej kultury.

Historie o artystach zawsze są w pewien sposób owiane tajemnicą. Musimy jednak pamiętać, że Ostatnia rodzina, nie jest w żadnym stopniu filmem dokumentalnym. Mimo, że w zasadzie wszystkie sceny zostały stworzone w oparciu o prawdziwe wydarzenia. Tu należy oddać ogromny szacunek reżyserowi produkcji, a mianowicie Janowi P. Matuszyńskiemu. Oddanie aury tajemniczości a jednocześnie pokazanie prozy życia, wcale nie było rzeczą łatwą. Z całą pewnością wymagało to naprawdę dużej pracy. Pracy, dodajmy, bardzo żmudnej i wymagającej dużej dokładności.

Znalezione obrazy dla zapytania ostatnia rodzina

Kiedy mamy do czynienia z historią tak złożoną, jaką jest bez wątpienia historia Beksińskich, bardzo łatwo jest film przysłowiowo spieprzyć. Bardzo często spotykamy się albo z nadmierną teatralnością, jak to miało miejsce w Pokłosiu, albo też, czegoś nam w tym filmie jednak zaczyna brakować, co z kolei można było zaobserwować w Czerwonym Kapitanie. W przypadku Ostatniej rodziny, takiego wrażenia absolutnie nie było. Wszystko w tym filmie, było dokładnie takie, jakie być powinno. Nie było nadmiernej teatralności. Nie było patosu. Nie było wielkich słów. Dostaliśmy historię, która wydarzyła się naprawdę. Historię, której bohaterem nie był jedynie Tomek Beksiński czy słynny Zdzisław. Jej bohaterami jest każdy członek tej rodziny. Nie wyłączając matek zarówno Zofii jak i Zdzisława. To niesamowite, jak idealnie zostało przysłowiowo wykrojone, w czasie zaledwie dwóch godzin, miejsce dla każdej z tych postaci. Tu nie ma głównego bohatera. Tu nikt nie jest bardziej lub mniej ważny. Nawet, grana przez Andrzeja Chyrę, postać Dmochowskiego, była tutaj bardzo istotna.

Mimo, że można usłyszeć bardzo wiele zarzutów, przede wszystkim do Dawida Ogrodnika, za zbytnią ekspresję w kreacji swojej postaci, to ja się z tym poglądem zupełnie nie zgadzam. Taka hiperbolizacja, postaci, w przypadku grania Tomasza Beksińskiego, była absolutnie konieczna. Gdyby jej tu zabrakło, nie bylibyśmy w żaden sposób zrozumieć tego, dlaczego tomek był, jaki był. Osobiście pamiętam, trochę jak przez mgłę, jego audycje. Może w filmie, to nie był ten sam głos, co w radiu, natomiast w żadnym wypadku, nie można odmówić Dawidowi Ogrodnikowi tego, że oddał postać syna znanego malarza w sposób bardzo prawdziwy.

Znalezione obrazy dla zapytania ostatnia rodzina

Pierwsze zdanie, które wypowiedziałam po obejrzeniu Ostatniej rodziny, brzmiało: Zofię Beksińską się kocha. Tomasza się nie rozumie, a Zdzisława, do pewnego momentu filmu, zwyczajnie się nienawidzi. Ciężko jest się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Reżyser pokazuje nam bowiem to, że Beksińscy nie byli jedną całością w dosłownym znaczeniu słowa rodzina. To były trzy osoby, które różniły się od siebie tak bardzo, jak tylko człowiek jest w stanie sobie to wyobrazić. W zasadzie jedyną „normalną” w tym wszystkim, była właśnie Zofia Beksińska. To jej postać, zagrana rewelacyjnie przez Aleksandrę Konieczną, trzymała tę rodzinę w przysłowiowych ryzach. To ona łagodziła konflikty pomiędzy Tomaszem a Zdzisławem. To ona, kiedy Tomasz miał swoje napady gniewu i agresji, wyciągała do niego rękę. Wreszcie – to ona oddała całą siebie dla tego, aby rodzina nadal była razem. Ciężki był to los, doprawdy. Smutny i ciężki, bo jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, ze Zofia całkowicie oddała się rodzinie, rezygnując z pracy naukowej, a trzeba Wam wiedzieć, że to wykształcona kobieta była, to rzeczywiście można tu mówić o postępowaniu niemalże heroicznym. I nie przesadzam. Dokładnie tak zostało to wszystko ukazane. Zofia żyła w cieniu, ale poniekąd sama takie życie wybrała. Musimy jednak być świadomi tego, ze życie u boku artysty, a co dopiero dwóch, nigdy nie będzie łatwe. A jeśli mowa jest o kimś takim jak właśnie Tomek Beksiński czy Zdzisław, to mamy do czynienia z naprawdę ekstremalną trudnością.

