Atak paniki w kinach już niebawem! – recenzja przedpremierowa

Rzadko się zdarza, abym na polskiej komedii autentycznie się śmiała. Zwykle co najwyżej parsknę śmiechem raz czy dwa. Z reguły jednak mam swoisty atak paniki i zastanawiam się, czy nie uciekać z kina. Złą passę, jeszcze w ubiegłym roku, przełamał u mnie Exterminator: Gotowi na wszystko. Choć bawiłam się na nim świetnie, nie mogę powiedzieć, że jest to film pozbawiony wad. Niemniej jednak, Exterminator był dla mnie swego rodzaju przełamaniem złej passy w polskim kinie rozrywkowym. Wiedziałam, że tak będzie, bo we wrześniu, na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, miałam okazję obejrzeć (rzutem na taśmę!) Atak paniki w reżyserii Pawła Maślony. Nie oczekiwałam niczego po seansie. Poszłam, gdyż w kuluarach było o tej produkcji dość głośno, sporo osób ją chwaliło. Optymistycznie założyłam, że jeśli uczestnicy festiwalu filmowego coś chwalą, to znaczy, że nie może być tragedii. Bardzo bowiem nie chciałam zepsuć sobie maratonu filmowego, który naprawdę był udany, kiepską komedią. Na szczęście, nic takiego się nie stało.

Zacznijmy od tego, na czym oparta jest fabuła Ataku paniki. To historie bohaterów, które z pozoru nie są ze sobą w żaden sposób powiązane. Najczęściej, postaci połączone są w pary: mamy Dorotę Segdę i Artura Żmijewskiego w roli małżeństwa, które właśnie wraca z Egiptu; Mamy genialną Magdalenę Popławską oraz Nicolasa Bro, w roli pary byłych małżonków; Jest Bartłomiej Kotschedoff w roli uzależnionego od gier MMO Miłosza, który na co dzień pracuje jako kelner. Jest Kamila, która zajmuje się branżą szeroko rozumianego sex-cam. I wreszcie Pan Młody i Panna Młoda, czyli Julia Wyszyńska i Grzegorz Damięcki. Z pozoru, tych bohaterów nic ze sobą nie łączy. Na dobrą sprawę, każdy z ich wątków mógłby być potraktowany osobno. Paweł Maślona jednak idzie o krok dalej i wymusza na widzu skupienie, gdyż każdy z wątków przedstawionych filmie nie tylko ma znaczenie, ale też ma istotny wpływ na inne wątki. W efekcie otrzymujemy kompozycję, którą spokojnie można porównać do sieci. Wszystko ze wszystkim się łączy w logiczny i zrozumiały sposób.

Umówmy się, tworzenie historii wielowątkowych i to jeszcze z gatunku komedii, to nie jest najmocniejsza strona polskiej kinematografii. Zwykle coś gdzieś się rozjeżdża, scenarzyści gubią oś fabularną, a w efekcie, utwierdzamy się w przekonaniu, że w Polsce nie można zrobić dobrej komedii. Tymczasem Paweł Maślona w swoim debiucie pokazuje, że się da i co więcej – da się to zrobić na najwyższym poziomie – zarówno, jeśli chodzi o aktorstwo, jak również o aspekty techniczne. Zanim jednak do tychże przejdę, chciałabym jeszcze wspomnieć o tym jak cudownie został tutaj dobrany tytuł.

Sporo polskich komedii romantycznych, ma jakiś taki problem z doborem tytułu. Ba! To problem nie tylko polskich komedii romantycznych, ale też innych produkcji. Generalnie bardzo rzadko zdarza się, żeby tytuł był w stu procentach adekwatny zarówno do formy filmu, jak i do jego treści. Atak Paniki spełnia zarówno pierwsze, jak i drugie kryterium. Idąc na seans, musimy liczyć się z tym, że będzie on bardzo, ale to bardzo mocno nasycony emocjami. Nie tylko tymi dobrymi. Nie raz i nie dwa, poczujemy lęk. Nie raz i nie dwa, zrobi nam się smutno. I wreszcie nie raz i nie dwa ogarnie nas panika. Nie pamiętam, aby w polskim kinie był tak dobrze skonstruowany film, który w stu procentach będzie oddawał to, co dzieje się z człowiekiem w konkretnym stanie. W przypadku Ataku paniki, niejednokrotnie złapiecie się na tym, że jednak nie do końca spokojny ten seans.

Znalezione obrazy dla zapytania atak paniki

Jeśli chodzi o samo powstanie filmu, to jego pierwotny tytuł brzmiał „Historie śmieciowe”. Zamysł „Historii śmieciowych” sprowadzał się do tego, że miały poruszać one te problemy, które codziennie od siebie odpychamy, a które zaraz potem wracają do nas ze zdwojoną siłą. Niestety, z przyczyn niezależnych od reżysera -m.in. braku funduszy, „Historie śmieciowe”, których akcja miała dziać się w Neapolu, nie miały szans na realizację. Maślona jednak nie zarzucił pomysłu, z którym przyszli do niego Aleksandra Pisula oraz Bartłomiej Kotschedoff i na kanwie „Historii śmieciowych” powstał Atak Paniki. Z oryginalnego pomysłu, zachował się tylko dwa wątki – Moniki oraz Miłosza.

