Asystentka – każda z nas mogłaby być na jej miejscu [recenzja TOFIFEST 2020]

Przyznaję, że jeśli chodzi o film Asystentka, który obejrzałam w ramach Tofifest film festiwal, nie byłam do końca przekonana, czy chcę go oglądać. W ogóle mam przedziwne wrażenie, że w przypadku tegorocznej edycji festiwalu, perełkami – w moim odczuciu – okazują się filmy, których albo nie planowałam oglądać albo takie, które obejrzałam całkiem przypadkiem. W każdym razie – Asystentka była moim 5 filmem w dniu wczorajszym i szczerze wątpiłam, że dotrwam do końca projekcji. W momencie, kiedy festiwal ma charakter hybrydowy nie stanowi to w zasadzie większego problemu – ot, jeśli zasnę, dokończę rano. Ku mojemu zaskoczeniu, nie zasnęłam, wytrwałam do końca i… Absolutnie nie żałuję.

Jane jest zwykłą dziewczyną. Skończyła dobre studia i marzy o karierze producentki filmowej. Aby zrealizować swoje marzenie, podejmuje pracę jako asystentka w korporacji związanej z przemysłem filmowym. Nie jest to oczywiście praca jej marzeń – widać to już od pierwszych scen. Wie jednak, że tylko w taki sposób będzie mogła zrealizować w przyszłości swój cel. Jane zajmuje się zasadniczo wszystkim: od planowania spotkań, zamawiania jedzenia dla współpracowników, drukowania dokumentów, po opiekę nad dziećmi, które ktoś przyprowadził do firmy, na sprzątaniu pomieszczeń firmowych kończąc. Przychodzi do pracy pierwsza, zanim ktokolwiek się jeszcze w niej pojawi. Wychodzi ostatnia i to tylko wtedy, kiedy Szef na to pozwoli.

Szefa nie widzimy. Nie wiemy nawet jak się nazywa. Kiedy pojawia się w rozmowach, mówi się: On. To dość wymowne. Zabieg celowy, ale o tym za chwilę.

Jane pracuje, wypełnia swoje obowiązki dokładnie, chociaż bardzo wyraźnie widać, że jest zmęczona. I gdyby poprzestać tylko na tym, można byłoby powiedzieć, że Asystentka nie jest niczym szczególnym. Ot, zwykły film o pracy w korporacji, których przecież na całym świecie jest mnóstwo.

Sęk w tym, że Asystentka nie jest filmem tylko i wyłącznie o pracy. Nie znajdziemy tu sensacji, wspaniałych efektów specjalnych. Cała produkcja została zrealizowana właściwie w jednym miejscu – firmie. Są może tylko dwie sceny, które wykraczają poza tę przestrzeń – jedna w samochodzie i druga w barze – tuż naprzeciwko siedziby firmy.

O co zatem w tym filmie chodzi? Czemu jest tak dobry? Reżyserka, Kitty Green chce zwrócić naszą uwagę na problem, który paradoksalnie jest wszystkim znany. Chodzi w pierwszej kolejności o mobbing. Green jednak bardzo dobrze połączyła ten temat z innym – także bardzo ważnym. Mowa o molestowaniu. Ruch #meetoo, polityka milczenia czy wreszcie sytuacja, w której przecież wszyscy wiedzą, co się w firmie dzieje ale nikt nie odważy się powiedzieć słowa – oto najważniejsze zagadnienia, które porusza Asystentka. Cała sprawa eskaluje w momencie, kiedy w firmie zostaje zatrudniona bardzo młoda dziewczyna na stanowisku kolejnej asystentki. Jest ona ładna, bardzo młoda i nie ma żadnego doświadczenia w pracy biurowej. Podejrzenia Jane nabierają na sile, kiedy nowozatrudniona asystentka zostaje zakwaterowana w bardzo dobrym hotelu a chwilę później, On wychodzi z biura i jedzie do tego samego hotelu, co nowa asystentka. Jane bardzo szybko dodaje dwa do dwóch i postanawia coś z tym zrobić. Postanawia porozmawiać z szefem działu HR. Mówi o swoich obserwacjach, przedstawia jasne dowody na to, że Szef nadużywa swojej pozycji w stosunku do kobiet. Zostaje wysłuchana, ba! Szef działu HR zdaje się nawet ją rozumieć, tylko co z tego? Bardzo wyraźnie daje jej do zrozumienia, że zgłaszanie czegoś takiego, to jak podpisanie na siebie wyroku zawodowego. Kilka razy pyta Jane, czy aby jest pewna tego, że chce złożyć skargę na Szefa. W końcu pada chyba najbardziej brutalne zdanie w całym filmie: Nie martw się. I tak nie jesteś w jego typie.

To, co uderza w filmie, to niepokój. Mimo iż początkowo przecież nic się nie dzieje, to jednak w widzu cały czas wzmaga się poczucie, że jednak nie do końca jest wszystko w porządku. Napięcie eskaluje a my czujemy, że oprócz tego, coś nas bardzo uwiera. Kiedy dochodzi do omówionej wcześniej sceny, chce nam się krzyczeć. Nie jest trudno zrozumieć uczucia Jane. Przecież takich sytuacji jest bardzo dużo. Stanowczo za dużo.

Reżyserka przedstawia nam tę historię ze skrupulatnością dokumentalistki: kawałek po kawałku odsłania historię w taki sposób, abyśmy sami mogli poskładać wszystkie puzzle w całość. To, co także uderza w całej produkcji, to fakt, że jest ona bardzo…Męska. W środowisku, w którym obraca się nasza bohaterka, praktycznie nie ma kobiet. Celowo przyjrzałam się temu, jak wygląda kwestia Testu Bechdel i Asystentka oczywiście go nie zdaje. O ile z reguły jest to wada filmu, o tyle w tym przypadku zabieg ten jest jak najbardziej celowy. Podobnie rzecz się ma, jeśli chodzi o usytuowanie miejsca, w którym rozgrywa się akcja filmu Asystentka. Plan filmowy mieści się nieopodal Greenwich Street. Zaraz obok siedziby firmy Harveya Weinsteina.

Asystentka nie jest filmem oczywistym. Reżyserka w żaden sposób nie wygłasza swojego osądu przedstawionej historii. Jest obiektywnym obserwatorem – chce nam zwrócić uwagę na problem a jakie jest nasze zdanie na ten temat – to już tylko nasza sprawa. Subtelność, brak dosłowności i ta tajemnica, którą w pewien sposób owiane jest biuro Szefa – to wszystko składa się na obraz przerażający, niepokojący ale też – niestety –  bardzo prawdziwy. Asystentka to film, który koniecznie trzeba obejrzeć – to ważny głos nie tylko w sprawie #meetoo. Nadużycia w pracy, mobbing czy wreszcie presja wywierana przede wszystkim na nowych pracowników – o tym jest Asystentka. Nie szukajcie w tym filmie dosłowności. Nie szukajcie osądów. To wszystko reżyserka zostawia Wam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Tu mnie znajdziesz! Lajkuj, obserwuj - będziesz na bieżąco!