Znalezione obrazy dla zapytania ostatnia rodzina

To właśnie zostało w filmie najlepiej pokazane. Ten kontrast pomiędzy miłością, a w gruncie rzeczy – nienawiścią. Świetnie oddaje to zdanie, które Beksiński wypowiada do swojej małżonki: „Nikt nie gwarantował ci, że życie rodzinne jest samą atrakcją. Nigdzie bezpośrednio nie wynika, że rodzina to jest grono ludzi, którzy tak jak się lubią, tak i się nie znoszą. Dokładnie tak „działa” rodzina Beksińskich. Tam jest niemalże tyle samo miłości, co nienawiści. Ktoś może powiedzieć, że przecież to nigdy nie była normalna rodzina. A ja na to powiem – przeciwnie. To była rodzina jak każda inna. Może w niektórych aspektach różniąca się, ale nadal w pewnym stopniu bliska rodzinie, która każdy z nas ma. Bo w której rodzinie nie ma kłótni? W której rodzinie nie ma zrozumienia? Nie mówię, że zawsze. Ale czy nie jest tak, ze niektóre kwestie są bardzo sporne? Czy nie ma kłótni? Czy nie ma łez? Czy wreszcie – nie ma czułości, miłości bezwarunkowej?

To, co też uderza, jeśli chodzi o Beksińskich, to bardzo szkicowe, jeśli można tak powiedzieć, potraktowanie niektórych scen, jak chociażby tej finałowej. Nie mamy bowiem dosłownego oddania tego, co się wydarzyło. Nie słychać żądania pieniędzy. Nie słychać przepychanki słownej, do której podobno doszło pomiędzy Beksińskim a jego zabójcą. Reżyser jedynie nakreśla nam to, co się stało. I tak samo są potraktowane wszystkie sceny w filmie. Nie chodzi tu bowiem o to, żeby od A do Zet opowiedzieć widzowi wszystko to, jak było naprawdę. Nie o dosłowność tu idzie. Dosłowność znamy z przekazów medialnych, z akt sądowych. Wreszcie z książek, które możemy nazwać książkami dokumentalnymi. Tutaj chodzi jedynie o artystyczną, bo w takiej kategorii należy rozpatrywać Ostatnią rodzinę, wizji.

Znalezione obrazy dla zapytania ostatnia rodzina

Nastrój w opowieści o Beksińskich, buduje w filmie dosłownie wszystko. Nie tylko rewelacyjna gra aktorska, scenografia czy dialogi. W dużej mierze także kompozycja ujęć. To, jak statycznie są one pokazane w momencie, kiedy emocje aż kipią na ekranie. Ten kontrast pomiędzy naprawdę dobrze ukazanymi scenami, dobrze podzielonymi i tym, jak naładowane są one emocjami, jest naprawdę duży. W zasadzie jedyne ujęcia z trzęsącą kamerą mają miejsce na samym początku filmu, kiedy poznajemy Tomka i w momencie katastrofy lotniczej. To ma jednak sens. Na początku chodzi bowiem o to, aby widz zdał sobie sprawę z tego, jak niestabilny emocjonalnie jest Tomek. Z kolei w przypadku sceny katastrofy samolotu – mamy do czynienia z ogólno pojętym strachem. Ta statyka scen, ich symetryczność są tutaj jak najbardziej zamierzone i, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, miało uderzyć w widza. Cytując słowa, które grany przez Andrzeja Seweryna Zdzisław Beksiński wypowiada, kiedy znajduje martwego Tomka: Gratuluję.