Wielowątkowa historia, jaką bez najmniejszych wątpliwości jest Atak Paniki, to pokaz aktorstwa na najwyższym poziomie. Widać, że postaci zostały napisane z pomysłem, dialogi są nie tylko błyskotliwe ale też bardzo prawdziwe a sami aktorzy, tak zwyczajnie i po ludzku, mają co grać. Na szczególną uwagę zasługuje jednak postać Moniki, w którą wcieliła się Małgorzata Popławska. Jej postać jest skonstruowana na bardzo nerwowym i takim neurotycznym monologu. Sytuacja, w której się znalazła nie jest bowiem najprzyjemniejsza – jakoś musi w końcu rozwieść się z mężem. Nie mieszkają ze sobą, w zasadzie nic ich nie łączy. Ot, dopełnienie formalności. Tymczasem okazuje się, że to wcale nie jest takie proste. Postać, którą wykreowała Popławska to postać z krwi i kości. Taka, w którą jesteśmy w stanie uwierzyć. Co więcej – jesteśmy w stanie jej współczuć, choć dobrze wiemy, że sama sprowadziła na siebie taki los. Ciekawym konceptem, jeśli chodzi o postać Moniki, było tak naprawdę usadzenie jej przy stoliku i opowiedzenie historii właśnie podczas, nazwijmy to, randki z prawie byłym mężem. Popławska nie rusza się,w zasadzie przez całą akcję siedzi przy stole. To mogło zostać koncertowo schrzanione. Mogło się nie udać. Ale nie w przypadku, kiedy aktorka wcielająca się w konkretną postać gra całą sobą, a nie tylko wypowiada kwestie.

Kolejną postacią, o której chciałabym bliżej opowiedzieć i która w moim przekonaniu wypadła bardzo dobrze, jest postać Kamili. Tutaj z kolei reżyser posłużył się sprytnym kontrastem. Tak, jak zdecydowana większość bohaterów jest w pewien sposób połączona w „pary” tak, Kamila nie jest. A przynajmniej nie bezpośrednio. Kamila mieszka sama, nie za bardzo nie chce się dzielić tym, czym się zajmuje na co dzień (bo i w sumie nie ma się czym chwalić). Tak naprawdę dobrze jej tu, gdzie jest. Robi to, co przynosi jej zysk – taki czy inny. Kiedy nagle, bez niemalże żadnej zapowiedzi, odwiedzają ją koleżanki. Zaznaczam, że Kamila nie była przygotowana na jakąkolwiek wizytę, a już na pewno nie na wizytę koleżanek, z którymi w zasadzie nie utrzymywała jakiegoś bliższego kontaktu. I nagle musi. Relacja Kamili i jej znajomych, to klasyczny przykład tego, z czym chyba każdy z nas kiedyś się zetknął. Nikt chyba nie chce tak do końca zdradzać wszystkiego ze swojego życia. Nikt też chyba nie lubi, kiedy jego strefa komfortu zostaje naruszona. A to, co potencjalnie może się z nami wtedy stać, jest świetnie pokazane, właśnie za pomocą postaci Kamili.

Mocnym, jeśli nie najmocniejszym, elementem Ataku paniki, jest montaż. Atak paniki, jest przykładem, w którym narracja to nie tylko muzyka, czy dialogi, ale też właśnie montaż. To, co tam się dzieje, to jest mistrzostwo świata. Nie mam pojęcia, kim jest Agnieszka Glińska, prawdę mówiąc pierwszy raz słyszę to nazwisko. Być może to źle. Natomiast to, jak zmontowany jest Atak paniki, powinno być pokazywane we wszystkich szkołach filmowych czy pokrewnych, jako przykład dobrze zrobionej roboty. Tym bardziej smuci mnie fakt, że ten aspekt każdej produkcji – niezależnie czy mowa o Oscarach, czy jakichkolwiek innych nagrodach filmowych, jest niemalże zawsze traktowany po macoszemu. Generalnie montaż #nikogo. A to, w moim odczuciu bardzo krzywdzące. Atak paniki pokazuje bowiem, jak istotną rolę w całości produkcji odgrywa właśnie ten aspekt techniczny.

Atak paniki to nie tylko świetne kino rozrywkowe. To przede wszystkim produkcja, która daje widzowi do myślenia .Pod płaszczykiem zabawnych gagów, sytuacji, które przecież mogą przydarzyć się każdemu, mamy tutaj całkiem ciekawy portret psychologiczny nie tylko bohaterów ale i nas. To kino mądre, świadome swojej – mimo wszystko dość nietypowej – formy, jak również zagrane na najwyższym poziomie. Jest śmiesznie, momentami tragikomicznie czy groteskowo, ale to wszystko ma swój sens. Każdy element filmu ma swoje jasno określone miejsce do którego pasuje. Myślę sobie, że dawno nie oglądałam tak wielopoziomowej,polskiej produkcji. Dawno nie miałam też styczności w polskim kinie, jeśli mowa o poprowadzeniu historii wielowątkowej tak dobrze. Tym samym, nie pozostaje mi nic innego powiedzieć, jak tylko: rezerwować i kupować bilety do kina! Premiera już w piątek!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!