Znalezione obrazy dla zapytania ostatnia rodzina

To, co może dziwić odbiorcę, to jak mało jest malarstwa Beksińskiego w tym filmie. Mnie początkowo też to dziwiło, jednakże musimy być świadomi tego, że jeśli mówimy o Ostatniej rodzinie i tym, o czym ona jest, to fakt, że nie ma w nim aż tyle malarstwa ile mogłoby w zasadzie być, nie jest niczym dziwnym. Powiem więcej. Gdyby do produkcji przysłowiowo wpakowano jeszcze malarstwo, moglibyśmy dostać film niespójny, w którym w zasadzie ciężko byłoby jednoznacznie określić jego temat. Jest jednak jedna scena, która warta jest tysiąca obrazów mistrza. W pewnym momencie, pojawia się na ekranie szkic. Potem kolejny. I kolejny. Te szkice nakładają się na siebie aż w końcu wyłania nam się obraz Beksińskiego. To w zasadzie jedyna scena, która bezpośrednio dotyczy malarstwa Beksińskiego. Owszem, te obrazy są obecne w filmie, ale nie grają aż tak olbrzymiej roli, jak relacje członków tytułowej Ostatniej rodziny.

Zdzisław Beksiński, jak pokazuje film Matuszyńskiego, był nie tylko tyranem, zadufanym w sobie entuzjastą wszystkiego, co nowe w technologii. Nie piszę tych wszystkich inwektyw bez powodu. Fakt, że Beksiński fotografował, a potem nagrywał wszystko co się działo, można uznać za swego rodzaju odstępstwo od normy. Nie można jednak nodmówić mu tego, ze kochał zarówno swoją żonę, jak i syna. Kochał, ale w sposób zupełnie dla nas niezrozumiały. Ktoś, kto być może byłby złośliwy, powiedziałby, ze to nie była miłość, a jedynie fakt, ze jest mu tak wygodnie żyć. Nie zgodzę się z tym jednak, bo jeśli ktoś jest w stanie robić dosłownie wszystko co w jego mocy, żeby ratować żonę przed śmiercią, nie może być złym człowiekiem. Ktoś, kto mimo wszystko umie się w jakiś bliżej nieokreślony sposób dogadać z synem, na którym ewidentnie mu zależy, nie może być wyzuty z miłości. Dlatego właśnie napisałam, ze początkowo możemy Zdzisława nienawidzić. Jednakże z każdą kolejną minutą widzimy to, jak wielkim uczuciem darzy on swoją rodzinę i jak ważna jest ona dla niego.

Widzimy jednak też coś jeszcze. To, że Beksiński był bardzo nieporadny. Zupełnie, jak dziecko. Zupełnie jak jego, wszak dorosły, syn. W gruncie rzeczy, ta dwójka bohaterów, mimo że pozornie tak bardzo różna od siebie, była w gruncie rzeczy identyczna pod wieloma względami.

Mówiąc o Ostatniej rodzinie i tym samym o Beksińskich, nie możemy pominąć jeszcze jednego, bardzo istotnego elementu. Tak samo jak malarstwo, tak samo muzyka była obecna w ich domu. Tomek i Zdzisław wymieniali się między sobą płytami, mimo że oboje nie znosili muzyki, której każdy z nich słuchał. Tomek miał za złe ojcu to, ze nie potrafi docenić jakości muzyki, której słucha. On sam zaś, określał mianem „gówna” to, czego słuchał ojciec, gdy tworzył. Nie zmienia to jednak faktu, ze oboje szanowali swoją pasję.

Znalezione obrazy dla zapytania ostatnia rodzina

Historii, której bohaterami są Beksińscy, nie można w żaden sposób traktować jako jednej płaszczyzny. Nie można jej potraktować, jako kolejnej filmowej biografii. Nie można też patrzeć na nią z jednej perspektywy. To historia bardzo złożona. Niemalże tak złożona, jak złożona była osobowość Tomka, miłość do męża i syna Zofii czy wreszcie – twórczość Zdzisława Beksińskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!